W mediach często pojawia się stwierdzenie o tym, iż na świecie zajdą zmiany polityczno-ekonomiczne, które radykalnie zmienią rzeczywistość, do jakiej się przyzwyczailiśmy.
Intrygującym jest fakt, iż zmiany są przeprowadzone pod dyktando państwa, które praktycznie stworzyło dzisiejszą polityczno-ekonomiczną rzeczywistość. Najbardziej prawdopodobnym wytłumaczeniem przeprowadzanych zmian jest to, iż układ, jaki Stany Zjednoczone mozolnie budowały przez lata, przestał im się opłacać.
Jest błędem zakładanie, iż ich celem będą zmiany w wojskowych relacjach między państwami. Takie zmiany rzeczywiście zajdą tyle, iż będą one konsekwencją zmian ważniejszych, zmian w relacjach ekonomicznych między najważniejszymi gospodarkami światowymi.
Warto w przybliżeniu przypomnieć jak była tworzona rzeczywistość, w której żyje dzisiejszy świat. A następnie przedstawić możliwe zmiany w tej rzeczywistości.
Pomijając szczegóły, początkiem obecnego modelu ekonomicznego było stworzenie w USA w czasie II Wojny Światowej potężnego przemysłu zbrojeniowego. Po zakończeniu wojny część tego przemysł została przekształcona w przemysł pracujący na potrzeby ludności. Towary amerykańskie uzyskiwały dostęp do coraz to nowych rynków na świecie. Po rozpadzie ZSRR i transformacjach politycznych w państwach socjalistycznych, praktycznie świat został przekształcony w jeden wspólny rynek. Znikały granice pomiędzy Stanami, Chinami, Europą, a choćby Rosją. Zarówno towary i finanse uzyskały swobodę do przemieszczania między państwami bez ograniczeń. To, co powstało zostało nazwane globalizacją. Jeszcze przed zakończenie II Wojny Światowej Amerykanie ustanowili swój pieniądz jako walutę światową. Rzadko zwracamy uwagę na fakt, iż dolar jest towarem eksportowym. Stosujący amerykańską walutę w rozliczeniach finansowych płacą za jej używanie.
Podsumowując, liberalna demokracja i związany z nią wspólny rynek zostały uznane za doskonały twór, który nie powinien podlegać większym zmianom. Francis Fukuyama ogłosił to w swojej książce zatytułowanej “Koniec historii i ostatni człowiek”
Według mojej oceny zmiany, które obserwujemy są wstępem do strategicznej rozgrywki pomiędzy USA i Chinami, której będziemy świadkami w nadchodzących latach. O istocie tej rozgrywki napiszę pod koniec artykułu.
Wcześniej o tym, co już dzieje się na naszych oczach.
Natychmiast po objęciu urzędu prezydent Trump zaczął głosić pogląd, iż wspólny rynek nie jest korzystny dla USA. Właśnie jesteśmy świadkami jego rozmontowywania. W sposób niedopuszczający sprzeciwu Amerykanie nakładają cła na sprowadzane towary. Intencja wydaje się pozornie oczywista. Amerykanie chcą, aby dotychczasowi partnerzy handlowi sprzedawali na rynku amerykańskim towary tylko w takiej wymiarze, za jakie kupują towary amerykańskie. Pośrednio ma to zahamować wzrost zadłużenia USA, który osiągnął niebotyczne rozmiary. Tyle iż takie działanie może być potężnym ciosem w budżety rozwiniętych gospodarczo państw, które w tej chwili są najbliższymi sojusznikami USA. W rezultacie może to prowadzić do zmiany obecnych sojuszy ekonomicznych. Działania amerykańskie mogą prowadzić do osłabienia gospodarek Kanady I Meksyku oraz wyeliminowania np. Unii Europejskiej jako konkurentów dla amerykańskich starań o rynki zbytu w Azji.
Kolejnymi zadziwiającymi posunięciami ekipy Trumpa jest ochładzanie relacji politycznych z Unią Europejską, Kanadą czy Meksykiem połączone z równoczesnym zbliżaniem się do Rosji. Byłoby to zachowanie niewyobrażalne za czasów kadencji prezydenta Bidena. Nie ma to nic wspólnego z uznaniem Putina czy Rosji za przyjaciół.
