
Lód, sztylet, błyskawica i szpon. Recenzja: Marvel Dice Throne: X-men vol. 1
Ciekawą rzecz się z Wami podzielę- ostatnie podsumowanie roku wprawiło mnie w osłupienie. W natłoku premier, goniących terminów i wciąż napływających tytułów, gdzieś mi umknęło, by zasiąść choć na chwilę do gier jednego z moich ulubionych wydawnictw. Skandal! Niby pojawiały się wpisy na Instagramie o Hen Daleko (wstyd, iż jeszcze nie skrobnąłem recenzji- nadrobię!) i kieszonkowej wersji Sherlocka, ale przecież ich produkty zasługują na dużo większą uwagę! W tym roku mam postanowienie to nadgonić. Zapraszam do recenzji!Informacje/Pierwsze Wrażenia:

Marvel Dice Throne: X-men vol. 1 to jedno z dwóch wydanych niedawno gigaboxów rozbudowujących popularną planszówkową serię o komiksowych bohaterów. Już kiedyś była taka akcja- pamiętacie? Mogliśmy zagrać Lokim, Scarlet Witch, Spider- Manem i Thorem. W drugim zestawie pojawili się Czarna Pantera, Czarna Wdowa, Kapitan Marvel i Doktor Strange. Tym razem skupiamy się na X-menach!

W podłużnym pudełku- już nam znanym- znajdziemy czterech nowych bohaterów, z unikalnymi komponentami i zdolnościami. Drużynę Dice Throne rozbudują zatem Iceman, Psylocke, Storm i Wolverine. Każdy z nich posiada własną planszę, liczniki Punktów Wytrzymałości oraz Punktów Walki, planszetki informacyjne, customowe kostki, karty i żetony. Wszystko umieszczone jest w jednej, wielkiej wyprasce (byliśmy już przygotowani, iż zrezygnowano z indywidualnych pudełeczek).

Nie znacie Dice Throne? Jest to jedna z najpopularniejszych w Polsce gier pojedynkowych, do której zasiąść można w składzie 2-6 osób. Wystarczy mieć ukończony 8 rok życia i dysponować wolną chwilą (20-40 minut). Zapytacie pewnie- jeżeli grać może szóstka, to dlaczego w pudełku jest zaledwie czterech bohaterów? Odpowiedź jest prosta- każdy zestaw Dice Throne można dowolnie łączyć z innymi produktami z serii. I choć klasycznie (i według mnie) najlepiej gra się dwuosobowo, to fani grupowej masakry też się znajdą, a dzięki wydawnictwu Lucky Duck Games- mają naprawdę bogaty wybór jeżeli chodzi o różnorodność herosów (ponad 9 pudełek standardowych i 4 duże)!
Zasady:

By zachować kompatybilność serii, poszczególne pudełka nie komplikują, ani nie zmieniają podstawowych założeń. Szczegółowe zasady możecie przyswoić w instrukcji, bądź na stronie wydawnictwa. Co więcej- w necie łatwo znaleźć filmiki wyjaśniające grę. Tutaj przedstawimy tylko zarys ogólny całej zabawy.

Celem Dice Throne jest oczywiście pozbawienie przeciwnika punktów wytrzymałości (50). Gra trwa więc kilka do kilkunastu naprzemiennych tur, w których uczestnicy podążają według ustalonego schematu. Pierwsza czynność to Utrzymanie- rozpatrujemy ją, gdy jest taka potrzeba (np. odpala się moc żetonu). Następnie pobieramy Dochód- 1 Punkt Walki i 1 kartę. Trzeci etap to Faza Główna. To tutaj zagrywamy ulepszenia na swoją planszetkę, a także i inne karty oznaczone FG, opłacając ich koszt. Uwaga! W tym momencie można odrzucać zalegające na ręce karty, wymieniając je na Punkty Walki. Czwarty Etap to rzut kostkami. Ten dzieli się na Ofensywę i Defensywę- i najprościej rzecz ujmując- polega na wyturlaniu odpowiednich pokerowych figur, które dzięki naszej planszetce bohatera, pozwolą odpalić unikatową dla nas zdolność (odpowiednio- atakującą, bądź broniącą). Niezależnie czy atak się powiódł, czy nie, przechodzimy do drugiej FG (identycznie, jak wyżej). Kończąc turę, odrzucamy karty, by mieć ich 6 na ręku.
Wrażenia:

