Blizzard najwyraźniej uznał, iż sześć lat po premierze tragicznego Warcraft 3: Reforged nadeszła pora na wywieszenie białej flagi. Do klienta Battle.net trafił właśnie projekt Warcraft 3: Legacy, czyli oficjalna, klasyczna wersja kultowego RTS-a sprzed ery nieszczęsnego „przekucia”. Ruch ten wykonano po cichu – bez zapowiedzi, fanfar czy oficjalnych przeprosin. Firma po prostu wplotła nową opcję do menu. Szkoda tylko, iż w iście blizzardowskim stylu do tej beczki miodu dorzucono całkiem sporą łyżkę dziegciu.
Powrót do przeszłości z blokadą na sieć
Jeśli liczyliście na to, iż „Zamieć” wspaniałomyślnie przywróci oryginalne serwery i pozwoli Wam rozegrać klasyczny ranking bez błędów z Reforged, muszę Was rozczarować. Warcraft 3: Legacy (wersja 1.29.2) ogranicza się wyłącznie do trybu offline oraz zabawy w sieci lokalnej (LAN). W praktyce oznacza to ukłon głównie w stronę fanów modyfikacji, twórców niestandardowych kampanii oraz graczy pragnących poczuć surowy klimat Azeroth z 2002 roku – bez owych wątpliwych „ulepszeń”, które zabiły ducha oryginału.
Wybór akurat patcha 1.29.2 zauważalnie dzieli społeczność. Z jednej strony mowa o bardzo stabilnej łatce, która po raz pierwszy wprowadziła natywną obsługę szerokich ekranów i zachowała dawny format plików zapisu. Z drugiej jednak strony gracze słusznie pytają, dlaczego nie postawiono na nowszy build 1.31, oferujący już wsparcie dla systemów 64-bitowych. Obecne, 32-bitowe wydanie z miejsca wyklucza z zabawy, chociażby użytkowników nowszych komputerów z systemem macOS.
Naprawianie katastrofy po sześciu latach
Przypomnijmy: premiera Warcraft 3: Reforged z 2020 roku zapisała się na kartach historii jako jedna z najbardziej spektakularnych katastrof wizerunkowych w tej branży. Blizzard nie tylko dostarczył produkt obiektywnie fatalny, ale też brutalnie zlikwidował oryginalnego klienta, zmuszając weteranów do przesiadki na zbugowaną platformę. To właśnie wtedy gra zgarnęła rekordowo niską ocenę użytkowników w serwisie Metacritic (legendarne wręcz 0.5/10), a przez ułomną kompatybilność fani modów bezpowrotnie stracili owoce wieloletniej pracy.
Teraz, lata po tamtych wydarzeniach i z niedawno wydanym patchem Reforged 2.0 na karku, Blizzard ostatecznie postanowił na nowo rozdzielić oba te byty. Co ciekawe, wariant Legacy wymaga pobrania ponad 6 GB danych, co dla wielu stanowi zagadkę (oryginał z czasów świetności zajmował ułamek tej przestrzeni). Na otarcie łez dostajemy za to w bonusie… klasyczne błędy w filmikach przerywnikowych, z którymi mierzyliśmy się przed laty.
Chcecie sprawdzić, jak to wygląda w praniu? Wystarczy wejść na kartę gry w aplikacji Battle.net i w rozwijanym menu tuż nad przyciskiem „Graj” zmienić odpowiednio Wersję gry.
Odbudowa zaufania czy gaszenie pożaru?
Czy mamy tu do czynienia z autentyczną próbą odbudowy zaufania graczy? Bardzo wątpliwe. Pachnie to raczej cichym przyznaniem się do winy i chęcią uciszenia grupy, która od 2020 roku nie daje o sobie zapomnieć, przypominając, jak bardzo remaster zdewastował ich ulubioną produkcję. Twórcy zwracają nam oryginał, ale w tym samym momencie ucinają mu nogi, blokując infrastrukturę multiplayer. Jak to mówią: lepszy rydz niż nic, jednak potężny niesmak po „przekutym” debiucie pozostaje. Planujecie powrót do klasycznego *The Frozen Throne*, czy dla Was ta marka to już wyłącznie wspomnienie?
Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.

5 dni temu














