Hades – recenzja (XSX). Stary z piekła rodem

3 dni temu

Rogale nigdy mnie nie pociągały. Świętomarcińskie może jeszcze ociupinkę, ale te growe absolutnie. Przeszedłem kilka, bawiłem się stosunkowo przyjemnie, ale nigdy na myśl o rozpoczęciu przygody z kolejnym nie czułem motyli w brzuchu. Wręcz przeciwnie, wizja kolejnych śmierci i konieczności powtarzania tych samych – choćby jeżeli nieco przearanżowanych – poziomów jawiła mi się jako tortura. Wtem na moim dysku znalazł się Hades, który zaprezentował mi gatunek roguelite w formie tak doskonałej, iż obawiam się, iż nigdy już się do niego nie przekonam. Wszakże jak można zastąpić (niemalże) ideał?

Spis Treści

  • Fabuła
  • Świat gry
  • Struktura kampanii
  • Rozgrywka
  • Poziom trudności
  • Oprawa
  • Podsumowanie

Mitologiczne inspiracje

Tym, co najbardziej urzekło mnie w Hadesie, jest perfekcja, z jaką połączono opartą na ciągłych porażkach rozgrywkę z adekwatną dla Supergiant Games, wysokiej jakości opowieścią. Twórcy obrali bowiem za jej motyw mitologię grecką, która nie tylko stanowi idealne podwaliny dla krwawej i pełnej rodzinnych dramatów historii, ale też sama w sobie posiada elementy roguelike’owe (w końcu Syzyfa można spokojnie uznać za pierwszego playtestera gatunku). Choć pierwotnie rolę protagonisty miał objąć Tezeusz, a oś rozgrywki oparto by o przemierzanie wiecznie zmieniającego się minojskiego labiryntu – Supergiant Games finalnie postanowiło wykorzystać nieco rzadziej wykorzystywane motywy.

Z perspektywy czasu wydaje się uroczym, iż Megajra kiedyś sprawiała mi problemy.

Wcielamy się tu w Zagreusa – postać mitologiczną, którą na potrzeby gry napisano w zasadzie od nowa. Wszak według mitów zasłynął tym, iż został pożarty przez Tytanów, a następnie – w wyniku zjedzenia przez Zeusa jego serca i późniejszego „romansu” boga piorunów z Semele – odrodzeniem się w postaci Dionizosa. Growy Zagreus w wielu miejscach odwołuje się oczywiście do mitologicznego pierwowzoru, będąc chociażby synem tytułowego Hadesa, ale w ogólnym rozrachunku jest to zupełnie odrębna postać, która mimo wszystko wpisuje się w grecki panteon naprawdę dobrze. To chłopak dość porywczy i brutalny, który kocha swoją rodzinę, a jednocześnie buntuje się przeciwko niej, bez ustanku próbując wydostać się z Podziemi na przekór wyraźnym (i przemocowym, powiedzmy szczerze) zakazom ojca.

Przyjaźnie i miłości w przemocowym domu

Zazwyczaj w recenzji „rogala” najpewniej poświęciłbym fabule maksymalnie akapit i nie wchodził zbyt głęboko w aspekty historyczne, ale Hades to tytuł, w którym rozgrywka i opowieść są równoważne. Wszystko, co tutaj robimy, ma odzwierciedlenie w dialogach. Świat gry zdaje się tutaj naprawdę żyć. Kiedy po każdej kolejnej śmierci wracamy do hal domu Hadesa, czekają tam na nas jego domownicy – nie zawsze ci sami, ale zawsze chętni do krótkiej rozmowy, nawiązującej do naszych dokonań, porażek czy po prostu poczynań. Nie mamy tu do czynienia wyłącznie ze standardowymi dla growych hubów pogaduszkami o niczym, zamiast tego otrzymując stopniowo budowane relacje i to zarówno między Zagreusem i napotykanymi postaciami, jak i między nimi samymi.

Mieszkańcom domu Hadesa można dodatkowo wręczać prezenty, by wkupić się w ich łaski i rozwinąć relacje.

To właśnie ta historia i relacje były jednymi z głównych czynników, przez które nie byłem w stanie oderwać się od tej gry, aczkolwiek skłamałbym, mówiąc, iż Hades jest pod tym względem idealny. Po raz pierwszy udało mi się wydostać z Podziemi po dziesięciu godzinach. Okazało się wtedy, iż jest to tak naprawdę wyłącznie początek. Studio Supergiant Games zawiedzione faktem, iż gracze Pyre – ich poprzedniej gry – kończyli zabawę na jednorazowym przejściu i omijali sporą część rozgałęziającej się narracji, dokonało w Hadesie nieprzyjemnej nadkorekcji.

