
Nazywam się Piotrek, 8 lat temu podczas remontu domu choćby nie miałem pojęcia, co to jest PoE. Teraz nadrabiam, z pomocą niewielkiej białej skrzynki.
Ta skrzynka, która właśnie doczekała się towarzystwa drugiej, identycznej, to SG2005P-PD. Pod tą nazwą kryje się urządzenie, które pomogło mi ograniczyć liczbę dziur w ścianach do minimum, umożliwiając realizację niecnego planu.

Jakie dziury w ścianach i jaki plan?
Plan był taki, żeby w końcu zainstalować odpowiednią liczbę kamer w ogrodzie, uzupełniając je jeszcze o router 5G i punkt dostępowy WiFi. Mógłbym do każdego z tych sprzętów pociągnąć osobny kabel z zasilaniem i – opcjonalnie – kabel LAN, ale tego na liście zadań nie było.
Zamiast tego było podłączenie tych wszystkich urządzeń przez PoE, zapewniając sobie i najlepszą, najstabilniejszą opcję połączeniową, i – od razu, w jednym kablu – zasilanie.
Tyle tylko, iż z mojego domu na zewnątrz wychodziło równo zero kabli LAN czy jakichkolwiek elementów sieciowych, do których ten kabel można byłoby przyłączyć. Zostawała więc opcja wiercenia osobnego otworu na każdy przewód albo ograniczenia liczby otworów i rozdzielenia jednego przewodu na wiele już na zewnątrz.
I w tym miejscu do gry wszedł SG2005P-PD.
Co to jest? Po prostu switch PoE, do którego doprowadzamy od strony domu – jednym przewodem – „internet” i zasilanie, a w zamian dostajemy 4 porty PoE. Proste – jeden otwór w ścianie, cztery urządzenia do podłączenia w ogrodzie. Uznałem, iż – pomijając na razie kwestię finansową, o której za chwilę – to uczciwa propozycja.
Dość istotne było przy tym dla mnie, żeby tej mocy z każdego złącza było maksymalnie dużo. Owszem, większość podpiętych kamer nie pobiera przez dużą część dnia zbyt wiele prądu, ale w trybie nocnym, przy aktywnym podświetleniu na maksymalnym poziomie, potrafią spokojnie przekroczyć 20 W. Maksymalne 30 W na port z SG2005P-PD brzmiało więc dobrze i zresztą sprawdziło się w praktyce.
Jedyne, o czym warto tutaj pamiętać, to o fakcie, iż budżet PoE jest tutaj trochę ogwiazdkowany. Tj. teoretycznie maksymalnie SG2005P-PD da nam 30 W na gniazdo, ale już sumarycznie jest w stanie dostarczyć 64 W (przy zasilaczu 90 W).
Dla formalności – początkowo korzystałem z zasilacza 30 W, co teoretycznie przekłada się na maksymalny budżet 19 W. Bez problemu starczało to na 3, w porywach 4 proste kamery PoE (takie jak Annke C500), ale już podpięcie Reolink Elite Pro do kompletu w nocy przeciążało cały system. Przy zasilaniu z zasilacza 60 W (budżet PoE: 44 W) ten problem całkowicie zniknął. Ba, choćby dwa Reolinki świecące w nocy jednocześnie nie mają większego problemu.
SG2005P-PD spisał się przy tym na tyle dobrze, iż niedawno… dokupiłem drugiego.
Co sprawiło, iż z dwoma otworami w ścianie dotaraczyłem sobie 8 gniazd PoE na dworze. Dokładnie tylu, ile potrzebowałem.
I przy okazji dostałem choćby więcej, niż początkowo potrzebowałem.
Co adekwatnie potrafi SG2005P-PD?
Po pierwsze – co dość najważniejsze – potrafi… być na dworze. Przyznaję się przy tym, iż pomimo spełnienia przez niego „zaledwie” normy IP55 zaryzykowałem i zamontowałem go bezpośrednio na ścianie zewnętrznej domu (a adekwatnie to słupie przy niej). Nie jest za bardzo pod żadnym daszkiem, ale też trudno mi uczciwie przyznać, iż jest jakoś wyraźnie osłonięty.
I co? I kompletnie nic. Pierwszy SG2005P-PD wisi tak od długich, długich miesięcy, może choćby dłużej – i kompletnie nic mu nie jest. W środku – przynajmniej w części wtyczkowej – jest suchy i czysty, może tylko trochę poszarzał z wierzchu, co było widoczne po montażu tuż obok drugiego egzemplarza. Deszcz, śnieg i wiatr jakoś nie robiły na nim wrażenia.
Jedyne, czego w kwestiach instalacyjnych nie do końca rozumiem, to lokalizacja otworów wyjściowych na przewody. Ich umieszczenie bliżej frontowej części urządzenia dość wyraźnie utrudnia poprowadzenie kabli bliżej „podstawy”. Do tego przy przewodach różnej długości, szerokości i kształtu ogólnego, trzeba się trochę nasiłować z zaślepką, żeby ją skutecznie zamknąć – a i tak czasem wystają jej „ząbki”, co widać niestety na powyższych zdjęciach (już poprawiłem).
Poza tym SG2005P-PD potrafi, przyznaję to szczerze, za dużo.
Nie jest to bowiem zwykły switch, nie jest to też zwykły switch zarządzalny (czym tam zarządzalny-lite), a switch zarządzalny poziomu L2/L2+, z którego większości funkcji… absolutnie nigdy nie skorzystałem. Zresztą choćby nie planowałem tego robić.

