
Dolby pozywa Snapchata. Czemu to ważne dla fanów filmów, seriali i tiktoków? Bo darmowy kodek AV1 jest w tarapatach. A to oznacza kłopot dla całej branży.
Przez ostatnie lata AV1 był dla branży czymś w rodzaju obietnicy lepszego jutra: nowoczesny kodek wideo, otwarty, „royalty‑free”, wspierany przez największych graczy – od Google’a, przez Netflixa, po Amazona i Intela. Miał być ucieczką od patentowego piekła H.264/H.265, od licencyjnych labiryntów MPEG LA i Access Advance. Tyle iż ten plan może zakończyć się spektakularną porażką.
Dolby – tak, ten Dolby od Atmosów i logotypów na soundbarach – pozwał Snap Inc., właściciela Snapchata, za rzekome naruszenie patentów związanych z AV1 i HEVC. Sprawa toczy się w sądzie federalnym w Delaware oraz w Brazylii. Co należy podkreślić: nie chodzi tu tylko o jedną aplikację społecznościową. To jest test bojowy dla całej idei „otwartego, wolnego od tantiem” AV1.
O co dokładnie chodzi w pozwie Dolby kontra Snap
Z dokumentów wynika, iż Dolby Video Compression LLC (spółka zależna Dolby odpowiedzialna za portfel patentów wideo) zarzuca Snapowi naruszenie kilku patentów dotyczących technik kompresji wideo, które mają być wykorzystywane w implementacjach HEVC (H.265) oraz AV1 w backendzie Snapchata. Chodzi nie o odtwarzanie, ale o kodowanie – czyli to, co dzieje się na serwerach, gdy wrzucasz wideo do Stories.
Snap ma według pozwu korzystać z rozwiązań objętych patentami Dolby bez licencji. Dolby twierdzi, że:
- w przypadku HEVC te patenty są częścią puli Access Advance (dawniej HEVC Advance), oferowanej na warunkach FRAND (fair, reasonable and non‑discriminatory),
- w przypadku AV1 Dolby nie składało żadnych zobowiązań FRAND ani „royalty‑free”, bo w ogóle nie brało udziału w pracach nad standardem w ramach Alliance for Open Media.
To ważne rozróżnienie. HEVC jest standardem ITU/ISO, gdzie część patentów jest objęta deklaracjami FRAND – ale, co Dolby podkreśla, dotyczą one głównie dekodowania, a nie kodowania. AV1 natomiast powstał w AOM jako „royalty‑free”, ale tylko w zakresie patentów członków konsorcjum. Dolby do AOM nie należy, więc nie składało żadnych obietnic, iż swoje patenty odda za darmo.
W pozwie w Delaware Dolby domaga się odszkodowania i – co szczególnie groźne dla Snapa – potencjalnego zakazu korzystania z AV1 w Stanach Zjednoczonych. W Brazylii idzie jeszcze ostrzej: Dolby żąda zarówno odszkodowania, jak i nakazów sądowych (w tym możliwych zabezpieczeń na czas procesu).
Snapchat jako poligon: dlaczego akurat oni?
Na pierwszy rzut oka wybór celu może dziwić. Snapchat to nie jest największa platforma wideo na świecie – nie jest YouTube’em ani Netflixem. Ale z perspektywy Dolby to bardzo sensowny „case study”.
Snap chwali się, iż użytkownicy wysyłają w aplikacji ponad 5 mld zdjęć i filmów dziennie, a wideo stanowi około 90 proc. całej treści w Stories. Do tego dochodzi feed Spotlight, generujący ponad 400 mln filmów dziennie. To gigantyczna fabryka krótkich klipów, które trzeba gwałtownie zakodować, przepchnąć przez sieć i odtworzyć na milionach telefonów.
Jeśli chcesz pokazać sądowi, iż twoje patenty są najważniejsze dla nowoczesnego streamingu to Snapchat jest idealnym przykładem: ogromny wolumen, nacisk na efektywną kompresję, presja na koszty transferu. A jednocześnie to nie jest firma o skali finansowej Apple’a czy Google’a – łatwiej ją przycisnąć, by stała się przykładem dla reszty rynku.
Dolby nie działa tu w próżni. Jest jednym z kluczowych licencjodawców w puli Access Advance Video Distribution Pool (VDP), która obejmuje m.in. patenty na HEVC i – co istotne – także na AV1. Access Advance w swoim komunikacie wprost chwali się, iż to „pierwsze egzekwowanie patentów AV1 przez licencjodawcę Access Advance” i „pierwsze roszczenie dotyczące AV1 wobec platformy streamingowej”.
Przekaz jest czytelny: jeżeli jesteś serwisem wideo i korzystasz z AV1 bez licencji to lepiej zacznij się interesować ofertą puli patentowej.
AV1 miał być świętym Graalem, a wychodzi jak zwykle
Alliance for Open Media powstało jako bunt przeciwko sytuacji z HEVC. sukcesor H.264 okazał się patentowym koszmarem: kilka konkurencyjnych pul licencyjnych, niejasne zasady, wysokie stawki, brak jednego „punktu wejścia”. Efekt? HEVC mimo świetnej jakości i efektywności długo nie mógł się przebić w webie, a YouTube postawił na VP9.
