007 First Light – recenzja. Bond uciera nosa Uncharted, ależ świetna gra

konto.spidersweb.pl 1 godzina temu

To jedna z tych gier, które wyglądają tak sobie na materiałach reklamowych, za to cudownie się w nie gra. 007 First Light to debiut na miarę Uncharted, stanowiący obowiązkową pozycję dla wszystkich fanów filmowych gier akcji.

Nie będę ukrywał: na zwiastunach 007 First Light wygląda jak generyczna gra akcji. Taka, o której zapomina się po tygodniu. Wystarczy jednak rozegrać misję wprowadzającą, a od razu czuć pod myszą i klawiaturą, iż to projekt pełen pasji. Taki, w którym dba się o detale, dialogi trzymają poziom, a priorytet to czysta frajda z rozgrywki.

007 First Light to najlepszy debiut w segmencie filmowych gier akcji ostatnich lat. To jak Top Gun Maverick

Wielu próbowało wypełnić lukę po Uncharted, ale niewielu odnosiło sukces. Problem polega na tym, iż współcześnie tworzenie klasycznej gry akcji to niezwykle ryzykowne zadanie. Pochłania masę środków, wymagania są gigantyczne, a zwrot inwestycji niepewny. Są jednak wybitne jednostki, które uwielbiają podejmować ryzyko. Na przykład Bond. James Bond.

Nawiązując do tytułu, 007 First Light rozświetla ciemny, zakurzony grajdołek „realistycznych” gier akcji. Takich bez obcych i zombie, za to z filmowymi dialogami, wiarygodnymi postaciami, politycznymi spiskami, a także pięknymi kobietami.

Nowy James Bond jest dla branży gier tym, czym F1 oraz Top Gun Maverick są dla branży filmowej – wspomnieniem dawnych, lepszych czasów. Świata, w którym dobra gra była produkcją single player z niezłą grafiką, w której ratowało się świat. Bez zbędnego balastu w postaci poziomów doświadczenia, kolorowego lootu, craftingu i przepustek sezonowych.

Wielkim atutem 007 First Light jest możliwość względnie swobodnej rozgrywki. To Hitman i Uncharted w jednym

Rozgrywka w tym tytule jest przyjemnie zmienna, ale najczęściej powtarzający się schemat wygląda następująco: lądujesz na średniej wielkości mapie pełnej wrogów. Poruszasz się od osłony do osłony, szukając przebrania albo broni. jeżeli zauważy cię przeciwnik, nic straconego. 007 First Light posiada kapitalny patent na zagadywanie wrogów. Możemy im nawinąć makaron na uszy, albo po prostu ogłuszyć.

Jeśli strategia na Hitmana nie wypali, nie musimy zaczynać misji od nowa. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby rzucić się z pięściami na grupę wrogów, choćby jeżeli zadanie wymaga dyskrecji. Są szanse, iż uda się ich położyć, nim którykolwiek dotknie spustu. Tak iż to nie tak, iż 007 First Light wymusza jeden słuszny styl rozgrywki.

Przeciwnie! Gra tworzy przyjemną ułudę wielu dróg do celu. Możemy skorzystać z przebrania, ale nie musimy. Możemy znaleźć broń wroga bez blokady biometrycznej, ale nie jest wymagana do powodzenia misji. Do celów prowadzi kilka ścieżek, a wspinaczka i skoki po dachach bywają równie dobrą metodą na ominięcie wrogów co dobrze dopasowane przebranie.

Twórcy zadbali też o to, żeby od czasu do czasu gracz mógł poczuć się jak Rambo

Wybuchy, karabiny maszynowe, cysterny z paliwem – producenci 007 First Light regularnie mieszają etapy infiltracji z filmową jatką. Dzięki temu gra jest świeża, ale jeżeli o mnie chodzi, o wiele bardziej podobają mi się sekwencje rozgrywane po cichu. Nie jestem także przesadnym fanem etapów w pojazdach. Sterowanie jest toporne, jak zresztą w większości gier akcji, do których wciska się samochody.

Nie można za to odmówić producentom, iż świetnie mieszają style rozgrywki. Cicha infiltracja skandynawskiej bazy. Widowiskowy trening bojowy na Malcie. Pełna dialogów wizyta w brytyjskiej siedzibie MI6 – wszystko to cudownie się przeplata, dzięki czemu mamy wrażenie obcowania w prawdziwym filmie. Efekt wzmacniają naprawdę dobre dialogi. W dobie ChatGPT ten element zszedł na psy, ale Bond trzyma poziom.

