Brak płyt w PlayStation i nowym Xboksie? Capcom: „bez znaczenia”

2 dni temu

Cyfrowa przyszłość gier puka do drzwi coraz głośniej, a część branży reaguje na to spokojem. Capcom zapytany o kurczący się rynek gier pudełkowych adekwatnie wzruszył ramionami. Zdaniem japońskiego wydawcy przejście na cyfrową dystrybucję gier nie zrobi mu w wynikach większej różnicy, bo firma i tak sprzedaje niemal wszystko w sieci. Diabeł tkwi jednak w tym, co kryje się pod tą jedną wygodną liczbą.

Spis Treści

  • Capcom nie drży o swoje wyniki
  • Skąd te 90 procent i co tam się chowa
  • Kto naprawdę za to zapłaci

Capcom nie drży o swoje wyniki

Punktem zapalnym jest decyzja Sony, które od stycznia 2028 zamierza przestać tłoczyć nowe płyty z grami na PlayStation. Do tego dochodzą doniesienia o systemie zamiany dysków na wersje cyfrowe w ekosystemie Xboksa i spekulacje, iż kolejny sprzęt Microsoftu może pójść w pełni w cyfrę. Krótko mówiąc, pudełko jako medium ma coraz gorszą prasę.

W sesji pytań i odpowiedzi po ostatnim raporcie finansowym Capcom dostał pytanie wprost, jak ocenia wpływ kurczenia się rynku fizycznego w perspektywie średnio i długoterminowej. Odpowiedź była chłodna jak nóż. „Około 90% naszej sprzedaży w sztukach to cyfra. Nie spodziewamy się na tę chwilę istotnego wpływu” – napisała firma. Innymi słowy, wydawca Resident Evil i Monster Hunter nie zamierza tracić snu przez znikające płyty.

Skąd te 90 procent i co tam się chowa

Zanim jednak potraktujecie to jako dowód, iż pudełka już umarły, warto zajrzeć tej liczbie pod podszewkę. To wynik dla całego portfolio, a więc razem z PC, gdzie cyfra rządzi niepodzielnie i mocno windę tę statystykę w górę. Na samych konsolach proporcje wyglądają zdrowiej dla pudełek, tyle iż i tu jest kruczek. Capcom do cyfry wlicza sprzedaż kart Game-Key do Switcha 2, które fizycznie leżą w pudełku, ale działają jak kod do pobrania. Po odjęciu tego realny udział prawdziwych płyt i kartridży na konsolach jest zauważalnie wyższy, niż sugeruje efektowne globalne „90%”. Numer ładny do slajdu inwestorskiego, mniej precyzyjny jako obraz rynku.

Przeczytaj także

To koniec pewnej ery. Sony ogłasza ostateczną datę śmierci płyt na PlayStation

To nie znaczy, iż trend jest zmyślony. Sprzedaż od lat przechyla się w stronę cyfry, a ostatnie miesiące tylko przyspieszyły marsz. Duże premiery w rodzaju GTA 6 odpuszczają prawdziwe wersje pudełkowe, Nintendo swoimi Game-Key cardami rozmywa granicę między pudełkiem a kodem, a dane rynkowe z USA od lat pokazują wyraźny zjazd sprzedaży fizycznych kopii. Pytanie nie brzmi więc czy, tylko jak gwałtownie i na jakich warunkach.

Kto naprawdę za to zapłaci

Z perspektywy księgowego postawa Capcomu jest zrozumiała, bo firma właśnie zaliczyła kolejny mocny kwartał. Według VGC przychody netto za pierwszy kwartał bieżącego roku obrotowego (od 1 kwietnia do 30 czerwca) sięgnęły 70,41 mld jenów, czyli około 430 mln dolarów, co oznacza wzrost o 54,7% rok do roku. Zysk operacyjny urósł o 66,9%, do 41,05 mld jenów. Napędziła to sprzedaż gier, bo w tym samym okresie zeszło 23,81 mln egzemplarzy wobec 14,16 mln rok wcześniej. Do tego, znów według VGC, Resident Evil Requiem przekroczyło 8 mln sprzedanych sztuk, w zdecydowanej większości cyfrowo.

Tylko iż tu trzeba włączyć chłodną głowę, bo spokój wydawcy nie równa się spokojowi gracza. Cyfrowa dystrybucja gier wygląda różowo z poziomu wyników finansowych, gorzej z poziomu portfela i biblioteki. Znikają płyty, znika rynek wtórny, a razem z nim tańsze używki, które dla wielu były jedyną furtką do droższych tytułów. Znika też poczucie, iż gra naprawdę jest Wasza, a nie wypożyczona na czas dobrej woli platformy. Capcom może nie mieć powodów do zmartwień, ale zanim uznacie, iż to problem wyłącznie wydawców, sprawdźcie, ile z Waszej własnej półki dałoby się dziś jeszcze komuś odsprzedać.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.

Idź do oryginalnego materiału