Kreatywność i pasja na CD-Action EXPO. Część druga przeglądu gier ze strefy indie

18 godzin temu

Nasza przygoda w strefie gier niezależnych na tegorocznym CD-Action EXPO trwa w najlepsze. W pierwszej części naszego podsumowania rzuciliśmy światło na kilka niezwykle obiecujących projektów, jednak kreatywność deweloperów, z którymi mieliśmy okazję rozmawiać, nie pozwoliła nam zamknąć tematu w jednym tekście. Przed Wami druga – ale wciąż nie ostatnia! – odsłona naszej targowej relacji.

W tym materiale schodzimy jeszcze głębiej w gąszcz niezależnych pomysłów. Przygotowaliśmy dla Was przekrój kolejnych produkcji, które urzekły nas bezkompromisowym podejściem do gatunkowych ram – od mrocznych, retro-stylizowanych gier RPG akcji, przez piekielnie dynamiczne strzelanki z widokiem z góry, aż po kompletnie odjechane, psychodeliczne zręcznościówki. W poniższym materiale zebraliśmy kolejną porcję najciekawszych odkryć oraz wrażeń z prezentowanych produkcji, które podczas targów szczególnie zapadły nam w pamięć.

Spis Treści

  • Verho: Curse of Faces (Kasur Games)
  • The Declassifier (Troubadour Collective)
  • System Breakdown (Agata Musiał)
  • NO THING (Michał Salewski)
  • Podsumowanie

Verho: Curse of Faces (Kasur Games)

Klątwa Twarzy ogarnęła cały świat. Odsłonięcie twarzy skutkuje natychmiastowym zgonem. Ludzkość stoi na skraju przepaści. Po Epoce Samotności, trwającej 264 lata, pojawił się symbol bezpieczeństwa: maski. Chociaż geneza klątwy wciąż jest owiana tajemnicą, wielu podróżników udaje się do źródła tej plagi z zamiarem odkrycia jej tajemnic. Pragniesz uwolnić świat od tej klątwy czy zamierzasz ujarzmić jej moc dla własnych celów? Wybór należy do ciebie.

Dawid

Do Verho: Curse of Faces podchodziłem trochę z rezerwą. Sporo jest na rynku gier, które graficznie uderzają w retro styl, po to, by przyciągnąć graczy. Verho natomiast, choć także wizualnie opiera się na pikselowej oprawie rodem ze starszych shooterów FPP, kupiło mnie swoim settingiem i pomysłem.

Nie do końca wiem, czy kategoryzować produkcję jako fantasy i postapo, bowiem sądząc po opisie historii, jaka została mi zaserwowana, podróżujemy po świecie, który raz już został zniszczony i jest w fazie odbudowy. My za to jesteśmy śmiałkiem wyruszającym do miejsca, gdzie swój początek miała klątwa, która zdziesiątkowała ludzkość.

Rozgrywką Verho przypomina mi starsze tytuły, jak Hexen i Heretic, ale oparte na konstrukcji świata przedstawionego rodem z Dark Souls. Dużo tutaj eksploracji, walki bronią białą, rzucania czarów oraz rozmów z postaciami niezależnymi. Dla mnie to jedna z tych produkcji, którym zdecydowanie dam szansę.

The Declassifier (Troubadour Collective)

Pełen akcji i zabłąkanych kul, The Declassifier to strzelanka z widokiem z góry osadzona w alternatywnej wersji USA, inspirowanej filmami akcji klasy B z lat 80. Przejmij kontrolę nad niepozornym tirowcem, który w pogoni za zemstą trafia prosto w sam środek rządowych intryg i długo skrywanych tajemnic. Nie pozwól, by dalej prano ludziom mózgi, a być może to właśnie ty okażesz się jedyną osobą zdolną przywrócić obywatelom wolność… demokratycznie… mniej więcej.

Dawid

Declassifier to była dla mnie gra tych targów. Świetny artstyle, responsywne sterowanie i naprawdę solidny, gwałtownie gameplay sprawiły, iż to właśnie tej produkcji nie potrafię wyrzucić ze swojej głowy i to do niej powracam myślami. jeżeli jakikolwiek tytuł powinien zostać nazwany duchowym spadkobiercą Hotline Miami, to jest nim właśnie The Declassifier.

