
Assassin’s Creed Black Flag Resynced to najlepsza odsłona serii od czasów Odysei. Jednocześnie Ubisoft miał podany na tacy doskonały materiał źródłowy, a i tak zepsuł kilka aspektów rozgrywki. Zwłaszcza walkę.
Prosto z mostu i dobitnie, bo piraci się nie patyczkują: Black Flag Resynced to NAJLEPSZA odsłona Assassin’s Creed od czasów greckiej Odysei. jeżeli jesteście fanami, możecie płynąć do sklepu, rzucać monety na szynkwas i urlopować się na Karaibach. Na pewno będziecie zadowoleni. Zwłaszcza po szokująco nijakim, boleśnie rozczarowującym Shadows.
Grze Assassin’s Creed Black Flag Resynced daleko jednak do ideału. Ubisoft i tak znalazł sposób, aby zepsuć mistrzowski oryginał, zbyt wiele zmieniając oraz dodając od siebie. Zrobili to nieumiejętnie, rozbijając wiele mechanizmów rozgrywki, z balansem trudności na czele. Stąd moje trzy zastrzeżenia już w tytule:
- za ładnie: momentami oprawa jest tak dobra, iż aż nienaturalna. Mocny rozjazd poziomów
- za łatwo: nowy system walki oparty o parowania i kontry jest banalnie prosty. Skradanie nie ma sensu
- za grzecznie: nie obyło się bez politycznej poprawności i liberalnych wpływów. Podam dalej przykłady
Biorąc pod uwagę, jak Ubisoft „psuje” Black Flaga nowymi elementami, nie dziwię się szóstkom oraz siódemkom wystawionym przez niektóre media. Takie oceny znajdują się w mniejszości, sam jestem znacznie bardziej hojny, ale rozumiem redaktorów, dla których Ubisoft poszedł za daleko, za szeroko i bez przesadnej finezji. Ale po kolei. Albo po fali.
Za ładnie. Assassin’s Creed Black Flag Resynced to jedna z najładniejszych gier ever. Aż przesadzili
Spójrzcie na mój zrzut ekranu, wykonany na PS5 Pro w trybie Balanced. Widzicie na nim grę w 40 klatkach na sekundę, z elementami ray tracingu takimi jak odbicia oraz globalna iluminacja. Właśnie te odbicia – chociaż na pierwszy rzut oka efektowne – stają mi ością w gardle. Pokazują kompletny przerost formy nad treścią.


Lustra wody po prostu tak nie działają. Zwłaszcza, gdy deszcz pada na rozgrzany, karaibski piach. Zamiast drobnych kałuż mamy krystalicznie czyste lustro, niczym nad Morskim Okiem. Możecie napisać, iż czepiam się i to detal, ale na Karaibach pada regularnie. Takie lusterka będziecie więc widzieć na co trzeciej wysepce. Krystalicznie czyste są nawet… odbicia we krwi na drewnie, co także uchwyciłem na zrzucie.
Taki przerost formy nad treścią, takie nonszalanckie wykorzystywanie technologii bez dbałości o detale nie świadczy o kunszcie. Przeciwnie, pokazuje brak wyczucia oraz racjonalnego podejścia. Producenci Black Flaga tak chcieli wypudrować swoje dzieło, iż zamiast damy wyszła laleczka. W tym samym czasie Ubisoft wykłada się na prostych zdawałoby się efektach, jak deszcz, wyglądający jak prosty filtr na ekran.
Mimo tych mankamentów Assassin’s Creed Black Flag Resynced to jedna z najładniejszych gier na rynku. Karaibska plaża o zachodzie słońca, z promieniami odbijającymi się od spienianych fal, wygląda po prostu obłędnie. Człowiek ma w nosie odwieczny konflikt asasynów i templariuszy, chce po prostu usiąść na brzegu, wbić stopy w piasek i obserwować piękno natury. Resynced to wizualny cukierek, ale nieco przesłodzony efektami.
Za łatwo. Nowy system walki kompletnie rozwala poziom trudności. Nowe gadżety tak samo
Resynced znacząco rozszerza wachlarz możliwości głównego bohatera. Na czele z absurdalnie potężnym parowaniem. Blokując atak przeciwnika we właściwym czasie, możemy aktywować śmiertelną kontrę. W przeciwieństwie do oryginału, kontra działa nie tylko na szeregowych wrogów, ale też osiłków i oficerów. Jeden klik i gotowe, Hiszpan gryzie piach. Co więcej, od samego początku gra pozwala wykonywać śmiertelne wydłużenie kontry na drugą ofiarę, o ile jest w zasięgu.


