Lutnik – recenzja gry planszowej. Przepiękne, solidne euro niepozbawione wad

2 godzin temu

Na wstępie napiszę, iż nie jestem fanem muzyki klasycznej oraz mam znikomą wiedzę na temat instrumentów muzycznych (taki jest motyw przewodni tej gry), co sprawiło, iż w pierwszym odruchu w ogóle nie myślałem o Lutniku jako o grze dla siebie. Gdy jednak zobaczyłem pierwsze materiały ukazujące tę planszówkę w pełnej krasie – zaryzykowałem i się opłaciło. Zapraszam do mojej recenzji gry planszowej Lutnik od wydawnictwa Lucky Duck Games.

Rozgrywka w Lutnika zabiera graczy do Europy Zachodniej w szczytowym okresie muzyki klasycystycznej, gdzie sztuka instrumentu opierała się na utalentowanych rzemieślnikach, mecenasach sztuki, wirtuozach i sławnych kompozytorach, takich jak Bach, Mozart czy Beethoven.

– opis wydawcy

Znacie więc już tematykę tej gry, ale co konkretnie będziemy w niej robić? Otóż – jak na euro z prawdziwego zdarzenia przystało – będziemy m.in. pozyskiwać materiały do wytwarzania instrumentów, ćwiczyć do występów muzycznych, wykonywać naprawy czy spełniać zachcianki patronów. W grze pokierujemy jedną z rodzin, którą będziemy starać się wynieść na piedestał najbardziej utalentowanych rzemieślników specjalizujących się w instrumentach.

źródło: materiały prasowe

Grę oparto na mechanice worker placement, a więc w fazie planowania będziemy kłaść swoje pionki (zakryte!) na odpowiednie pola na planszy, aby wykonać interesujące nas akcje. Nie będzie to jednak proste, ponieważ piony mają różną siłę inicjatywy. Wyższa wartość będzie determinowała pierwszeństwo wykonywania danej akcji. Zatem, jeżeli nie będziemy pierwsi w kolejności, inni współgracze mogą zabrać to, na co mieliśmy chrapkę, i pokrzyżować nam plany.

Będziemy także zarządzać swoimi zasobami w postaci monet, surowców do budowy/naprawy instrumentów. Każda karta patrona, którą dobierzemy, będzie określała pewne cele do zrealizowania: budowa/naprawa instrumentu muzycznego lub przygotowanie występu. Realizując te cele, zdobywamy punkty zwycięstwa i dodatkowe profity, które wpływają na całą rozgrywkę. Przy okazji spełniania zachcianek patronów będziemy umieszczać się w orkiestrze na odpowiednich polach. W tym aspekcie jest to swoistego rodzaju wyścig, bowiem kto pierwszy, ten lepszy. Walczymy o jak najlepsze bonusy i pozycję w orkiestrze. Najbardziej prestiżowe, ale też najbardziej czasochłonne, jest utworzenie nowego instrumentu, za pomocą którego zajmiemy w orkiestrze pozycję lidera, co da nam punkty na koniec gry. Za to występowanie na scenie lub naprawianie instrumentów są łatwiejsze do zrealizowania, ale nie dają gwarancji zachowania pozycji lidera.

W Lutniku najważniejsze jest jak najlepsze zmaksymalizowanie swoich ruchów. Wygrywa ten z graczy, który na koniec gry zdobędzie najwięcej punktów zwycięstwa. Praktycznie w każdym aspekcie jest to wyścig – o jak najlepsze karty patronów, o jak najlepsze i pasujące do nich instrumenty, o jak najlepszą pozycję w orkiestrze czy też w końcu o nagrody publiczne, których zdobycie daje dodatkowe punkty.

źródło: materiały prasowe

Tak wygląda przybliżony zarys rozgrywki, natomiast niuansów jest znacznie więcej – mamy różnorodne tory, na których awansujemy i zdobywamy profity tj.: tor reputacji, tor biegłości rzemiosła oraz tor biegłości występów. Nie będę się rozpisywał na ich temat, ale musicie wiedzieć jedno – nie jest to gra dla początkujących, choć po poznaniu zasad wszystko wydaje się jasne i klarowne. Jednak, aby wycisnąć ze swoich akcji jak najwięcej, trzeba się nieźle nagłowić. Instrukcja daje radę – po jej przeczytaniu nie było żadnych niedomówień i nie trzeba było do niej zaglądać co chwila. To duży plus, bo nie każda gra euro
jest tak przystępna w tym zakresie jak ta.

