
System kaucyjny powoli wychodzi poza parkingi i markety. Dzięki zaangażowaniu samorządów sieć zbiórki opakowań kaucyjnych może znacząco się powiększyć. Będzie prościej oddawać butelki i puszki.
System kaucyjny na dobre wszedł do świadomości Polaków. Opakowania najczęściej oddajemy przy okazji zakupów ze względu na umiejscowienie butelkomatów na terenie sklepów. Problem pojawia się wtedy, gdy jesteśmy np. na mieście lub w podróży i nie jest nam po drodze do żadnego punktu sprzedaży. Lokalne władze są jednak w stanie coś z tym zrobić.
System kaucyjny rozkwitnie dzięki samorządom
Trudno nie odnieść wrażenia, iż cały obowiązek obsługi systemu kaucyjnego w głównej mierze spadł na handel. Pracownicy popularnych sieci otrzymali nowe zadania, a my, konsumenci, musieliśmy się dostosować do nowej rzeczywistości oddawania butelek przy okazji zakupów. System formalnie działa już od ponad roku i przez ten czas mocno ewoluował: liczba punktów odbioru opakowań znacząco wzrosła, a sama zbiórka częściowo wyszła poza sklepy.
Jak wynika z danych Ministerstwa Klimatu i Środowiska, w tej chwili w całej Polsce działa ponad 750 punktów zbiórki poza siecią handlową. To wciąż kropla w morzu w porównaniu z liczbą automatów oraz punktów prowadzonych przez duże sieci – sama Biedronka ma niespełna 3,9 tys. butelkomatów, a Lidl ok. tysiąca. Nie wspominając choćby o innych graczach, takich jak Żabka.
Oznacza to, iż dzisiaj znacznie łatwiej zwrócić opakowanie w drodze po zakupy niż chociażby podczas spaceru z psem po osiedlu. W Mielnie czy innych typowo turystycznych miejscowościach stawia się już pierwsze maszyny niezależne od sklepów, ale to wciąż rzadkość.
Jak podaje serwis Wiadomości Handlowe, system kaucyjny dzięki samorządom może zyskać na użyteczności. To właśnie lokalne władze najlepiej znają miejscowe potrzeby oraz możliwości infrastrukturalne. Innymi słowy, operatorzy kaucyjni we współpracy z miastami i gminami mogą ustalić lokalizację, sposób obsługi, kwestie finansowania oraz to, kto będzie odpowiadać za utrzymanie urządzeń. Istotną kwestią jest tu opłacalność oraz zasadność takiego rozwiązania – butelkomat najbardziej przyda się w miejscach o dużym natężeniu ruchu.
Mowa zatem o dworcach autobusowych i kolejowych, obiektach sportowych, takich jak stadiony, miejscach chętnie odwiedzanych przez turystów czy choćby PSZOK-ach. W mojej opinii zdecydowanie najbardziej przydatne byłyby automaty w okolicach kluczowych węzłów przesiadkowych. Ostatnio, mając przyjemność podróżowania koleją, zauważyłem, iż tak naprawdę nie mam co zrobić z puszkami i butelkami kupionymi przed wejściem do pociągu.
W efekcie przez cały dzień musiałem targać ze sobą puszki i butelki w kieszeniach kurtki – to była niedziela, więc większość sklepów była nieczynna. Co więc zrobiłem? Opakowania podróżowały ze mną kilkaset kilometrów, aż do miejsca zamieszkania.
Kluczem będą tu butelkomaty zwracające pieniądze na karty
W klasycznych butelkomatach sieci handlowych najczęściej dostajemy bon kaucyjny, którego możemy użyć podczas zakupów lub wymienić na gotówkę u kasjera. Sęk w tym, iż kupony nie działają między różnymi sieciami – oddając opakowania na parkingu w Biedronce, nie wykorzystamy ich np. w Lidlu.
Dlatego ratunkiem są butelkomaty zwracające pieniądze na karty płatnicze użytkownika – wtedy środki za opakowania trafiają prosto na konto. To coraz częściej spotykane rozwiązanie, które z czasem może stać się popularniejsze. Oprócz tego samorządy mogą organizować punkty zbiórki, które będą przekazywać kaucję na cele charytatywne, aby wspierać lokalną społeczność.










