Japonia to kraj z piękną i bogatą historią. Szczególnie opowieści o honorowych wojownikach i skrywających się w cieniu ninja od wielu lat rozpalają wyobraźnie reżyserów, pisarzy i twórców gier. Czasy samurajów to wręcz idealna otoczka dla gry wideo. Wraz z moimi redakcyjnymi kolegami zebraliśmy naszym zdaniem kilka najlepszych produkcji traktujących o japońskich wojownikach. Kolejność jest przypadkowa.
Teenage Mutant Ninja Turtles: The Cowabunga Collection – Paweł

Jeśli już mamy pisać o ninjach, to czemuż by nie zahaczyć o grę, która ma to słowo w tytule. Moja przygodai z czterema sympatycznymi żółwiami zaczęła się dawno, dawno temu. Najpierw była kreskówka i zabawki, a potem mnóstwo gier nie tylko na konsole, ale również na automaty. choćby nie jestem w stanie policzyć, ile monet wrzuciłem do maszyn z tymi kolorowymi postaciami w roli głównej.
Teenage Mutant Ninja Turtles: The Cowabunga Collection to kolekcja nie tylko dla osób, które chciałyby sprawdzić, jak wyglądały początki czwórki bohaterów w świecie gier wideo, ale także dla długoletnich fanów kwartetu żółwich wojowników. Paczka trzynastu gier zawiera między innymi produkcje wydane na konsole Super Nintendo, Sega Mega Drive oraz Game Boy. Konami naprawę napracowało się przy stworzeniu tego zestawu. Pragnący nostalgii gracze mogą włączyć odpowiednie filtry i zostawić targające niektórymi pozycjami bugi. Dla świeżaków przygotowano wiele funkcji, które znacznie ułatwiają oraz umilają rozgrywkę. Możliwość zapisu w dowolnym monecie, opcja cofania czy zmiana ustawienia przycisków to tylko kilka z nich.
Zdaję sobie sprawę, iż większość z tych gier to zwykłe beat ‘em upy, ale przez cały czas mają w sobie czar oraz ogromną dawkę nostalgii, szczególnie dla kogoś, kto wychował się na Wojowniczych Żółwiach Ninja. Prosta rozgrywka i pikselowa grafika na zawsze pozostanie w moim sercu i uważam, iż każdy powinien chociaż raz spróbować się w Teenage Mutant Ninja Turtles: The Cowabunga Collection zanurzyć.
Sekiro: Shadows Die Twice – Kacper
Żeby zostać prawdziwym ninją, trzeba pewnie wielu lat poświęceń i treningów, ale kto by miał na to czas? Lekko przymykając oko, w świecie gier najbliżej temu procesowi będzie poznawanie Sekiro. Jest to tytuł, który wymaga od gracza wylania paru łez i sporej ilości potu. Żeby sprawnie pokonywać kolejne przeszkody na naszej drodze, musimy dobrze opanować ten wyjątkowy styl walki. Żmudna nauka perfekcyjnego parowania i kontrowania momentami naprawdę przypomina prawdziwy trening.
Poza tym Sekiro posiada wszystko to, za co ludzie pokochali inne tytuły od studia FromSoftware – wynagradzającą eksplorację, sporo sekretów czy świetnie zaprojektowane starcia z bossami. Nie ma przypadku w tym, iż ten tytuł zdobył nagrodę dla najlepszej gry roku. jeżeli macie ochotę na doświadczenie w stylu shinobi, a do tego sporo cierpliwości do nauki i pokonywania kolejnych barier, to jest to coś dla Was.
Seria Naruto: Ultimate Ninja Storm – Kacper
Seria Naruto: Ultimate Ninja Storm była dla mnie naturalnym zamiennikiem gier z innej serii, również opartej na bardzo popularnym anime/mandze – Dragon Ball: Budokai Tenkaichi. W jednej z nich spędziłem setki godzin, grając na PlayStation 2, w drugiej – podobnie, ale już na kolejnej generacji konsol. Moje zainteresowanie Ultimate Ninja Storm wzięło się oczywiście z zachwytów nad anime, a samo Naruto pojawiło się w mojej głowie z powodu zmęczenia Dragon Ballem.
Od gier z żółtowłosym ninją dostałem dokładnie to, czego oczekiwałem – bardzo dobrą bijatykę w 3D, która pozwala na odwzorowanie tego, co zobaczyłem w serialu: efektowne starcia, w których możemy wykorzystać pełen arsenał każdej z postaci – od ataków specjalnych, przez przeróżne narzędzia ninja, aż po akcje zespołowe. W dodatku wszystko to ewoluowało razem z rozwojem serii, dzięki czemu frajda z zabawy była w każdej kolejnej części tylko większa. Podobnie jak liczba grywalnych postaci – nie przychodzi mi do głowy nikt, kogo by mi w tych grach brakowało. Świetny tytuł zarówno dla fanów gatunku, jak i przede wszystkim dla fanów materiału źródłowego.