Przejdę teraz do wykonania, ponieważ jest to coś, co zasługuje na szczególną pochwałę. Zaznaczę w tym miejscu, iż testowałem wersję DELUXE z dwuwarstwowymi planszetkami graczy i metalowymi monetami. Co tu dużo pisać – gra jest po prostu przepiękna. Zaczynając od planszy głównej, po ilustracje na kartach, a kończąc na żetonach oraz pomniejszych planszetkach. Moi współgracze byli tak samo zachwyceni warstwą wizualną, jak ja. Nie mogliśmy nacieszyć oczu urokiem zawartości tego niemałego zresztą pudła.

Jak na grę euro mamy tutaj naprawdę dobrze zgrywający się temat gry z mechanikami. Na każdym kroku czujemy, iż obcujemy z instrumentami i spotykamy patronów znanych z historii muzyki klasycznej czy też historii w ogóle. Wspomagane jest to wszystko cudowną jakością wykonania i grafikami, które dodają klimatu. Myślę, iż fani takiej tematyki docenia to jeszcze bardziej niż ja.

Przejdźmy teraz do dwóch głównych minusów tej gry. Pierwszym z nich jest ogromny downtime. Rozgrywałem swoje partie w gronie 4-osobowym i powiem szczerze, iż odradzam takie rozwiązanie. Rozgrywka w 2-3 osoby będzie w tym wypadku najlepsza, ponieważ przestoje, jakie się tutaj tworzą, mogą doprowadzić graczy do irytacji.

W związku z tym, iż rozmieszczamy się na różnych polach planszy, może zdarzyć się sytuacja, w której 3 graczy będzie wykonywać swoje czynności w odpowiedniej kolejności, bo umieścili na danym polu swój znacznik, a 4. gracz, który nie zajął tego pola, będzie się tylko temu przyglądać. Ba! Mieliśmy kilka takich sytuacji, iż w czasie rozpatrywania akcji jedna z koleżanek odeszła od stołu na 5 minut, a po jej powrocie akcja przez cały czas nie była zakończona. Ponadto dużo rzeczy trzeba sobie przemyśleć, nie możemy brać dowolnych patronów, czy zajmować losowych miejsc w orkiestrze – wszystko powinno ze sobą współgrać, jeżeli chcemy zdobyć jak najwięcej punktów zwycięstwa. To wszystko powoduje, iż gra strasznie się dłuży i dla wielu może to być aspekt nie do przeskoczenia.

źródło: materiały prasowe

Drugi z minusów to losowość. Jak na grę euro – jest jej tu sporo. Dla przykładu: czekałem CAŁE 3 rundy na konkretny rodzaj występu, by w 4 rundzie w końcu go zdobyć i wykonać, ale rzut kostkami zaprzepaścił cały trud w to włożony. Tak, w tej grze będziemy też wykonywać rzuty kostkami, które nie zawsze będą się nas słuchały. Poza tym cała gra opiera się na zdobywaniu odpowiednich kart – jeżeli ktoś nam je zwinie sprzed nosa, ciężko będzie zaplanować coś innego, co da nam podobne korzyści. Oczywiście tą losowością można zarządzać lub umieścić najsilniejszy pionek na danym polu tak, by mieć pewność, iż zdobędziemy interesującą nas kartę. Ponadto każdy z patronów ma do zrealizowania różne cele, którymi możemy żonglować. Nie jest to więc jakiś wielki mankament, ale uczulam, iż nie jest to gra euro, w której zawsze będziemy kontrolować wszystko, co się dzieje na planszy.

Reasumując, grę oceniam bardzo pozytywnie. Nie jest to idealna gra euro, bo ma swoje małe mankamenty. Przede wszystkim nie usiadłbym do niej w większym gronie. 2-3 graczy to dla mnie absolutne maksimum. Można się wtedy przy tym tytule dobrze bawić, a przestoje nie męczą na tyle, aby przesłonić radochę płynącą z rozgrywki. Mechaniki występujące w Lutniku ładnie się ze sobą zazębiają i dają satysfakcję w końcowym rozrachunku, gdy uda nam się wykonać akcję, tak jak sobie to zaplanowaliśmy. Losowość czasem potrafi dokuczyć, ale ostatecznie da się na to przymknąć oko. No i wykonanie – prawdziwy miód dla oczu. Nie pamiętam, kiedy ostatnio rozłożyłem planszówkę i podziwiałem jej wykonanie przez paręnaście minut. jeżeli lubujecie się w takiej tematyce oraz grach euro i niestraszny wam jest długi czas rozgrywki – śmiało kupujcie, nie zawiedziecie się!


Fot. główna: materiały prasowe (Lucky Duck Games)

Idź do oryginalnego materiału