Branża gier wciąż nie odrobiła lekcji, którą kino zna od dekad. Blood of Dawnwalker to dowód

1 godzina temu
Kino wie o tym od zawsze - na plakat nie patrzymy przez pryzmat wytwórni, tylko nazwiska reżysera. Branża gier wciąż udaje, iż jest inaczej. A debiutujący już jutro The Blood of Dawnwalker, któremu wystawiliśmy perfekcyjne 10/10, przypomina prostą prawdę: za każdym wielkim tytułem stoją konkretni ludzie z konkretną wizją.
Kiedy idziecie do kina na nowego Nolana, to idziecie na Nolana. Nie na film „wytwórni X”. Nikt przy zdrowych zmysłach nie kupuje biletu, bo na plakacie widnieje logo dystrybutora. Kupujemy bilet, bo wiemy, kto stoi za kamerą i czego możemy się po nim spodziewać. Kino przerobiło tę lekcję dekady temu. …
Idź do oryginalnego materiału