Czy to już gra roku? Mouse: P.I. for Hire zaskoczyło wszystkich

4 godzin temu

Jeszcze kilka miesięcy temu mało kto stawiałby Mouse: P.I. For Hire w gronie najciekawszych premier roku. Gra przez długi czas funkcjonowała głównie jako viralowy projekt z TikToka – efektowna pierwszoosobowa strzelanka inspirowana starymi kreskówkami. Wielu graczy zakładało, iż będzie to po prostu krótki shooter oparty wyłącznie na stylu wizualnym. Po premierze okazało się jednak, iż Mouse ma do zaoferowania znacznie więcej.

Kreskówka z lat 30. zamieniona w grę

własny zrzut ekranu z gry

Największą uwagę od początku przyciągała oprawa wizualna Mouse: P.I. For Hire. Twórcy z polskiego studia Fumi Games postawili na stylistykę rubber hose inspirowaną klasycznymi animacjami z lat 30. Czarnobiała kolorystyka, przesadnie animowane ruchy postaci i charakterystyczny design sprawiają, iż gra wygląda momentami jak interaktywna kreskówka sprzed niemal stu lat.

Co ciekawe, cały świat gry jest zbudowany w trójwymiarze, ale same postacie pozostają dwuwymiarowe. Dzięki temu Mouse ma bardzo specyficzny klimat – z jednej strony przypomina klasyczne FPS-y, a z drugiej wygląda jak żyjąca animacja. I właśnie ten styl przez lata był głównym tematem dyskusji wokół gry. Krótkie fragmenty publikowane na TikToku czy Twitterze błyskawicznie zdobywały popularność, bo wizualnie produkcja wyróżniała się praktycznie na tle wszystkiego innego na rynku.

Wielu osobom wydawało się wtedy, iż będzie to po prostu efektowny shooter bazujący głównie na swoim wyglądzie. Po premierze okazało się jednak, iż za całą stylistyką stoi pełnoprawna gra z fabułą, eksploracją i klimatem noir.

Strzelanka, która stawia na eksplorację i klimat

fot. Hahns, platforma Steam

W Mouse: P.I. For Hire wcielamy się w Jacka Peppera – prywatnego detektywa funkcjonującego w świecie inspirowanym kryminałami noir. Fabuła skupia się wokół rozwiązywania kolejnych zagadek i śledztw, ale sama gra nie prowadzi gracza wyłącznie od strzelaniny do strzelaniny. Dużą rolę odgrywa tutaj eksploracja lokacji i szukanie ukrytych elementów.

Podczas rozgrywki odwiedzamy różne miejsca i budynki, gdzie natrafiamy na przeciwników mogących strzelać do nas z dystansu albo atakować pałkami w walce wręcz. Wrogów można podzielić na kilka typów – od mniejszych przeciwników po znacznie większych i wytrzymalszych, którzy potrafią przyjąć sporo obrażeń. W niektórych lokacjach pojawiają się także bossowie, dzięki czemu gra regularnie dorzuca nowe wyzwania.

Sam arsenał również robi wrażenie. Od klasycznych pistoletów po bardziej absurdalne bronie pokroju wyrzutni rakiet – Mouse bardzo dobrze łączy kreskówkową stylistykę z dynamiczną akcją. Tempo rozgrywki jest szybkie i praktycznie cały czas coś się dzieje. Gracz sprawnie przemieszcza się przez kolejne budynki i lokacje, a jedyne spokojniejsze momenty pojawiają się wtedy, gdy zaczynamy dokładnie przeszukiwać mapę w poszukiwaniu znajdziek.

A warto to robić. Podczas eksploracji można znaleźć pieniądze potrzebne do kupowania amunicji, a także schematy umożliwiające ulepszanie broni. Dzięki temu eksploracja nie sprawia wrażenia pustego dodatku.

Klimat świetnie uzupełnia także warstwa dźwiękowa. Na spokojniejszych etapach podczas eksploracji słychać spokojny jazz idealnie pasujący do detektywistycznego noir, jednak w trakcie walk muzyka potrafi nagle przyspieszyć i zamienić się w znacznie bardziej dynamiczne utwory. To drobny element, ale bardzo dobrze buduje tempo i sprawia, iż akcja wydaje się jeszcze bardziej intensywna.

Mouse nie jest open worldem i to działa na jego korzyść

własny zrzut ekranu z gry

Warto też zaznaczyć, iż Mouse: P.I. For Hire nie próbuje być ogromnym open worldem. Zamiast jednego wielkiego świata dostajemy kolejne odblokowujące się lokacje związane z fabułą i nowymi śledztwami. Dzięki temu tempo gry pozostaje bardzo dobre i praktycznie nie ma tutaj momentów niepotrzebnego przeciągania rozgrywki.

W trakcie gry Jack Pepper zdobywa również nowe umiejętności, takie jak podwójny skok czy szybowanie, które później pomagają zarówno w eksploracji, jak i podczas walk. To drobny element, ale dobrze wpływa na rozwój gameplayu i sprawia, iż kolejne etapy nie wydają się identyczne.

Ciekawie wypada również sam motyw detektywistyczny. Po każdej większej akcji wracamy do mieszkania Jacka, gdzie na tablicy przypinamy zdobyte dowody i próbujemy połączyć fakty. To prosty zabieg, ale bardzo dobrze buduje klimat prywatnego detektywa i daje poczucie uczestniczenia w większej historii. A sama fabuła? Tutaj najlepiej po prostu zagrać samemu, bo odkrywanie kolejnych zagadek jest jedną z największych przyjemności płynących z tej gry.

Jedna z największych niespodzianek roku

fot. Scummy Christ, platforma Steam

Najciekawsze w historii Mouse: P.I. For Hire jest chyba to, jak bardzo zmieniło się postrzeganie tej produkcji na przestrzeni ostatnich miesięcy. Początkowo wiele osób traktowało ją głównie jako ciekawostkę wizualną – projekt, który dobrze wygląda na krótkich filmikach w internecie. Po premierze okazało się jednak, iż Mouse to znacznie bardziej kompletna produkcja.

Gra praktycznie od razu zebrała bardzo pozytywne opinie graczy, a w komentarzach regularnie przewijają się pochwały dotyczące klimatu, stylu artystycznego i tego, jak dobrze udało się połączyć dynamiczną akcję z bardziej narracyjnym podejściem. I trudno się temu dziwić. Mouse nie jest wyłącznie „ładnym FPS-em”. To gra, która bierze świetny pomysł wizualny i faktycznie buduje wokół niego pełnoprawne doświadczenie.

W czasach, gdy wiele viralowych projektów gwałtownie znika z pamięci graczy, Mouse: P.I. For Hire wygląda jak produkcja, która może zostać z nami na dłużej.

Idź do oryginalnego materiału