To, iż jestem wielkim fanem Dice Throne'a jest chyba oczywiste, prawda? Zresztą cała koncepcja tych prostych, dynamicznych i odstresowujących gierek (i nie tylko o recenzowany tytuł mi chodzi, ale także o Unmatched) to dla mnie nerdowski majstersztyk. Takie wręcz planszowe panaceum. Jest tu wszystko w najlepszej proporcji- trochę zasad, lekkość poznania, szczypta móżdżenia, ciągła atencja (skupieni jesteśmy także w ruchu przeciwnika, bo możemy wtedy zagrywać karty), interakcja, geekowskie (acz nienachalne) zaplecze, kunszt wykonania, spore emocje... Wymieniać można jeszcze długo- ale sprowadza się to do jednej rzeczy. Są to gierki, które stanowią plasterki na szarą codzienność. Po to siada się do stołu- by po ciężkim dniu zagrać i odstresować się przy takiej planszówce.

Zrozumcie więc, iż jeżeli do gry, która należy do topki, ktoś wkleja moją młodzieńczą miłość (Scarlet Witch, bądź Sztorm), to nie mogę wypowiadać się obojętnie i wydać negatywnego wyroku 😂. Będę po prostu wielbił tytuł jeszcze bardziej! Ale! Szczerze? Bałem się, iż to może nie wypalić. Pojawiła się gdzieś z tyłu głowy taka myśl. Tymczasem bardzo pozytywnie odebrałem koncepcję wykorzystania zdolności herosów. Nie są "przekokszone", ale zapewniają twist nadający im charakteru. Sztorm posiada ciekawą możliwość "naelektryzowania" swoich ataków (sprytne "rozwijanie" burzy). Psylocke, jako zabójczyni, dostaje dodatkową kostkę, która ma odzwierciedlić przygotowanie psychiczne i fizyczne do walki. Jej uderzenia może nie są mocne, natomiast zyskują dużą precyzję, co przy możliwości blokowania psychicznego (paraliż) i zwinnym unikom, daje spora przewagę. Iceman- jak zawsze czarujący- błysnął kartami nawiązującymi do popkultury (Kraina Lodu, Gra o Szron). Jego zdolność ślizgu jest przepotężna (relatywnie sprowadza się do podwójnego ataku), na szczęście (dla przeciwnika) dość trudno ją odpalić (Boby musi sporo pomrozić!). Wolverine oparty jest o wściekłość i brutalność. Kumam, iż może być zabójczy, ale jedynie do niego mam małe zastrzeżenie. Gość dysponuje totalnie nikłą zdolnością regeneracji (to i tak coś, biorąc pod uwagę, iż leczenie jest sporadyczne w Dice Throne). Spodziewałem się, iż będzie wojownikiem nie do zabicia- tymczasem z dobrym combem, pada jak każdy inny 😂.

Czy jest potrzeba, by przypomnieć o tym, iż uwielbiam Dice Throne, jego piękne wykonanie, dynamiczny przebieg (który generuje sporo emocji) i dostarczaną przez niego czystą frajdę z turlania? Chyba nie. jeżeli jeszcze nie mieliście okazji gry poznać- to znaczy, iż koniecznie musicie spróbować! Przypominam, iż poza monstrualnymi wersjami Marvela, dostępne są jeszcze małe pudełeczka- idealne na start. Ja ze swojej strony mogę powiedzieć, iż X-men nam się spodobał, odkurzył miłość do tej kościanki i pozwolił na nowo cieszyć się z serii Dice Throne. Podejrzewam, iż niejeden komiksiarz podzieli nasze zdanie!
Plusy:
+ odświeżenie serii
+ wciąż interesująca pozycja kościana
+ totalnie samowystarczalny tytuł (można grać bez innych pudełek)
+ możliwość łączenia z innymi postaciami
+ nowe grywalne postaci
+ interakcja
+ lekka gierka dla wszystkich
+ wysoka jakość wydania
+ regrywalność
+ polska wersja!
+ wysoka jakość wydania
+ regrywalność
+ polska wersja!
+ X-men
Minusy:
(uchybień nie stwierdzono)



















