
Bugatti robi telewizor za 400 tysięcy dolarów. jeżeli grasz na PlayStation 5, to raczej go nie kupuj.
Rynek telewizorów od lat próbuje udawać, iż jest normalny. Że wszystko da się sprowadzić do porównania jasności, liczby stref, input laga i tego, czy producent łaskawie nie zapomniał o Dolby Vision. Ale raz na jakiś czas pojawia się produkt, który wywraca stolik, wchodzi na niego i krzyczy: „To nie jest sprzęt dla ciebie”. I właśnie taki produkt pokazało Bugatti.
Tak, Bugatti – marka od samochodów, które kosztują tyle, co mieszkania (w liczbie mnogiej) w centrum Warszawy. Teraz ma telewizor. I oczywiście kosztuje tyle, co samochód.
Telewizor, który chowa się pod ziemię
Bugatti N1 powstał we współpracy z austriacką firmą C Seed, która od lat specjalizuje się w telewizorach dla ludzi, którzy mają prywatne wyspy. Gdy telewizor nie jest używany, można go chować do obudowy podłogowej, a po 45 sekundach można go rozłożyć do postaci dużego ekranu, jak gdyby nigdy nic.. Telewizor składa się jak Transformer i znika w podłodze, kiedy go nie potrzebujesz. Całość powstaje z modułów, które rozkładają się niczym skrzydła futurystycznego drona.
Wzornictwo inspirowane jest Bugatti Tourbillon – czyli samochodem, który większość z nas widziała tylko na zdjęciach, a nieliczni w konfiguratorze zanim zorientowali się, iż nie stać ich choćby na opony.
Micro-LED, czyli technologia dla tych, którzy nie muszą pytać o cenę
Bugatti N1Bugatti N1 dostępny jest w dwóch rozmiarach: 110 i 137 cali. Oba oferują 4K i 1000 nitów jasności, co jak na Micro-LED jest wartością raczej symboliczną – bo tu nie chodzi o bicie rekordów HDR, tylko o to, iż masz w salonie kawałek technologii kinowej.
Technologia Micro-LED wciąż jest na etapie „dla wybranych”. Samsung, Sony, LG, Hisense i TCL próbują to komercjalizować, ale wciąż mówimy o cenach, które bardziej pasują do segmentu nieruchomości premium niż RTV.
Dla porównania: TCL niedawno obniżył cenę swojego 163‑calowego Micro-LED z 110 tys. dol. do 36,5 tys. I to wciąż jest telewizor, który trzeba odebrać osobiście w Chinach, bo nikt nie chce go wysyłać kurierem.
HDMI 2.0 w telewizorze za 400 tys. dol. Tak, dobrze czytasz
Najbardziej absurdalny element Bugatti N1? Złącza. Telewizor za prawie pół miliona dolarów oferuje… HDMI 2.0. Nie 2.1. Nie 2.1a. Nie jakieś własnościowe coś. Po prostu HDMI 2.0.
Bugatti N1 (po złożeniu)Czyli jeżeli masz PlayStation 5, Xboxa Series X albo PC z RTX 5090, to możesz zapomnieć o 4K 120 Hz. Bugatti N1 nie jest dla graczy. To telewizor dla ludzi, którzy nie grają – bo mają jacht, helikopter i własną winnicę.
Cena? Adekwatna do sportowej fury
Bugatti nie próbuje konkurować z Samsungiem S95, LG G czy Sony Bravią 9. To nie jest telewizor do mieszkania. To jest telewizor do rezydencji.
Do domu, w którym telewizor nie stoi na komodzie z Ikei, tylko wyjeżdża z podłogi obok panoramicznego okna z widokiem na jezioro Garda. Do wnętrza, gdzie architekt wnętrz mówi „tu będzie telewizor”, a instalator odpowiada „dobrze, przygotuję windę hydrauliczną”.
Telewizor jako symbol statusu, nie urządzenie
Bugatti N1 jest jak zegarek za 1,5 mln zł. Nie kupujesz go, żeby sprawdzać godzinę. Kupujesz go, żeby ludzie wiedzieli, iż możesz go kupić.
Czy to ma sens? Dla przeciętnego użytkownika – absolutnie nie. Dla entuzjastów technologii – jest to ciekawostka, która pokazuje, jak daleko można przesunąć granicę, kiedy pieniądze przestają być problemem. Dla branży – to kolejny dowód, iż Micro-LED będzie przez lata technologią „dla nielicznych”.
Bugatti N1Ale jest w tym coś fascynującego. Telewizor, który składa się jak mechaniczna rzeźba, wygląda jak część supersamochodu i kosztuje tyle, co Porsche 911 Turbo S, jest jednocześnie zapowiedzią przyszłości. Bo za dekadę Micro-LED trafi do zwykłych telewizorów. I wtedy będziemy wspominać Bugatti N1 jako dziwaczny, luksusowy prototyp tego, co później stanie się standardem.
Czy Bugatti N1 jest potrzebny?
Nie.
Czy jest imponujący?
Tak.
Czy jest sensowny?
Zależy, czy masz miejsce w tej swojej szwajcarskiej rezydencji.