Z tego jednak, iż nie jest to najzwyklejszy, najprostszy switch, płyną jednak trzy główne zalety.
Po pierwsze – bardzo ładnie rozbudowuje to moją domową mapkę infrastruktury sieciowej Omady. I wiem dobrze, iż w tej kwestii nie jestem jedyny.
Po drugie – i trochę bardziej istotne – dostajemy tutaj opcję PoE Recovery w wersji automatycznej albo manualnego resetowania portu z urządzeniem, które nie odpowiada. I choć nie przypominam sobie przypadku, kiedy musiałem zresetować którąś z moich kamer, to dobrze wiedzieć, iż jeżeli coś tam się zwiesi, to jestem kryty bez łażenia po domu i zrzucania bezpieczników.
Po trzecie – i to jest coś, o czym początkowo choćby nie myślałem, zarządzalność SG2005P-PD daje opcję tworzenia VLAN-ów. Przydało się to już raz przy podłączeniu właśnie przez tego switcha routera 5G, przyda się też przy „wyprowadzaniu” kamer bezpieczeństwa do osobnej sieci.

Przyjemnie – choć nie wiem, czy aż tak bardzo użyteczne – jest też pokazywanie aktualnego pozostałego budżetu PoE i zużycia poszczególnych podłączonych urządzeń. Przy wolnych portach pozwala nam to bez większego szacowania stwierdzić, czy pozostało miejsce na tym zasilaczu na coś mocniejszego, czy może choćby nie ma co próbować się podpinać.
Chętnie przy tym zobaczyłbym coś takiego, ale z serii Agile.
SG2005P-PD należy do serii Access, czyli teoretycznie „prawie najniższej” w hierarchii Omady, ale wciąż grupującej sprzęty, za które trzeba trochę zapłacić. I tak przykładowo – switcha z tego tekstu kupiłem ostatnio za ok. 420 zł.
Nie jest to może fortuna, ale jak na moje potrzeby i wykorzystanie możliwości SG2005P-PD – mogłoby być trochę taniej. Kto wie, może w przyszłości coś podobnego pojawi się w serii Agile (początek oznaczeń – ES), gdzie dostajemy VLAN-y, integrację z kontrolerem i inne absolutne podstawy, a jednocześnie jest… zauważalnie taniej. Sam zresztą korzystam z dwóch ES208G i jakoś nie mogę napisać, żeby mi czegokolwiek brakowało.
Oby coś takiego pojawiło się na rynku, bo pewnie przyjdzie czas, gdzie będę potrzebował trzeciego takiego switcha…

















