
Europa miała być kontynentem rolników. Tymczasem nowe badanie pokazuje, iż na nizinach przez tysiące lat rządzili ludzie lasu i rzek.
Zespół badaczy przeanalizował kompletne genomy ludzi żyjących między 8500 a 1700 r. p.n.e. na obszarze dzisiejszej Belgii, Holandii i zachodnich Niemiec. To właśnie tam, w sercu kontynentu, nie na jego peryferiach, znaleziono ślad po jednym z największych opóźnień cywilizacyjnych w prehistorii Europy.
Od lat wiemy, iż współcześni Europejczycy niosą w sobie trzy główne składniki genetyczne. Pierwszy to dziedzictwo łowców-zbieraczy, ludzi żyjących z polowania, rybołówstwa i zbierania dzikich roślin. Drugi to komponent neolityczny, wnoszony przez pierwszych rolników z rejonu dzisiejszej Turcji i Bliskiego Wschodu. Trzeci z kolei to ślad po pasterzach ze stepów dzisiejszej Rosji i Ukrainy, którzy pojawili się kilka tysięcy lat później.
Jeszcze niedawno wydawało się, iż wraz z nadejściem rolnictwa łowcy-zbieracze gwałtownie znikają z mapy genetycznej kontynentu. Tymczasem DNA z nizin pokazuje, iż na zachodnich krańcach Europy ta rewolucja neolityczna wyglądała zupełnie inaczej.
Łowcy-zbieracze, którym nie śpieszyło się na pole
Łowca-zbieracz to człowiek, którego życie kręci się wokół lasu, rzeki i wybrzeża, a nie wokół pola uprawnego. Zamiast siać zboże, tropi zwierzynę, łowi ryby, zbiera orzechy i dzikie owoce. Taki tryb życia przez tysiące lat dominował w Europie aż do czasu, gdy pojawili się rolnicy z południowego wschodu.
Według nowych analiz, w rejonie dzisiejszej Belgii i Holandii rolnictwo dociera około 4500 r. p.n.e. Ale tu dzieje się coś zaskakującego. W większości Europy wejście rolników oznaczało duże przemeblowanie w puli genów – ludzie z tradycji łowieckiej byli wypierani albo wchłaniani przez napływową ludność.
Na nizinach jest inaczej. Genomy osób żyjących tam po pojawieniu się rolnictwa wciąż wyglądają bardziej jak DNA klasycznych łowców-zbieraczy niż osiadłych rolników. Oczywiście pojawiają się ślady napływu ludzi z południowego wschodu, ale są zadziwiająco słabe.
To znaczy, iż lokalne społeczności nie zostały w prosty sposób zastąpione przez nowych przybyszy. Zamiast tego zaczęły wybiórczo przejmować elementy nowego stylu życia – uprawę, hodowlę, część technologii – jednocześnie bardzo długo zachowując swój dawny sposób funkcjonowania i własną pulę genów.
Rolnictwo przychodzi w spódnicy
Najbardziej intrygujący trop prowadzi jednak nie do pól, ale do ludzi, którzy na nich pracowali. Analiza DNA pokazała, iż to, co w tym rejonie naprawdę się zmienia, to nie ogólny skład populacji, ale pochodzenie części kobiet.
Badacze widzą w genomach wyraźny ślad żeńskiego napływu z kultur rolniczych. Oznacza to, iż do społeczności łowców-zbieraczy dołączały kobiety pochodzące z grup uprawiających ziemię. Wchodziły one w lokalne wspólnoty – wchodząc w związki, rodząc dzieci i przekazując im zarówno swoje geny, jak i wiedzę.
Wyglądało to prawdopodobnie tak: istniejąca od dawna społeczność nad rzeką czy wybrzeżem przyjmuje osoby z zewnątrz – ale nie w formie masowej kolonizacji z góry, tylko sieci indywidualnych relacji, małżeństw, sojuszy. Rolnictwo nie wjeżdża tu jak armia, raczej sączy się kanałami rodzinnych historii i codziennych decyzji.