Cykl życia i śmierci

Faktycznie, skończenie gry zajmuje bowiem trzy razy tyle i wymaga dziesięciokrotnego wydostania się z Hadesu. Z każdą kolejną próbą jest coraz łatwiej, fabuła się rozwija, rozgrywka przez cały czas bawi, a chętni mogą odpalić stopniowo zwiększający odporność na obrażenia Tryb Boski bądź – wręcz przeciwnie – gwarantujące lepsze nagrody utrudniacze. Nie zmienia to jednak faktu, iż chęć poznania losów Zagreusa i jego dysfunkcyjnej rodziny staje się w pewnym momencie pracą, a zakończenie nie jest niestety w mojej opinii tego warte.

Z czasem w dobrze nam znanych lokacjach wystepują zmiany – Megajrę zastąpi jedna z jej sióstr, a w kolejnej komnacie przyjacielskie wyzwanie rzuci nam Tanatos.

To powiedziawszy, wciąż bawiłem się przez tych trzydzieści godzin absolutnie fenomenalnie. Jasne, miałbym jeszcze więcej frajdy, gdyby finał okazał się bardziej satysfakcjonujący, ale Hades oferuje tak fantastyczną rozgrywkę, iż dzień po dniu wracałem do niego bez żadnego wahania, ba, czas pomiędzy sesjami upływał mi na wyczekiwaniu powrotu do domu i możliwości podjęcia jeszcze jednej próby, co wraz z wiekiem i rosnącą liczbą skończonych gier zdarza się mi coraz rzadziej.

Rogal olimpijski

W teorii Hades nie różni się pod względem rozgrywki od innych gier tego typu. Założenia są bowiem w końcu identyczne: ruszamy w podróż przez losowo dobierane komnaty Piekieł, klepiąc przeciwników i zbierając skarby, co jakiś czas stajemy w szranki z bossem, a w przypadku śmierci bądź udanej ucieczki ponownie odradzamy się w hubie, gdzie dyskutujemy z mieszkańcami i wykupujemy ulepszenia, które ułatwią nam nadchodzące próby. o ile kiedykolwiek graliście w jakiegokolwiek „rogala”, pętla ta z pewnością jest Wam doskonale znana.

Nie brakuje również minibossów, niekiedy mających wpływ na finałową walkę danego biomu.

Niemniej kolejnym czynnikiem, który tak bardzo przyciągał mnie do gry, jest absolutnie fenomenalna walka. Niby to standardowy slasher w rzucie izometrycznym, ale responsywność bohatera na arenie, wachlarz jego ataków i różnorodność przeciwników sprawiają, iż trudno jest się od gry oderwać. Już sama zbrojownia Zagreusa cieszy – syn Pana Podziemi po uprzednim odblokowaniu może wybrać spomiędzy sześciu różnych narzędzi mordu (klasyczny miecz, trójząb, moja ulubiona egida, łuk, szpon czy też w końcu coś na wzór karabinu maszynowego). Każde z nich oferuje atak standardowy, specjalny, ładowany oraz tak zwany wystrzał, czyli swego rodzaju magiczna umiejętność specjalna, wymagająca użycia specjalnych kryształów. Te – oraz inne adekwatności Zagreusa – można ponadto ulepszać i wyposażać w dodatkowe efekty dzięki darom od napotykanych na swojej drodze bogów Olimpu.

W efekcie na arenach w pewnym momencie zaczynają dziać istne cuda. Dla przykładu jednym z ciekawszych połączeń była egida wspomagana efektami Dionizosa, Zeusa i Hermesa. Ten pierwszy sprawiał, iż każdy atak i atak specjalny (rzut tarczą) wywoływały we wrogach przepicie, stopniowo odbierając im w ten sposób życie. Zeus zamieniał każdy wystrzał na odbijający się od przeciwników piorun i pozwalał na wypadające z nich kryształy na rażenie prądem pobliskich niemilców. Hermes natomiast przyśpieszał czas ich wypadania i sprawiał, iż same przylatywały do Zagreusa. Krótko mówiąc, arena stawała się koszmarem każdego elektryka, a ja mogłem spokojnie stać w miejscu i patrzeć, jak kolejni przeciwnicy (wliczając w to bossów) padają przy moim minimalnym udziale. Tego typu kombinacji jest tutaj całe mnóstwo i kiedy tylko wydaje Wam się, iż znaleźliście tę najlepszą, chwilę później odkrywacie coś jeszcze skuteczniejszego.