Szkoda tylko, iż momentami gra bywa tak naiwnie głupiutka. Rozumiem jednak, iż to aluzja do starszych Bondów

W grze jest masa nawiązań do filmowej spuścizny. Wliczając w to takie detale jak sposób otwierania śluzy, nawiązujący do kultowego otwieracza kinowych produkcji. Kto jednak spodziewa się mocno uziemionego, „craigowskiego” 007, może się nieco zaskoczyć. W grze znalazło się sporo pastiszu, jak Bond uciekający przed czołgiem, aby sekundę później zniszczyć go… quadem posłanym na czołowe zderzenie.

Za to pomysł z pokazaniem nam samego początku przygód Jamesa Bonda to strzał w dziesiątkę. Od misji bojowych jako członek SAS, przez unikalne szkolenie, po naukę korzystania z gadżetów – wszystko to chłonie się jak gąbka, jest bowiem umiejętnie spięte porządną klamrą narracyjną. Co prawda scenariusz jest łatwy do przewidzenia, ale to nie pierwszy raz, kiedy fani wyczuwają zakończenie Bonda przed napisami końcowymi.

007 First Light to wielkie zaskoczenie. Spodziewałem się średniaka, wyszedł projekt pełen pasji. Mamy nową ikonę

Oczywiście nie wszystko jest tutaj idealne. Boli zwłaszcza brak zaawansowanych efektów świetlnych na PC, w tym path tracingu oraz ray tracingu. Pełen PT ma zostać dodany do gry dopiero latem. Za to sama produkcja jest świetnie zoptymalizowana. Zachowanie 60 klatek w standardzie 4K nie jest wyzwaniem dla RTX-ów 4080 poprzedniej generacji. Należy też zwrócić uwagę na wzorową implementację dobrodziejstw DLSS 4.5 – generatora wielu klatek oraz Super Rozdzielczości. W trybie zbalansowanym upscaler firmy NVIDIA nie powoduje żadnych widocznych artefaktów. Igła.

Wkurzałem się za to na małe płotki oraz niskie murki, których Bond nie był w stanie przeskoczyć, bo nie przewidzieli tego producenci. Podobnie jest ze wspinaczką – możemy wskoczyć tylko tam, gdzie zaplanowali to twórcy. Nieco psuje to frajdę z infiltracji. To jednak mankamenty, które nie zmieniają odbioru gry. Mamy do czynienia z nową ikoną gier akcji. Debiutem na miarę Uncharted. Trzymam kciuki za kolejne odsłony 007.

Największe zalety:

  • Bardzo zmienna, dynamiczna, filmowa rozgrywka. Nie ma nudy
  • Udana nielinearna infiltracja ze świetną mechaniką przebrań
  • Wpadka to nie koniec misji. interesujący system negocjacji
  • Oprawa muzyczna. Aż się człowiek uśmiecha pod nosem
  • Masa nawiązań do filmów i książek
  • Wprowadzenie Bonda do MI6 to kapitalna otoczka dla gry
  • Rewelacyjne dialogi, filmowy klimaty późnych lat 90
  • Dodatkowy tryb po przejściu, wydłużający rozgrywkę
  • Bardzo klimatyczne lokacje. Zwłaszcza pewna mapa w Europie

Największe wady:

  • Model jazdy, sterowanie samochodami
  • Mocno ograniczony parkour/wspinaczka
  • Przeciętna wymiana ognia
  • Przeciwnicy są dosyć głupi

Ocena recenzenta: 8+ na 10

To wspaniałe, iż James Bond powraca w takiej formie. Grze brakuje szlifów na miarę Uncharted 4. Nie ma też tak widowiskowej oprawy jak niektóre produkcje. Czuć jednak, iż producenci zrobili, co tylko mogli, aby dostarczyć graczom kapitalną przygodę w starym stylu. Z tego powodu osobiście apeluję – pamiętajcie o tym tytule. Nie przechodźcie obok niego obojętnie. Współcześnie robi się takich gier coraz mniej.

007 First Light to najlepsza gra z Bondem od czasu 007 GoldenEye. Do tego jedna z najlepszych gier akcji ostatnich lat

Idź do oryginalnego materiału