TOTAL WAR: Shogun II – Kamil
Total War: Shogun był początkiem serii, która towarzyszy graczom już od ćwierć wieku. I choć mam za sobą kilka różnych części, to do sequela Shoguna mam największy sentyment! o ile szukacie samurajów i ninja, to trafiliście pod dobry adres. Jestem przekonany, iż żadna inna gra nie ma ich tylu – w końcu tu prowadzimy do boju armię tysięcy samurajów na raz. Z kolei shinobi pełnią rolę specjalnych agentów, którzy mogą pod osłoną nocy zakończyć żywot któregoś z naszych przeciwników, choć uda się nam wystawić i cały oddział do bitwy, jeżeli tego zapragniemy!
Jeśli znacie serię Total War, wiecie czego się spodziewać. Obejmujemy tu władzę nad jednym z klanów i naszym celem jest zjednoczyć całą Japonię. Będziemy więc zawiązywać sojusze, podpisywać umowy handlowe, wysyłać ludzi na przeszpiegi, rozwijać swoją prowincję oraz, rzecz jasna, toczyć liczne bitwy na wielką skalę! Każdy z rodów ma tutaj swoją specjalizację, od lepiej wyszkolonych łuczników po większą liczbę chłopstwa, które możemy wciągnąć w szeregi swojej armii. Daje to sporą motywację do sprawdzania swoich sił raz za razem, choćby mimo tego, iż jedna kampania to minimum kilkadziesiąt godzin zabawy.
Jeśli macie zacięcie do gier strategicznych, Total War: Shogun II wciąga niczym wysokiej klasy odkurzacz i nim się zorientujecie, zje Wasze popołudnie, wieczór, a także i większą część nocy. jeżeli lubicie klimaty Japonii i samurajów, to będzie to najlepsza część z serii, by spędzić z nią niezliczone godziny. Gorąco polecam, bo naprawdę warto!
Onimusha 2: Samurai’s Destiny – Artur
Onimusha 2: Samurai’s Destiny to solidna kontynuacja, która rozbudowuje pomysły znane z pierwszej części serii. Capcom zaserwował graczom przygodę Jubeia Yagyu, wojownika, który wyrusza na misję zemsty przeciwko złowrogiemu Nobunadze Odzie. Klasyczny system walki został wzbogacony o nowe ruchy i bronie, a mechanika absorbowania dusz pokonanych przeciwników daje satysfakcjonujące poczucie progresji. Mimo iż niektóre elementy rozgrywki wydają się dziś nieco przestarzałe, klimat feudalnej Japonii pełnej demonów wciąż potrafi wciągnąć.
Na uwagę zasługuje wprowadzony w tej części system relacji z towarzyszami. Znajdowanie odpowiednich podarunków dla sojuszników może odblokować dodatkowe przedmioty czy alternatywne ścieżki dialogowe. Połączenie walk z hordami demonów, prostych zagadek środowiskowych i eksploracji różnorodnych lokacji sprawia, iż Onimusha 2 daje kilkanaście godzin satysfakcjonującej rozrywki. Dla fanów japońskiej mitologii i gier akcji z przełomu lat 90. i 2000. to wciąż interesująca propozycja, choć niektóre rozwiązania nie zniosły próby czasu najlepiej.
Bushido Blade 1&2 – Artur
Bushido Blade to jedna z tych gier, które wyróżniają się na tle innych bijatyk swoim realistycznym podejściem do walki na miecze. Square w 1997 roku zaproponowało coś zupełnie innego — pojedynki bez pasków życia, gdzie jeden celny cios może zakończyć starcie. Wybierając jedną z kilku dostępnych postaci i różnorodnych broni (od katany po naginatę), wkraczamy do świata, gdzie liczą się przede wszystkim refleks, strategia i znajomość zasad samurajskiego kodeksu. Możliwość walki w różnych lokacjach, od bambusowych lasów po ośnieżone dziedzińce, dodaje grze głębi i taktycznych możliwości.
Kontynuacja, Bushido Blade 2, wprowadziła kilka udoskonaleń przy zachowaniu kluczowych elementów pierwowzoru. Rozbudowany został system walki, dodano nowe postacie oraz bronie, a także ulepszono oprawę wizualną. Szczególnie interesujący jest tryb Slash Mode, pozwalający przecinać bambusowe tyczki w celu treningu precyzji. Obie części serii, mimo upływu lat, wciąż mają swoich wiernych fanów, doceniających ich unikalny charakter. Dla graczy zmęczonych klasycznymi bijatykami Bushido Blade oferuje odświeżające i bardziej realistyczne podejście do samurajskich pojedynków, gdzie jeden błąd może kosztować wszystko.
