Front Mission 1st: Remake – recenzja (Switch). Ja i mój mech

20 godzin temu

Zawsze lubiłem mechy, a seria Front Mission pozostała moją solą w oku. Jednak dzięki Forever Entertainment miałem okazje sprawdzić, jak prezentuje się remake tej kultowej produkcji.

Spis Treści

  • Tło historyczne
  • Ja i mój robot
  • Szperanie w złomie
  • Kwadratowe roboty
  • Podsumowanie


Kup Front Mission 1st: Remake (Switch)

Tło historyczne

Omawiana produkcja to remake, który za fundament stawia sobie pierwowzór z 1995 roku, wydany na konsole SNES. Niestety, gra w tej formie nigdy nie opuściła Japonii. Sam słyszałem wiele pozytywnego o tej serii stworzonej przez Squaresoft, ale nigdy nie miałem okazji, aby się z Front Mission zapoznać – aż do teraz. Dodatkowo w kinowej polskiej lokalizacji.

Ja i mój robot

Mamy rok 2090. Na porządku dziennym jest używanie w operacjach wojskowych mechów zwanych Wanzerami. Do wyboru mamy dwie kampanie, każda dla jednej ze stron konfliktu. W pierwszej wcielamy się w kapitana Royda Clive’a. W wyniku pewnych wydarzeń ginie narzeczona protagonisty. Rozpoczyna się tzw. Drugi Konflikt Huffmana między siłami O.C.U i O.C.S. Bohater zostaje wyrzucony z wojska i zatapia smutki, waląc po blaszanych mordach inne mechy na arenie do czasu stworzenia specjalnej grupy najemniczej o nazwie Canyon Crowns, do której przyłącza się bez namysłu.

Druga historia skupia się na losach Kevina Greenfielda, który wiele miesięcy przed wybuchem konfliktu ma za zadanie rozprawić się wraz z grupą Black Hounds z terrorystami. W pewnym momencie obie historie zaczynają się łączyć i przeplatać, pokazując nam pełen obraz działań wojennych, a ten, jak to zwykle bywa na wojnie, nie jest jednoznaczny i nie ma tutaj ani dobrych, ani złych.

Cała historia jest mocna i naprawdę potrafi wciągnąć. Niestety widać, iż ma już swoje lata i sposób przedstawienia jej przez tekst na nikim nie zrobi już dziś wrażenia. Forma mogłaby być lepsza, chociażby dodając kilka przerywników filmowych. To bardzo wierny remake, co można uznać jednocześnie za wadę jak i zaletę. Fani docenią, iż jest to klasyk odnowiony głównie wizualnie, ale dla nowych graczy może być to przeszkoda.

Szperanie w złomie

Lwią część rozgrywki spędzimy na modyfikacji, ulepszaniu i optymalizowaniu naszych maszyn. To jak sprawdza się dana konfiguracja, możemy sprawdzić pomiędzy misjami na arenie. Jak to zwykle bywa, nie zawsze coś, co jest dobre na papierze, sprawdzi się w przypadku pola bitwy.

Możliwych konfiguracji jest cała masa i wybranie optymalnego zestawu nie jest zadaniem łatwym. Jedno jest pewne – nasze maszyny muszą być wytrzymałe. Nieraz zostaniemy postawieni w beznadziejnej sytuacji z przeważającymi siłami wroga i tylko dzięki odpowiedniemu planowaniu oraz taktyce wyjdziemy z tego zwycięsko.

Starcia mają formę turową. Poruszamy się po kwadratowej siatce i wydajemy polecenia naszym członkom oddziału, aż do skończenia tury. Wanzery podzielone są na 4 elementy: korpus, lewa oraz prawa ręka, no i nogi. Na początku nie mamy wyboru, w którą część pancerza chcemy oddać strzał. Z czasem jednak to się zmienia, otwierając nam nowe możliwości taktyczne, bowiem celowanie w ręce skutecznie pozbawia przeciwnika uzbrojenia, czyniąc go praktycznie bezbronnym.

Trzeba się jednak przyzwyczaić do dużej losowości tego elementu, jak i również do częstego braku trafień, co nieraz doprowadziło mnie do irytacji. jeżeli nie obce wam są takie serie jak Fire Emblem, Final Fantasy Tactics czy XCOM, to będziecie wiedzieć o co chodzi i poczujecie się tutaj jak w domu.

Kwadratowe roboty

Sama oprawa została przeniesiona w pełne 3D z dużym poszanowaniem dla materiału źródłowego. Mechy prezentują się świetnie. Ogólnie nie ma co czepiać się oprawy wizualnej, która czerpie garściami z oryginalnej estetyki.

Dla mnie cała szata graficzna sprawiała wrażenie czytelnej, a dzięki licznym małym ulepszeniom rozgrywki, gra się w ten tytuł bardzo przyjemnie i nowocześnie. Pomyślano choćby o nieco mniej wprawnych graczach i mamy tutaj wybór poziomu trudności.

Oprawa audio również doczekała się odświeżenia i zadbano o nowe aranżacje starych utworów. Sama ścieżka dźwiękowa jest tutaj na wysokim poziomie i przyjemnie się jej słucha, czy to podczas starć, czy podczas grzebania w maszynach. Twórcy dali nam choćby w menu możliwość porównania klasycznej muzyki do jej nowszych aranżacji.


Podsumowanie

Front Mission 1st: Remake to bardzo wierny powrót do korzeni, który powinien znać każdy fan gier taktycznych. Szczególnie iż gmeranie przy Wanzerach to sama przyjemność, pomimo iż potrafi trochę zmęczyć. Sama rozgrywka jest wciągająca i łatwo można się zapomnieć. Był to mój pierwszy kontakt z tą serią i czekam na więcej, bo w planach już jest odświeżenie następnych części.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.


Kup Front Mission 1st: Remake (Switch)

Idź do oryginalnego materiału