Zainteresowanie Rosją jest łatwe do wytłumaczenia – jest to zwykły pragmatyzm. Amerykanie nie kierując się emocjami próbują rozwiązywać swoje problemy ale skupiając się bardziej na realizacji swoich celów niż na formie i sposobie ich urzeczywistniania. Rosja jest państwem, które może płacić z dostarczane wyroby i technologie gazem, ropą oraz uranem wzbogaconym do poziomu pozwalającego na zastosowanie go w elektrowniach atomowych. Teoretycznie taka kooperacja może prowadzić do nadmiernego wzmocnienia gospodarczego Rosji i powstania konkurenta podobnego do tego, jakim dzisiaj dla USA są Chiny czy Unia Europejska. Jest to niebezpieczeństwo tylko teoretycznie. Praktycznie, gospodarka rosyjska jest w tak kiepskim stanie, iż będzie mogła stać się znaczącym graczem na świecie nie za kilka, ale za kilkadziesiąt lat. Jest to przyszłość bardzo odległa a sytuacja ekonomiczna obecnego hegemona nie jest najlepsza. Mogą zastosować tezę przedstawioną przez Juliusza Słowackiego w Lilli Wenedzie, iż “nie czas żałować róż, kiedy płoną lasy”.
Może też w amerykańskiej administracji tworzyć się pomysł na stworzenie światowego związku państw posiadających surowce energetyczne. Stąd już jest tylko jeden krok do przekształcenia takiego związku w światowego monopolistę surowców energetycznych. Głównymi udziałowcami takiego sojuszu byłyby Stany Zjednoczone, państwa Arabskie i Rosja.
Już dzisiaj utrzymanie w “ruchu” serwerów I bloków pamięci do obsługi Internetu wymaga użycia energii wytwarzanej przez niejedną elektrowni atomową. o ile jest prawdą, iż nadchodzi era powszechnego stosowania sztucznej inteligencji (AI), to zapotrzebowanie na energię do obsługi AI będzie znacznie większe. Energia stanie się towarem na wagę złota, a jej posiadacze głównymi graczami na arenie międzynarodowej.
Uważam, iż obecne wydarzenia są przygotowaniem do realizacji znacznie ważniejszego celu, jaki stoi przed Amerykanami. Będzie to ostra rywalizacja o rynki państw azjatyckich. Mam na myśli rynki państw o ogromnych populacjach, takich jak Indie, Wietnam, Indonezja, Pakistan, czy Filipiny. w tej chwili stopa życiowa mieszkańców tych państw jest stosunkowo niska. Przykład państw Europy Wschodniej, Rosji czy byłych republik sowieckich pokazał, iż kooperacja z państwami silnymi gospodarczo podnosi zamożność obywateli słabszych ekonomicznie państw. Równocześnie jest korzystne dla państw silnych ekonomicznie, ponieważ zwiększa produkcję w ich zakładach przemysłowych.
Kontynuując, opanowanie rynków azjatyckich byłby źródłem ogromnych dochodów dla USA potrzebnych do utrzymania światowego przywództwa.
Nie będzie problemem brak własnego przemysłu lekkiego. Prawdopodobnie zostanie zastosowane rozwiązanie podobne to sprawdzonego już we wcześniejszych relacjach z Chinami. Amerykanie nie będą tworzyli lekkiego przemysłu na swoim terytorium, ale wybudują ten przemysł na terenie państw azjatyckich. Część produkcji zostanie sprzedana na miejscu, reszta po niskich cenach na rynku amerykańskim.
Wchodzenie na nowe rynki azjatyckie będzie zachodziło w ramach ostrej rywalizacji z Chinami, ponieważ prawdopodobnie Unią Europejską zostanie wcześniej wyłączona z tej gry. Wynik tej realizacji będzie podstawą do powstania nowych relacji polityczno-ekonomicznych przyszłego świata.
Mikołaj Kisielewicz