
Przez ponad 20 lat miliony domowych komputerów na całym świecie po cichu przesiewały radiowe szumy z kosmosu w poszukiwaniu śladów obcych cywilizacji. Teraz twórcy projektu ogłosili finał tej gigantycznej łamigłówki.
Skoro pojedynczy superkomputer nie jest w stanie na bieżąco przeanalizować ogromu danych radiowych z kosmosu, można rozbić je na małe pakiety i rozesłać do tysięcy zwykłych użytkowników. Prawda? Właśnie z takiego założenia wyszli twórcy projektu SETI@home, który ruszył w 1999 r. i do tej pory zbierał cenne dane. Wystarczyło zainstalować niewielki program, który w chwilach bezczynności procesora przetwarzał fragment nagrania z radioteleskopu.
Polowanie na obcych z domowego peceta
W szczytowym momencie udział w projekcie brał około 1 mln osób z ponad 100 krajów. Ich komputery analizowały dane z potężnego radioteleskopu Arecibo w Portoryko, który przez lata był jednym z głównych uszów ludzkości nasłuchujących kosmosu. Za każdym razem, gdy astronomowie kierowali czaszę w inną część nieba, dane były potajemnie współdzielone z SETI@home.
Każdy fragment nagrania był rozkładany na pojedyncze częstotliwości, a oprogramowanie szukało w nim wąskich, wyraźnie wyróżniających się sygnałów, mogących przypominać sztucznie emitowaną falę radiową. To właśnie takie igły w stogu siana miałyby być potencjalnymi kandydatami na technosygnatury, czyli ślady działalności zaawansowanej technologicznie cywilizacji.
Od 12 miliardów detekcji do 100 najbardziej intrygujących sygnałów
Efekt tego obywatelskiego superkomputera okazał się oszałamiający liczbowo. Przez 21 lat pracy SETI@home zgromadził aż około 12 mld detekcji – krótkich błysków energii na konkretnych częstotliwościach i z określonych fragmentów nieba. To była dopiero pierwsza warstwa, w której należało dopiero odnaleźć coś naprawdę niezwykłego.
Przez kolejne 10 lat zespół zajął się drugą, dużo trudniejszą częścią zadania, a mianowicie odróżnieniem potencjalnego sygnału z kosmosu od zwykłego radiowego śmietnika. Do gry weszły już nie domowe pecety, ale superkomputer w niemieckim instytucie badawczym. Trzeba było odsiać zakłócenia z satelitów, nadajników komórkowych, radarów, a choćby mikrofalówek.
Po serii coraz ostrzejszych filtrów 12 mld detekcji zamieniło się w ok. 1 mln kandydatów, a następnie w około 1000 najlepiej rokujących sygnałów. Te ostatnie naukowcy musieli obejrzeć już manualnie, patrząc na ich kształt, zmiany częstotliwości i kontekst w czasie. Ostatecznie zostało 100 sygnałów, które trafiły na krótką listę do dalszych obserwacji.
Co ważne, zespół celowo wstrzykiwał do strumienia danych kilka tys. sztucznie wygenerowanych ptaszków, czyli symulowanych sygnałów kosmicznych. Dopiero sprawdzenie, ile z nich system wyłapał, pozwoliło uczciwie ocenić czułość całego przedsięwzięcia i upewnić się, iż algorytmy nie wycinają przypadkiem tego, czego właśnie szukamy.
Teleskop FAST patrzy tam, gdzie piknęło coś ciekawego
Wytypowana setka sygnałów nie pozostało oczywiście listą kandydatów na obcych. To raczej katalog sytuacji, w których coś wyglądało na tyle nietypowo, iż warto wrócić w to samo miejsce na niebie z dużo większą precyzją. Do tego celu wykorzystuje się dziś chiński radioteleskop FAST, czyli największą pojedynczą czaszę radiową na świecie.
FAST ma ok. 8 razy większą powierzchnię zbierającą niż dawne Arecibo, a więc potrafi wychwycić znacznie słabsze sygnały. Obserwacje rozpoczęły się w lipcu 2025 r., a każdy wybrany punkt na niebie jest badany przez kilkanaście minut. Teraz najważniejsze pytanie brzmi: czy na tych samych częstotliwościach i z tego samego kierunku pojawi się powtarzalny sygnał.
Jeśli nic się nie powtórzy, najpewniej większość z tej setki okaże się efektem zakłóceń, szumów lub jednorazowych zjawisk astrofizycznych. choćby taki scenariusz nie oznacza jednak porażki. Naukowcy podkreślają, iż dzięki SETI@home udało się ustalić, jak ciche mogą być hipotetyczne sztuczne sygnały, aby wciąż zostały wychwycone przez sieć domowych komputerów. W praktyce jest to nowy punkt odniesienia: jeżeli jakaś cywilizacja wysyłałaby sygnał o mocy większej niż wyznaczony próg, w tych danych powinniśmy ją już zobaczyć. Skoro jej nie widać, kosmiczna cisza staje się po prostu lepiej zmierzona.
Co dalej z polowaniem na ET?
Choć sam projekt SETI@home został zakończony w 2020 r., jego dziedzictwo wcale się nie skończyło. Oprogramowanie do rozproszonego liczenia wciąż działa w innych dziedzinach – od modelowania białek po poszukiwanie pulsarów – a zebrane dane radiowe czekają na ponowną analizę z wykorzystaniem współczesnych, znacznie szybszych komputerów.
Naukowcy nie ukrywają, iż chętnie wróciliby kiedyś do całego archiwum z nowymi algorytmami i większą mocą obliczeniową. Przyznają jednocześnie, że, mimo braku przełomowego odkrycia, SETI@home był gigantycznym sukcesem. Pokazał, iż zwykli użytkownicy mogą dołożyć cegiełkę do frontowej linii badań nad pytaniem, czy w kosmosie ktoś jeszcze nas słucha.
A odpowiedź na to pytanie wciąż pozostaje otwarta. Być może ET milczy. Być może nadaje inaczej, niż się spodziewamy. A może dowiemy się, iż przeoczyliśmy coś w danych sprzed dekad. Na razie pewne jest jedno – kosmos nigdy nie był przeszukany tak dokładnie, jak wtedy, gdy miliony domowych komputerów zamieniły się w jeden wielki detektor obcych sygnałów.
