Dary Chaosa wymagają pewnej ofiary – wejście do jego krainy odejmuje nam nieco zdrowia, a przez kilka kolejnych potyczek po zaakceptowaniu daru jesteśmy w jakiś sposób osłabieni.

Nie takie piekło straszne

Hades nie jest przy tym jakoś wyjątkowo trudny. Nie zrozumcie mnie źle, gra absolutnie wymaga skupienia i łatwo jest zginąć przez głupi błąd (na przykład wejście prosto w pułapkę środowiskową), ale mimo wszystko mamy tu do czynienia z produkcją całkiem przystępną. choćby bez włączania wspomnianego wcześniej Trybu Boskiego, otrzymujemy do dyspozycji szereg usprawnień – zarówno tych stałych, jak i tymczasowych – które sprawią, iż poziom naszej potęgi zacznie rosnąć zaskakująco gwałtownie i bossowie, którzy na początku wyciskali z nas siódme poty, nagle zaczynają padać z zatrważającą prędkością. To poczucie potęgi daje ogrom satysfakcji i działa na gracza niczym kokaina, zwłaszcza iż niektórzy bossowie wciąż pozostają pyskaci, choć spuszczamy im manto raz za razem.

Mityczny urok

Co więcej, fakt, iż Hades, pomimo wartkiej akcji, ani przez moment nie pogania gracza, umożliwiając mu szwendać się do woli po wyczyszczonych lokacjach, pozwala na spokojnie chłonięcie atmosfery i podziwianie przepięknej – trójwymiarowej, ale stylizowanej na komiks – oprawy wizualnej. Gra wygląda absolutnie zniewalająco, a w trakcie potyczek kolejne ataki zalewają ekran feerią barw, czyniąc starcia niezwykłymi spektaklami. Co więcej, mimo wszystkich tych rozbłysków i wybuchów, Hades ani przez moment nie jest nieczytelny. W każdym momencie wiemy, gdzie jesteśmy my, gdzie bezpieczna przestrzeń, a gdzie niebezpieczeństwo. Spora w tym zasługa stabilności gry i to zarówno pod względem liczby klatek (niezachwiane 60), jak i braku jakichkolwiek błędów.



Naprawdę dobrze wypadają ponadto dialogi. Obsada – w której raczej brak topowych nazwisk – wykonała kawał dobrej roboty. Choć dialogi w zdecydowanej mierze to statyczne plansze, urozmaicone jedynie prześlicznymi, rysowanymi portretami bohaterów, gra aktorska sprawia, iż absolutnie nie przeszkadza to w chłonięciu i dopowiadaniu sobie w wyobraźni reszty scenki. Zresztą o udźwiękowieniu Hadesa nie można na dobrą sprawę powiedzieć niczego złego – zwłaszcza muzyka autorstwa Darrena Korba to klasa sama w sobie. Narzekać można na brak polskiego dubbingu, ale w mojej opinii trudno wymagać go od mniejszego studia, szczególnie iż zadbano o polskie napisy.

Stary z piekła rodem

Aż trochę mi wstyd, iż tak długo zajęło mi zabranie się za Hadesa. To absolutnie kapitalna produkcja z uzależniającą, dynamiczną rozgrywką, genialnie przeplatającą się z pełną intrygujących postaci opowieścią. W dodatku całość skroić można pod własne potrzeby, odpowiednio utrudniając bądź ułatwiając sobie zabawę. W zasadzie jedynym moim zarzutem jest rozczarowujące zakończenie – cała reszta jest niemalże perfekcyjna, więc o ile – podobnie jak ja – zwlekaliście z zagraniem, koniecznie ten tytuł nadróbcie. choćby jeżeli nie uważacie się za fanów „rogali”, Hades może to zmienić.

Przeczytaj także

Hades – recenzja (PS5). Diament Królestwa Umarłych


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.


Za dostarczenie gry do testów dziękujemy firmie Xbox Polska.
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższego materiału.
Idź do oryginalnego materiału