Metal Gear Rising: Revengeance – Marcin
To tytuł, który w momencie swojego wydania sprawiał wrażenie niepotrzebnego i wręcz wyklętego. Po latach gra została doceniona przez rzeszę graczy, zasłużenie wchodząc do panteonu najlepszych dzieł wydanych na konsole siódmej generacji, a w późniejszym czasie również na PC. Dzisiaj jednak nie będę się rozwodzić nad historią tejże produkcji, a chcę Wam polecić ją po prostu ze względu na jej dwa świetnie zrealizowane aspekty: silnik fizyczny, pozwalający ciąć niemalże (kotków nie można) wszystko, co otacza Raidena, oraz bezpardonową walkę z najróżniejszej maści przeciwnikami. Platinum Games zdecydowanie udała się ta produkcja i, mimo dość krótkiej kampanii, wciąga do ostatniej minuty.
Gdyby ktoś miał wątpliwości, dlaczego tytuł ten pojawia się w tym zestawieniu, to uważam, iż niezbędnym narzędziem, by stać się samurajem jest katana, a tą, a także innymi broniami posługujemy się w tej grze. No i walka z Jetstream Samem… Więcej wam nie zdradzę, tytuł ten dzięki swej popularności często sprzedawany jest w promocjach, więc dziś za kilka bądź kilkanaście złotych możecie wskoczyć do świata wykreowanego oryginalnie przez Hideo Kojimę i poznać na własnej skórze, jak mocna jest to gra.
Fruit Ninja – Kacper
Ode mnie jeszcze coś w formie lekkiego żartu. Skoro takie poruszenie w internecie wywołał krótki filmik z nadchodzącego Assassin’s Creed: Shadows, w którym jedna z głównych postaci tnie swoim ostrzem arbuzy – nie mogło zabraknąć wzmianki o Fruit Ninja,czyli bardzo popularnej grze mobilnej z początków ery telefonów. Dla mnie to tytuł, który stawiam w pierwszym rzędzie moich ulubionych gier z tamtego okresu, zaraz obok Angry Birds, Benji Bananas czy Doodle Jump.
A teraz już całkiem na serio – Fruit Ninja to niezła produkcja. Prosty, ale angażujący i uzależniający gameplay, który świetnie wykorzystywał dotykowe ekrany telefonów. Idealnie sprawdzał się jako zabijacz czasu w podróży czy na nudnej lekcji w liceum. Nic więc dziwnego, iż tytuł ten doczekał się swoich wersji na VR czy Kinecta.
Ninja Gaiden – Spiri
Chyba nikomu nie muszę przedstawiać serii Ninja Gaiden, zapoczątkowanej już na konsoli NES. Jednak nas dzisiaj bardziej będzie interesować jego nowsza iteracja, wydana na pierwszego Xboxa, bowiem jest to szalenie efektowny i krwawy slasher z wyśrubowanym poziomem trudności. jeżeli uważaliście Sekiro czy Dark Souls za trudne, to powinniście spróbować Ninja Gaiden. Ten tytuł wystawi wasze umiejętności na próbę.
Nie zmienia to faktu, iż rozgrywka jest tu szalenie miodna i satysfakcjonująca. Co prawda fabuła w żadnej odsłonie nie jest najwyższych lotów – ot, wcielamy się w Ryu Hayabusę, ninję z klanu smoka i jak zwykle będziemy musieli uratować świat przed zagładą, czyli zwykła środa dla wojownika ninja – ale warto spróbować, tym bardziej, iż już niedługo doczekamy się czwartej odsłony serii.
Naruto: Rise of a Ninja – Spiri
Nie trzeba chyba przedstawiać Naruto. To edna z najpopularniejszych mang autorstwa Masashiego Kishimoto, która przedstawiała nam drogę Naruto do zostania najlepszym ninja wioski. Mój redakcyjny kolega Kacper skupił się na grach wydawanych przez Bandai Namco, które były całkiem kompetentnymi bijatykami dla fanów gatunku. Ja postanowiłem skupić sie na tytule, do którego mam ogromny sentyment, bo zagrywałem się nim na Xboksie 360. Mowa o wydanym ekskluzywnie na tę platformę Naruto: Rise of a Ninja i jego kontynuację Naruto: Broken Bond, stworzonej przez nikogo innego, jak Ubisoft Montreal, czyli studio, które dało nam Assassins Creed, Splinter Cell czy Prince of Persia.
Tytuł ten, pomimo iż korzysta z mechanik bijatyki i choćby przy okazji pojedynków przenosi nas na specjalną arenę, urzekł mnie jednak aspektem action adventure. Cała wioska Konoha jest do naszej dyspozycji, nie mówiąc o tym, iż gry pokrywają cały materiał źródłowy do momentu, aż Naruto opuszcza ją, aby udać się na trening. Przełożenie anime na grę wyszło moim zdaniem świetnie i warto tego tytułu spróbować, szczególnie iż nie dostaliśmy później podobnej gry z tym bohaterem.
Podsumowanie
Gier traktujących o japońskich wojownikach jest cała masa. jeżeli pominęliśmy jakiś tytuł, który jest bliski Waszym sercom, koniecznie dajcie nam znać. Nie da się ukryć, iż temat jest niezwykle interesujący i chciałoby się dostać takich produkcji jeszcze więcej.
Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse. Jesteśmy też dostępni w Google News!