Kolor słowa – recenzja gry planszowej. Kiedy znudzą Cię Scrabble

59 minut temu

Od krzyżówek po inne gry słowne mają w sobie uniwersalność, której trudno nie lubić. Kolor słowa na pierwszy rzut oka kojarzą się ze Scrabblami, ale gra oferuje kilka twistów, które budują wobec niej sympatię.

Kolor słowa polega na wpisywaniu słów, w których litery wpasujemy w trzy kolory dostępne na planszy. Barwy są losowo dobierane do liter, słowa nie mogą się przecinać tak, jak robilibyśmy to w krzyżówce, a do tego każda runda ma kartę specjalną, która daje bonusowe punkty za wykorzystanie dodatkowej litery czy na przykład napisanie słowa z wylosowanej kategorii tematycznej.

Gra jest prosta do opanowania, a jednocześnie dość różnorodna ze względu na dużo zmiennych elementów, takich jak karty specjalne. Rozgrywkę może rozegrać maksymalnie sześć osób, bo tyle mamy plansz, ale tak naprawdę każdy gra do własnej bramki. Gra wygląda w zasadzie identycznie także w trybie solo, w który, jedyną zmianą są zasady punktowania.

Fot. Wydawnictwo Rebel

Ale jak to wygląda krok po kroku? Każdy gracz dostaje plansze z polami w trzech kolorach – żółtym, niebieskim i czerwonym. Wybieramy też stronę planszy. Jedna strona oferuje bonusy na najmniej pustych pól na koniec rozgrywki, na którą składa się 6 rund, druga – bonusy za wypełnienie kolumny lub rzędu. To na tym polu jest obecna rywalizacja w duchu reguły „kto pierwszy, ten lepszy”.

Następnie losujemy trzy litery i układamy je losowo na trzech planszach kolorów. To główny mechanizm gry: przez całą rundę staramy się wpisywać litery na polach zgodnie z ich kolorem, aby zdobyć dwa punkty. o ile litera znajduje się w wyrazie, ale nie jest wpisana na swoim kolorze, dostajemy za nią tylko jeden punkt, a inne litery nie są punktowane w ogóle. Możemy poruszać się od lewej do prawej i z góry to dołu, także zygzakami, ale każdą literę wykorzystujemy raz. Im więcej pól zajmiemy, im lepsze dopasowanie kolorów, im więcej wylosowanych w rundzie liter – tym bliżej zwycięstwa.

Fot. Wydawnictwo Rebel

Mamy do dyspozycji także specjalne karty premii. Co rundę losujemy jedną kartę, która jest dodatkowo punktowana dla wszystkich graczy. Może to być kategoria tematyczna (np. kino, muzyka czy podróże), pierwsza litera, ilośc liter w wyrazie, zakręt lub linia prosta oraz kolory pól. Kart jest aż 36, a iż w całej rozgrywce wykorzystujemy 6 z nich, to możliwości nie kończą się zbyt szybko. Wszystkie opcje można wygodnie podglądać na bieżąco w instrukcji.

Zaskoczyło mnie, jak dynamiczną grą jest Kolor słowa. Informacja na pudełku przywiduje 20 minut na 6 rund, czyli jedną rozgrywkę, ale w praktyce można przejść przez 6 słów w połowę tego czasu. Na wpisanie słowa mamy 30 sekund, odmierzane klepsydrą, a kombinowanie z 3 liter też nie jest specjalnie skomplikowane.

Fot. Wydawnictwo Rebel

Gra toczy się więc gwałtownie i przyjemnie, można trochę urozmaicić każdą rozgrywkę kartami premii i korzystać z obu stron planszy, aby było bardziej różnorodnie. Natomiast trudno mi wyobrazić sobie, iż poświęcamy tej grze cały wieczór. Przez szybkie tempo rozgrywki myślę, iż Kolor słowa jest w stanie zająć nam godzinkę, jako rozgrzewka do planszówkowego popołudnia. Dobrze sprawdzi się natomiast jako luźna gra imprezowa, a także coś do pogrania z młodszymi graczami. Kompaktowa forma sprawi też, iż będzie można grę zabrać na przykład na podróż do rozluźnienia.

Zobacz również: Warzywa wartościowe – recenzja gry planszowej. Uważaj na załamanie rynku!

Podoba mi się też bardzo, jak planszówka jest wydana. Plansze są czytelne i mają miejsce na liczenie punktów na każdym polu, wszyskie elementy są kolorowe i estetyczne, a pojemność pudełka maksymalnie wykorzystana. Po planszach piszemy suchościeralnymi mazakami, które oczywiście mamy w zestawie razem ze ściereczkami, wszystko czyści się bez problemu i wraca do stanu startowego.

Kolor słowa jest więc planszówką prostą w obsłudze, dynamiczną i przyjemną, która wymaga od nas trochę słownej gimnastyki. Szybkie rozgrywki można urozmaicić kartami premii, a największym ograniczeniem jest fakt, iż w alfabecie bez polskich znaków mamy do dyspozycji jedynie 18 liter. Z tym limitem mierzymy się jednak na co dzień i jakoś sobie radzimy.


Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Rebel. Dziękujemy!

Fot. główna: Kolaż z wykorzystaniem materiałów prasowych Wydawnictwa Rebel.

Idź do oryginalnego materiału