To radykalnie zmienia sposób, w jaki patrzymy na wczesny Neolit. Zamiast prostego obrazu rolników wypierających łowców dostajemy mieszaninę starych tradycji, nowych technik i mobilnych, często niewidocznych w klasycznych źródłach kobiet, które stały się przekaźniczkami tej zmiany.
Niziny jak świat, w którym czas się zaciął
Dlaczego właśnie tu łowiecki sposób życia okazał się tak odporny na zmianę? Klucz tkwi w geografii. Nizinne tereny dzisiejszej Belgii i Holandii to sieć rzek, bagien, rozlewisk i wybrzeży. Dla rolnika z wąsko rozumianej wsi to trudne środowisko, ale dla łowcy-zbieracza wprost wymarzone.
Woda daje ryby, ptactwo, dostęp do lasów i łąk, a jednocześnie umożliwia transport na duże odległości. Taki krajobraz to swoiste gwarantowane minimum socjalne, które sprawia, iż intensywna uprawa roli nie jest aż tak pilna, jak na suchym, stepowym pograniczu.
Właśnie dlatego badacze mówią o tych terenach jak o miejscu, gdzie prehistoryczny zegar chodził inaczej niż w reszcie kontynentu. Podczas gdy w centrum i na południu Europy rolniczy model życia gwałtownie zdobywał dominację, na nizinach długo trwała mozaika: trochę pól, trochę pastwisk, ale wciąż bardzo mocne zakorzenienie w świecie rzek, polowań i zbieractwa.
Kiedy Europa wraca do normy
Ta wyjątkowa sytuacja nie trwała jednak wiecznie. Analizy DNA pokazują, iż wysoki udział łowiecko-zbierackich genów w populacji nizinnej Europy utrzymuje się aż do końca neolitu, mniej więcej do 2500 r. p.n.e.
W tym momencie do gry wchodzą nowi aktorzy – społeczności pasterskie związane z obszarami dzisiejszej Rosji i Ukrainy. To one wnoszą do Europy trzeci najważniejszy komponent genetyczny, kojarzony z mobilnymi pasterzami i ekspansją kultur stepowych.
Tym razem nie ma już mowy o ostrożnym, wybiórczym przyjmowaniu nowinek. Przybysze mieszają się z lokalną ludnością na dużą skalę. Z punktu widzenia DNA niziny Belgii i Holandii zaczynają wreszcie wyglądać podobnie jak sąsiednie regiony. Historia genetyczna wraca na tory, które znamy z reszty kontynentu.
To właśnie wtedy zamyka się wyjątkowy rozdział, w którym europejskie niziny przez kilka tysięcy lat opierały się prostemu scenariuszowi: przychodzą rolnicy, łowcy znikają.
Europa nie lubi prostych historii
Nowe analizy pradawnego DNA sprowadzają nas w pewnym sensie na ziemię. Kontynent, który lubimy sobie wyobrażać jako dom szlachetnych rolników i dumnych wojowników, przez długie tysiąclecia był także królestwem ludzi lasu, rzek i wybrzeży, którzy nie mieli najmniejszej ochoty dać się tak łatwo ucywilizować.
Niziny Belgii i Holandii okazują się jednym z ostatnich bastionów starej Europy łowców-zbieraczy, a rewolucja, którą przyjęli, przyszła do nich nie z mieczem i pługiem, ale wraz z kobietami wchodzącymi w ich społeczności.
Okrutna prawda jest taka, iż nasze proste narracje po prostu nie wytrzymują zderzenia z tym, co wprost mówią geny. Europa nie zmieniała się jednym ruchem. Działo się to raczej długo, nierówno i w sposób, który do dziś da się odczytać w DNA. A im uważniej je analizujemy, tym częściej okazuje się, iż najważniejsze rozdziały tej historii pisały nie armie i wodzowie, ale ludzie żyjący na uboczu i kobiety, których imion nikt nie zapisał.
*Grafika wprowadzająca wygenerowana przez AI


















