Skip to main content

Po wielkiej burzy wokół The Last of Us 2, Neil Druckmann nie ma już sił na zamartwianie się odbiorem serialu

Przestał się przejmować.

Wydawałoby się, że premiera 2. sezonu serialu The Last of Us to wydarzenie na tyle dużej skali, że Neil Druckmann - szef Naughty Dog - nie będzie mógł zmrużyć oka z nerwów. Okazuje się jednak, że twórca nie jest szczególnie przejęty, ponieważ przestał zamartwiać się tym, jak widzowie odbiorą opowieść.

Jeszcze w 2020 roku, zaraz przed premierą The Last of Us Part 2, podejście Druckmanna było odwrotne. Wtedy jednak stresujący był nie tylko odbiór gry przez fanów, ale także narastające wokół premiery komplikacje - głównie wycieki ujawniające najważniejszy i najbardziej kontrowersyjny zwrot akcji w fabule.

Kiedyś naprawdę przejmowałem się przeciekami, ale doświadczyłem ich już tak wielu, że przestały mi przeszkadzać” - opowiedział reżyser w rozmowie z wskrzeszonym niedawno serwisem Game Informer. „Kiedyś bardzo martwiłem się reakcją fanów, a najgorsze doświadczenie przeżyłem, gdy przy premierze drugiej gry uderzył w nas COVID i pojawiły się przecieki. Po tym przestałem już się przejmować”.

Więcej o wyzwaniach w produkcji The Last of Us Part 2 opowiada film dokumentalny Grounded.Zobacz na YouTube

Druckmann wyjaśnił, że od zawsze starał się operować wedle zasady „nieważne, co pomyślą fani, najważniejsze abyś dał z siebie wszystko w pracy nad projektem”. „Nie mam żadnej kontroli [nad reakcjami fanów - dop. red], więc nie zamierzam się tym martwić. To, nad czym mam kontrolę, to etap tworzenie tego, nad czym aktualnie pracuję, i kwestia odpowiedniego prowadzenia zespołu.”.

Twórca nie chciał ujawnić, czy wspomniany zwrot akcji zostanie zaprezentowany w serialu w identynczy sposób jak w grze. Przyznał jednak, że jest bardzo ciekawy, jak widzowie zareagują na nieco zmodyfikowaną wersję opowieści. Wygląda więc na to, że ostatecznie jednak się trochę przejmuje.

Drugi sezon The Last of Us ukaże się już 13 kwietnia, ekskluzywnie na platformie Max.

Zobacz także