W praktyce ulepszone parowanie sprawia, iż Edward to najpotężniejszy asasyn w historii. Wchodzę w grupę kilkunastu wrogów i metodycznie eliminuję jednego za drugim. Pikuś. Skradanie kompletnie przestało mieć sens. W końcu po co się skradać, skoro eksterminacja całego garnizonu Brytyjczyków zajmie mi 2-3 minuty. Wystarczy, iż stanę na środku i będę powalał kolejne fale wrogów. Co więcej, misje skradane nie powodują już porażki po wykryciu. Po prostu mordujemy świadków.
Do tego walkom zabrakło głębi oryginału. Przez śmiertelne kontry na każdym wrogu, kopniaki oraz rozbrojenia nie są już potrzebne. Trudniejsi przeciwnicy nie zostawiają po sobie broni, jak topory czy muszkiety, którą możemy podnieść i wykorzystać. Nie ma większego sensu korzystać z bomb dymnych i strzałek, natomiast 9 na 10 komplikacji rozwiąże szybki strzał z pistoletu, bez celowania. Sytuacja jest więc nieco absurdalna. Chociaż teoretycznie Resynced wprowadza więcej możliwości, w praktyce zawęża i uproszcza rozgrywkę.
Za grzecznie. Gdzie mój Krzyk Wolności, gdzie strudzeni niewolnicy?
Ubisoft chwali się, iż wprowadził do gry ponad 10 000 nowych linii dialogowych. Odkryjecie je w świeżych zadaniach, scenach przerywnikowych i zleceniach. Na karaibskich wyspach pojawiły się zupełnie nowe postaci, jak kustosz dla którego zbieramy dzieła sztuki albo trzech potencjalnych członków załogi do rekrutacji. Każda z własnym wątkiem fabularnym. Niestety, rzadko kiedy dobrym. Black Flag rozwija także historie już znanych postaci, jak Czarnobrody czy Stede Bonnet.
Problem polega na tym, iż nowa narracja jest odczuwalnie gorsza od starej. Mniej zadziorna. Mniej charakterna. Jedynie wątek pewnego księdza jest naprawdę udany. Cała reszta to przy dobrych wiatrach co najwyżej stany średnie. Współczesny Ubisoft mocno idzie w kierunku Disneya, zamieniając piratów w nieco narwanych bojowników o wolność, nadając przygodzie bajkowego, naiwnego charakteru.


Do tego nowy Black Flag broni się rękoma i nogami, aby nie dać paliwa pod internetowe oburzenie. Pomijam już debaty o kobiecych dekoltach, nie porównywałem modeli, no i sam temat raczej miałki. Za to trudno nie widzieć dysproporcji w sytuacji, kiedy Edward może zabijać ludzi na ulicy (np. mieszkańców Havany), ale mniejszości etniczne takie jak Majowie cieszą się systemową, zaszytą głęboko w kodzie nietykalnością.
I teraz tak: nie chodzi mi o to, by gonić z rapierami za bogu ducha winnymi Majami. Ale boli, iż Ubisoft panicznie odcina się od mroczniejszych wątków kolonializmu, niewolnictwa oraz wyzysku, na przykład czarnoskórych. Przecież to był jeden z najciekawszych etnicznych motywów oryginału, kapitalnie wykorzystany przez DLC Freedom Cry. Niestety, w Resynced nie ma śladu po tym naprawdę udanym rozszerzeniu fabularnym.
Tematyczna ostrożność zabawnie kontrastuje z brutalnością samej rozgrywki. W Assassin’s Creed Black Flag Resynced krew leje się gęsto, a jej plamy komicznie gwałtownie pojawiają się na ziemi. Sekwencje kończące po kontratakach bywają zaskakująco groteskowe.
Assassin’s Creed Black Flag Resynced oddaje jednak to, co najważniejsze: poczucie przygody oraz wolności
Tona gier oferuje otwarty świat, ale ten w Black Flag ma w sobie coś wyjątkowego. Możliwość płynięcia dokąd mi się tylko podoba, połączona z karaibskimi widokami, trafia prosto w serce. Uczucia, które towarzyszy mi, gdy wynurzam się z wody na brzegu dziewiczej wysepki, nie udało się odtworzyć w żadnej kolejnej odsłonie. Co z tego, iż światy Valhalli czy Shadows są większe, skoro jednocześnie są nudniejsze i mniej ciekawe.


Narzekam, ale Resynced to naprawdę udany projekt. Tyle tylko, iż siłą kapitalnego oryginału, połączonego z nowoczesną oprawą. Nowe „ulepszenia” Ubisoftu to takie 50/50. Część trafia, część pudłuje. Gdyby to ode mnie zależało, nowe wyzwania Animusa oraz misje poboczne bez mrugnięcia okiem zamieniłbym na remake dodatku Freedom Cry, w ramach jednej gry.
Jednak choćby bez przygód Adéwalé nowy Black Flag to gra, w którą chcesz się zanurzyć. Czy to na pół godzinki, aby zwiedzić mała wysepkę, czy na czas wielogodzinnego maratonu. Gra jest w punkt. Nie przytłacza ogromem jak Valhalla ani nie nudzi jak Shadows. Dlatego zazdroszczę wszystkim tym, którzy przygody Edwarda będą odkrywać po raz pierwszy. Ależ czeka was przeżycie!
Największe zalety:
- Najlepsza odsłona AC od czasów greckiej Odysei
- Wraca niesamowite poczucie wolności i przygody z oryginału
- Świat bez loadingu. Płynne przejście statek/morze/ląd/miasto
- Znacznie ciekawsze „miejscówki” niż w takim AC: Shadows
- Brak przesadnej naleciałości cRPG. Boss pada od ostrza
- Dobry parkourowy balans między jednym przyciskiem i czujnością
- Niepodrabialny klimat. Aż chcesz usiąść na plaży i patrzeć na fale
- Przepiękna grafika, jedna z najładniejszych gier ever…
Największe wady:
- …chociaż momentami oprawa to przerost formy nad treścią
- Zabrakło świetnego dodatku Freedom Cry
- Zbyt łatwa, spłycona walka. Mimo większej liczby możliwości
- Wiele nowych elementów wypada kiepsko
- Zbędna narośl w postaci wyzwań Animusa, kosmicznych skórek
Ocena recenzenta: 8+/10
Assassin’s Creed Black Flag Resynced to wciągająca piracka przygoda, z templariuszami i asasynami gdzieś na marginesie. Chwytasz za kontroler i czujesz ten wiatr we włosach. Wypływasz w nieznane, załoga śpiewa szanty, a ty możesz zatrzymać się na każdej wyspie, jaka maluje się na horyzoncie. Ale nie musisz. Jesteś przecież piratem, nikt nie będzie ci mówił, co masz robić.
Więcej o Assassin’s Creed na Spider’s Web:

















