Bawiąc uczyć, ucząc bawić – to dewiza, która zawsze towarzyszyła twórcom tytułów – wespnijmy się w tym miejscu na szczyt słowotwórczej błyskotliwości – edugracyjnych. Gatunek edutainment, czyli edukacja rozrywkowa, ma za zadanie poszerzyć wiedzę milusińskich o otaczającym ich świecie w taki sposób, by choćby tego nie zauważyli, rozkojarzeni płynącą z ekranu frajdą. Umówmy się, większość tego typu gier wypada raczej słabo, ale dla growych archeologów jest to niekiedy kopalnia ciekawych tytułów. Ot, widniejący w tytule tej recenzji Captain Novolin na ten przykład obrał za cel edukację dzieciaków w zakresie cukrzycy typu 1.
Spis Treści
-
- Tematyka
- Rozgrywka
- Trzymanie diety
- Oprawa
- Podsumowanie
Reklama, edukacja i – chyba – zabawa
Za grę odpowiadało Sculptured Software, ale fundusze na jej produkcję wyłożyło duńskie Novo Nordisk, czyli producent insuliny marki Novolin, od której tytułowy kapitan zaczerpnął swoje imię, oraz amerykański instytut zdrowia NIH. W efekcie do szpitali trafiło 10 tysięcy darmowych kopii. Wspominam o tym nie tylko dlatego, iż to interesująca ciekawostka, ale głównie po to, by zaznaczyć, iż Captain Novolin miał po przede wszystkim edukować o życiu z cukrzycą, a dopiero później być dobrą grą. Z tego powodu tytuł znaleźć można od czasu do czasu w listach najgorszych gier wszechczasów, choć odzew ze strony lekarzy i – co najważniejsze – pacjentów okazał się zdecydowanie bardziej pozytywny.
Gra może i nie jest wyjątkowo piękna, ale trzeba docenić projekty przeciwników.Mario z cukrzycą
Osobiście uważam ponadto, iż Captain Novolin złą grą bynajmniej nie jest, co najwyżej mocno nijaką. Jak należy spodziewać się po tytule ze SNES-a, jest to platformówka 2D, w której idziemy w prawo i przeskakujemy nad przeciwnikami, od czasu do czasu zasiadając za sterami motorówki i robiąc w zasadzie to samo. Wyzwanie jest tutaj raczej nikłe, a całość spokojnie można skończyć w jakąś godzinę. Byłby to spory problem, gdybyśmy mieli traktować Captain Novolin jako zwykłą, nastawioną na zysk grę, zwłaszcza iż również na porywającą historię nie ma co liczyć.
Jako iż jest to produkcja edukacyjno-rozrywkowa, warto przymknąć oko na wspomnianą prostotę rozgrywki. Jasne, Captain Novolin jako gra akcji sprawdza się raczej tak sobie – ani nie ziębi, ani nie grzeje – ale ze względu na swoją misyjność oferuje mechaniki, których raczej nie uświadczycie w zbyt wielu innych grach. Widzicie, kapitan Novolin sam jest diabetykiem, więc w trakcie walki z przebranymi za śmieciowe jedzenie kosmitami, którzy porwali burmistrza, wspierać będzie go zespół lekarski. Przed każdym poziomem informują oni bohatera o zalecanym planie posiłków, który następnie wypełniać będziemy, zbierając rozsiane na planszach frykasy – zjedzenie zbyt dużo podniesie poziom naszego cukru, zbyt mało go obniży.
Plan dietetyczny zależy od wprowadzonego w grze kodu od lekarza.Skonsultuj grę ze swoim lekarzem
Zabawa polega zatem na tym, by balansować posiłki w taki sposób, by na koniec poziomu test pokazał cukier w bezpiecznym zakresie. Spokojnie, zawsze zażyć możemy awaryjną dawkę insuliny, aczkolwiek istnieje też szansa, iż w trakcie przechodzenia poziomu przekroczymy limit poziomu cukru i zwyczajnie umrzemy. Co ciekawe, gra zachęca do konsultacji ze swoim lekarzem i poproszeniu o trzycyfrowy kod swojego planu dietetycznego, który później można wprowadzić w grze, a wirtualny doktor dostosuje swoje zalecenia do naszych rzeczywistych potrzeb. interesujący pomysł, aczkolwiek jak to ma się do obecnej sytuacji w Polsce, tego niestety nie wiem. Captain Novolin oferuje również quizy, z których można się dowiedzieć nieco o cukrzycy, ale – znów – byłbym tu ostrożny, bo mimo wszystko część informacji mogła ulec przeterminowaniu.
Względnie ładna etykieta
Całkiem nieźle zestarzała się natomiast oprawa gry. Captain Novolin w momencie premiery był mocno krytykowany za przestarzałą grafikę, ale po latach, kiedy na „piękno” starych gier patrzy się z nieco większym dystansem, wcale nie wypada to źle. Może faktycznie nie jest to poziom największych, SNES-owskich hiciorów, ale cieszą duże i czytelne sprite’y, kolorowa paleta kolorów oraz nieco głupkowate projekty kosmitów-przekąsek. Technicznie nie mam na co narzekać, poza faktem, iż pojawienie się na ekranie więcej niż jednego przeciwnika mocno obniża liczbę klatek, ale to standard tamtych czasów. Kompletnie zapominalna jest natomiast muzyka, o której najlepsze, co można powiedzieć, to to, iż nie przeszkadza.

Jak rozmawiać z dzieckiem o cukrzycy?
Czy po Captain Novolin warto sięgnąć w 2026 roku? Oczywiście, iż nie. To tytuł mimo wszystko przestarzały i ustępujący pod w zasadzie każdym względem śmietance ówczesnych produkcji. Jestem jednak człowiekiem na tyle dziwnym, iż lubię tego typu dziwadła wyciągać na światło dziennie. Uważam bowiem, iż Captain Novolin to produkcja całkiem interesująca zarówno ze względu swoich założeń i tematyki, jak i unikalnych mechanik, których próżno szukać w innych grach. Wy natomiast po przeczytaniu tego tekstu będziecie mogli zarzucić na kolejnej imprezie ciekawostką o grze edukacyjnej dla diabetyków z 1992 roku, aczkolwiek pewnie zostaniecie z niej potem wyproszeni.
Kącik Retro: E.V.O.: Search for Eden (SNES). Spore naszych przodków
Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.

17 godzin temu
















