
Nagrywanie codziennych czynności dla AI przyciąga osoby szukające dodatkowego dochodu. Startupy słono płacą za nagrania, które pomagają robotom naśladować ludzkie zachowania.
Gdyby ktoś ci powiedział, iż codziennie zakłada sobie kamerkę na głowę podczas mycia podłogi, zmywania naczyń czy wieszania prania, prawdopodobnie pomyślałbyś iż jest influencerem nagrywającym każdy aspekt swojego życia. Natomiast moja wyobraźnia uciekłaby w kierunku tworzenia materiałów do trenowania systemów sterujących robotami.
Trening robotów zamienia zwykłe obowiązki domowe w płatną pracę
Jak pokazuje dziennik Los Angeles Times, nie jest to jedynie moja fantazja, a całkiem pomysłowy sposób na zarobek. W amerykańskiej metropolii prężnie rozwija się nowa gałąź gospodarki zleceń dorywczych, która opiera się na czymś zaskakująco prostym: nagrywaniu codziennych czynności z perspektywy pierwszej osoby. Setki mieszkańców miasta w tej chwili zaangażowanych jest w pracę polegającą na przypinaniu kamer do głowy i nadgarstków, a następnie wykonywania zwykłych obowiązków domowych. Parzą oni kawę, sprzątają kuchnię, podlewają rośliny czy myją naczynia. Każdy ruch trafia do zbiorów danych wykorzystywanych później do trenowania robotów.
Za kulisami stoi rosnący segment rynku określany mianem „fizyczna AI”. O ile modele językowe nauczyły się komunikacji na podstawie danych z internetu i podpowiedzą ci czym wyczyścić prysznic albo przygotują tygodniowy plan sprzątania mieszkania, o tyle systemy robotyczne potrzebują znacznie bardziej namacalnych informacji – precyzyjnych odwzorowań ludzkiego ruchu, decyzji i reakcji na zmieniające się warunki. Tego typu danych nie da się po prostu ściągnąć z sieci i nakarmić nimi system robota.
Dlatego firmy technologiczne i startupy sięgają po ludzi. Platformy takie jak Instawork, dotąd kojarzone z pracą dorywczą w gastronomii czy hotelarstwie, zaczęły pośredniczyć w zleceniach polegających na rejestrowaniu czynności dnia codziennego. Wynagrodzenie? Około 80 dolarów (296 zł) za dwie godziny nagrania.
Z perspektywy pracownika to propozycja trudna do zignorowania. – I tak muszę to zrobić, a teraz ktoś mi za to płaci – tłumaczy jeden z uczestników programu. Dla wielu to kolejny etap w karierze opartej na dorywczych zleceniach: obok dostaw jedzenia czy prac sezonowych pojawia się „trenowanie robotów”.
Równolegle rozwija się cały ekosystem firm zajmujących się zbieraniem i przetwarzaniem takich danych. Startupy projektują własny sprzęt – od opasek na głowę z uchwytem na telefon po kamery montowane na nadgarstkach – aby uchwycić detale niewidoczne z typowej perspektywy. Chodzi nie tylko o sam ruch, ale też o siłę nacisku, precyzję chwytu czy sposób manipulowania narzędziami.
Niektóre firmy idą o krok dalej. Zamiast zlecać konkretne, „scenariuszowe” zadania, zachęcają do nagrywania naturalnych zachowań i codziennego życia domowego. Robot przyszłości nie ma jedynie wykonać polecenia – powinien rozumieć sytuację, w której się znajduje i odpowiednio reagować na bodźce. Przykładowo, jeżeli podczas gotowania usłyszy odkręcony kran w łazience, powinien przerwać jedną czynność i zająć się drugą. Gdy podczas gotowania rozsypie ryż, powinien przerwać gotowanie i posprzątać ryż. Tego typu „przełączanie uwagi” jest jednym z największych wyzwań dla współczesnej robotyki.
Skala zjawiska gwałtownie rośnie. Duże firmy technologiczne, takie jak Tesla czy Google, inwestują w rozwój humanoidalnych robotów, a rynek tego typu rozwiązań według prognoz może osiągnąć wartość dziesiątek miliardów dolarów w ciągu najbliższej dekady. W ślad za tym idzie popyt na dane – a więc i na ludzi gotowych je dostarczać.
Więcej na temat robotów:
