AV1 miał być odpowiedzią: konsorcjum złożone z największych firm (Google, Amazon, Netflix, Microsoft, Intel, Apple, Meta i inni) postanowiło stworzyć kodek, który będzie nowoczesny i wydajny, otwarty i wolny od opłat licencyjnych („royalty‑free”) – przynajmniej w zakresie patentów członków AOM.
I tu jest haczyk. AOM nigdy nie mogło zagwarantować, iż nikt spoza konsorcjum nie ma patentów, które „zahaczają” o AV1. To trochę jak z open source’em: możesz udostępnić swój kod na liberalnej licencji, ale nie masz wpływu na to, iż ktoś inny ma patent na algorytm, który przypadkiem implementujesz.
Dolby od początku stało z boku. Nie weszło do AOM, nie złożyło żadnych deklaracji FRAND ani „royalty‑free” wobec AV1. Teraz twierdzi, iż AV1 może i jest promowany jako „royalty‑free”, ale to nie znosi naszych praw patentowych. I formalnie ma rację – bo tak działa system patentowy.
To nie jest pierwszy raz, gdy ktoś próbuje podważyć „bezpatentowość” AV1. Własną pulę patentów AV1 ma Sisvel, a Nokia już wcześniej straszyła roszczeniami wobec implementacji AV1. Dolby jest jednak marką o zupełnie innym ciężarze gatunkowym – i działa w tandemie z Access Advance, który ma już doświadczenie w egzekwowaniu opłat za HEVC.
Co dokładnie jest w tych patentach? Trochę techniki
Z analizy pozwu wynika, iż Dolby wskazuje m.in. na patenty dotyczące zaawansowanych technik predykcji i kompresji kolorów, takich jak tzw. „inter‑plane prediction” – przewidywanie informacji między różnymi składowymi koloru (luma/chroma) w blokach wideo. Problem, który próbują rozwiązać te wynalazki, to jak poprawić dokładność predykcji (czyli jakość przy danym bitrate) nie wysyłając jednocześnie zbyt dużo „danych pomocniczych”, które zjedzą zysk z kompresji.
Etapy przetwarzania kodera AV1 z odpowiednimi technologiami powiązanymi z każdym etapemTo są dokładnie te obszary, w których AV1 i HEVC wyciskają dodatkowe procenty efektywności względem starszych kodeków. Bardziej sprytne przewidywanie, lepsze wykorzystanie korelacji między kanałami koloru, bardziej złożone tryby bloków – wszystko po to, by przy tym samym bitrate obraz był mniej „rozmyty” i mniej „blokowy”.
Dolby twierdzi, iż implementacje AV1 i HEVC używane przez Snapchata w backendzie naruszają te patenty. Co ważne, mowa jest o kodowaniu – a więc o tym, co dzieje się po stronie serwera, gdy Snap przetwarza wideo użytkownika na różne profile jakościowe i rozdzielczości. To ma znaczenie prawne, bo część zobowiązań FRAND dla HEVC dotyczy tylko dekoderów (czyli odtwarzania po stronie klienta), a nie enkoderów.
AV1 przez cały czas jest świetnym kodekiem. Będzie żyć, ale niewinność się skończyła
AV1 przy tym samym bitrate potrafi dać zauważalnie lepszą jakość niż VP9 czy H.264, a w wielu scenariuszach zbliża się do HEVC/VVC. Sprzętowe dekodery AV1 są już w nowszych SoC‑ach mobilnych, w kartach graficznych, w telewizorach. YouTube, Netflix, Amazon Prime Video – wszyscy już z AV1 korzystają.
Na poziomie biznesowym robi się jednak ciekawie. jeżeli Dolby wygra ze Snapem albo wymusi ugodę z opłatami to będzie to bardzo mocny sygnał dla całego rynku: „royalty‑free” AV1 ma gwiazdkę, a pod gwiazdką drobny druk: „nie dotyczy patentów podmiotów trzecich”.
Na krótką metę prawdopodobnie nic spektakularnego się nie wydarzy. Snapchat nie wyłączy z dnia na dzień wideo, YouTube nie cofnie się do H.264, a telewizory nie przestaną odtwarzać AV1. Nie oznacza to, iż AV1 jest „martwy” albo iż nie warto go używać. Oznacza natomiast, iż trzeba przestać myśleć o nim w kategoriach magicznego „royalty‑free” i zacząć traktować jak każdą inną poważną technologię: z analizą ryzyka, świadomością patentów i realnych kosztów.
Oznacza to też, iż będzie drożej. o ile Dolby dopnie swego to zarówno twórcy treści, jak i producenci sprzętu zdolnego do odtwarzania multimediów najpewniej przerzucą ten koszt na swoich klientów.
To kolejne przypomnienie, iż za każdym „nowym, lepszym kodekiem” stoi nie tylko sprytna matematyka i fajne demka na YouTube, ale też bardzo przyziemna gra interesów. A to, czy nasze wideo będzie kodowane w AV1, HEVC, VVC czy czymś jeszcze nowszym zależy nie tylko od tego, co jest technicznie najlepsze – ale też od tego, kto ma jakie patenty i jak bardzo jest skłonny iść z nimi do sądu.
