Wszystko wydaje się tutaj podobne: perspektywa z lotu ptaka, agresywność przeciwników, używanie broni palnej czy struktura misji. Podoba mi się również, iż gra opiera swoją historię na ujawnianiu teorii spiskowych, a jak twierdzą twórcy, każda z nich jest prawdziwa. jeżeli tak, to na gracza czeka ostra jazda bez trzymanki. Jedyne czego mi zabrakło w The Declassifier to brutalności. Krwi jest tu stosunkowo mało, a egzekucja kopniakiem wygląda bardzo, ale to bardzo biednie. Tak czy siak, patrzę sobie zęby na ten tytuł i nie mogę się go doczekać.

System Breakdown (Agata Musiał)

System Breakdown to coś więcej niż zwykły twin-stick shooter. Aby przetrwać, musisz grać agresywnie. Przełączaj się między broniami, aby uzupełniać amunicję. Wykonuj finishery, by odzyskać zdrowie. Korzystaj ze specjalnych usprawnień, aby niszczyć pancerze blaszanych maszyn i ładować swoją FURIĘ. jeżeli lubisz gry takie jak RUINER czy Kill Knight — poczujesz się tutaj jak w domu.

Dawid

Początek ogrywania System Break Down nie należał do łatwych. Najpierw musiałem przyzwyczaić się do sterowania bohaterem, który przy pierwszym kontakcie wydawał się “pływać” i reagować z opóźnieniem. Z czasem zacząłem jednak coraz lepiej rozumieć mechanikę walki i jej działanie. Po parunastu porażkach wreszcie byłem w stanie podjąć rzucaną mi rękawicę.

System Break Down to twin stick shooter, który ujął mnie przede wszystkim pomysłem, podczas potykania się z wrogami musimy decydować w locie czy atakujemy, kradniemy im amunicję, czy dokonujemy egzekucji, by odzyskać odrobinę życia. Agresywność jest nagradzana, a przejście do defensywy sromotnie karane. Zmiana podejścia nie jest wcale taka prosta i wymaga skupienia, ale satysfakcja z rozbicia chmary przeciwników na arenie była ogromna. Mimo braku usprawnień (a przynajmniej ja do takich w grze nie dotarłem), dało się odczuć realny progres poprzez szlifowanie umiejętności. Z tego powodu do System Break Down z chęcią powrócę, gdy gra pojawi się już w pełnej krasie.

NO THING (Michał Salewski)

NO THING to minimalistyczna i psychodeliczna gra zręcznościowa z elementami czarnego humoru, osadzona w totalitarnej, futurystycznej wersji roku 1994. Wcielasz się w postać urzędnika, którego zadaniem jest dostarczenie ważnej wiadomości do Królowej Lodu

Dawid

Mam jedno słowo: BANANY, z tym kojarzy mi się ta gra. Z unikatowym kontrolerem, który dał mi srogo popalić, zanim załapałem, jak bardzo jest czuły. NO THING to uzależniająca gierka, w której poruszamy się jedynie w lewo lub prawo, starając się nie wypaść z trasy. A o to na kolejnych poziomach (te im dalej w las zaczynają być coraz bardziej psychodeliczne) wcale nie trudno. Podczas ogrywania tego tytułu obudził się we mnie syndrom “kolejnego runa” i trzeba było mnie siłą odciągać od stoiska. I to nie przez banany!

Podsumowanie

Druga część naszych wrażeń ze strefy indie na CD-Action EXPO dobiega końca, ale to wcale nie oznacza finału naszej podróży po morzu kreatywności. Zaprezentowane wyżej tytuły dobitnie udowodniły, iż scena niezależna potrafi zaskoczyć na każdym kroku, oferując unikalne mechaniki i ogromną dawkę pasji, której na próżno szukać w bezpiecznych, wysokobudżetowych produkcjach.

Opisane dzisiaj gry to jednak wciąż tylko kolejny przystanek na naszej trasie. Na targowych stoiskach działo się tak wiele, iż przed nami wciąż jeszcze sporo świetnych projektów do omówienia. Dlatego nie odchodźcie daleko od ekranów – już teraz zapraszamy Was na trzecią, finałową część naszego podsumowania, w której ostatecznie zamkniemy temat tego, co najlepsze w tegorocznej strefie niezależnej!


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.

Idź do oryginalnego materiału