Myślałem, iż Thermomix budzi najwięcej emocji. Chaos sieje ktoś zupełnie inny

konto.spidersweb.pl 1 godzina temu

Za wygodę zapłaciliśmy okrutną karę – kuchnie opanowały urządzenia dosłownie opętane.

Dopiero od niedawna kuchnie stały się miejscem, gdzie nie liczy się wyłącznie praktyczność, energooszczędność i cena, ale też coś znacznie więcej. Oczywiście, kupowano urządzenia tańsze albo droższe, jakości lepszej lub mniejszej. Kierowano się gustem i wyglądem, ale zakup nie budził tyle emocji, co wybór telefonu, auta czy samochodu. Niewykluczone, iż na marginesie marginesu toczyły się kuchenne dyskusje, po których uczestnicy przestawali odzywać się do siebie na długie lata, ale przeważnie na nikim nie robiło specjalnego wrażenia, iż kupiło się taki i taki model piekarnika, lodówki czy blendera.

Dodajcie jednak po chwili, iż zdecydowaliście się również na przesiadkę z Androida na iOS-a, przyjechaliście elektrykiem albo po prostu postawiliście na francuską markę, a przed chwilą obojętni, znudzeni towarzysze, których wydawać by się mogło nic nie wybudzi z letargu, zaczną żywo i głośno przemawiać.

Dużo w tym temacie zmienił Thermomix. Może stereotypowe podejście jest przesadzone, ale urządzenie doczekało się jednak poważnych analiz, w których sami profesorowie przyznawali, iż kuchenny sprzęt stał się symbolem statusu. Mieć inteligentny garnek w kuchni to udowadniać swoją pozycję lub przynajmniej zasygnalizować aspirację.

Air fryer zdemokratyzował kuchnie, ale i on coś nam mówi: ktoś chce odżywiać się zdrowo, ktoś stawia na czas, a może po prostu chce być na bieżąco z trendami. Widzisz, iż ktoś podaje ci wodę nagazowaną w saturatorze i też możesz pewnych faktów się domyślać. Oho, chyba ktoś nie polubił się z systemem kaucyjnym! Albo: oho, ktoś tu chyba jest za ekologią i sprzeciwia się nadmiarowi plastiku. Idzie za tym jakiś komunikat. W końcu choćby wybór kształtu air fryera albo rączki w saturatorze jest sugestią, iż to nie jest wyłącznie przedmiot, który ma spełniać swoją funkcję. Wymagamy od niego czegoś jeszcze.

Wcale nie musi tak być i możemy sobie tylko dopowiadać to, co nam się wydaje, ale już samo to jest pewnego rodzaju nowością. Sprzęty kuchenne awansowały i można oceniać je w zupełnie innych kategoriach. Nikt nie kupuje Thermomiksów tylko dlatego, iż musi coś jeść, aby przeżyć.

I pewnie trochę tak było od zawsze. Zdarzało się, iż ktoś kupował zdecydowanie zbyt dużą lodówkę, w której zmieściłyby się dwuletnie zapasy jedzenia dla sześcioosobowej rodziny, choć sam stołował się głównie na mieście – ale mógł, więc kupił. Ktoś miał piekarnik z funkcjami, z których nigdy nie miał zamiaru korzystać, ale kto bogatemu zabroni.

Mimo wszystko nie robiło to aż takiego wrażenia, bo nie miało tego – nazwijmy to niezbyt dokładnie i precyzyjnie – ideologicznego sosu.

Fakt, iż dopiero teraz zaczęło zwracać się na takie rzeczy, uzmysłowił mi, iż nie przeżyliśmy bardzo ważnego, fundamentalnego sporu

Należało go stoczyć, każdy powinien opowiedzieć się konkretnie i jasno, po której stronie stoi. Pytanie brzmi: „gaz czy indukcja?”.

Wiem, wiem, wiele osób stoi przed tym dylematem. Na pewno odbywały się debaty na ten temat, w których obie strony mówiły o kilka słów za dużo, ale jeżeli już, to gwałtownie tego żałowały i przepraszały. Na pewno nie był to jednak konflikt rozgrzewający opinię publiczną.

Jeśli spojrzymy na dyskusje w sieci czy poradnikowe teksty, uderzy nas niska temperatura czegoś, co powinniśmy nazwać przecież sporem. Jak letnie to są opinie! Indukcja nagrzewa się szybciej, łatwiej się ją czyści. Gaz daje większą kontrolę. Chłodne, wyważone poglądy, poparte latami doświadczenia. Obie strony widzą nie tylko zalety, ale też wady rozwiązań. Wyobrażacie to sobie w innych tematach? Telefon z Androidem robi zdjęcia, ale ten z iOS też. Na Playstation 5 są gry, ale na Xboksie też.

Okazuje się, iż właściciele płyt indukcyjnych i kuchenek gazowych to najspokojniejsi ludzie na świecie

Wprawdzie najprawdopodobniej tylko wtedy, gdy rozmawiają o tym, na czym najlepiej się gotuje i smaży, bo każcie tym samym osobom wybrać pomiędzy iPhone’em a Samsungiem, a założę się, iż będzie inaczej. Może to jednak jakaś wskazówka i wszelkie debaty – polityczne i nie tylko – należałoby toczyć przy palnikach lub płytach?

Tylko od czasu do czasu ktoś pisze z pazurem. Jaka płyta, tylko gaz, spróbujcie na indukcji przygotować Nazwa Potrawy Którą Słyszy Się Pierwszy Raz w Życiu, a zobaczycie, w czym rzecz.

Już się nakręcam, bo mam nadzieję, iż pójdzie to właśnie w taką stronę.

Za chwilę druga strona odpowie, iż właśnie się da, nie ma problemu, w życiu nie robił lepszej niż na indukcji. Tak – padnie z kolei w ripoście – to udowodnij!

I spotykają się, gotują, pot leje się kucharzom z czoła. Zostaje mało czasu, ostatnie sekundy, aby odpowiednio udekorować talerze. Kto wygra? Kto ma rację? Chyba ta z gazu wygląda jednak lepiej, jakoś apetyczniej, soczyściej.

Nic takiego się nie dzieje. Obserwujący tę dyskusję bardzo gwałtownie dochodzą do wniosku, iż i tak nie będą gotować Nazwa Potrawy Którą Słyszy Się Pierwszy Raz w Życiu, a jeżeli nawet, to na tyle rzadko, iż jakoś się przeżyje. Wszyscy znowu podają sobie ręce i w zgodzie idą kłócić się o coś innego, poważniejszego. Jeszcze płyta się nie zdążyła nagrzać, jeszcze kucharz nie podszedł do palników, a już po wszystkim.

Jako właściciel indukcji mogę sobie śnić o kuchniach gazowych, z których korzysta się w najlepszych kuchniach. Jest to dla mnie dowód, iż jak gotować, to tylko na gazie. Byłbym więc jak prawdziwy szef, gdybym tylko mógł przygotowywać potrawy w ten sposób. Jestem jak nauczyciel WF-u, któremu w wielkiej karierze przeszkodziła kontuzja kolana; mnie ogranicza indukcja. Wynajmuję, więc nie mogę robić kuchennych rewolucji. Jak w przypadku wielu właścicieli płyty, po prostu nie mam wyboru. Indukcja to również opowieść o polskim mieszkalnictwie, o mieszkaniach na wynajem, gdzie trzeba dostosowywać się do tego, co jest i nie ma miejsca na własne wybory.

A potem już idzie z górki: choćby gdy ktoś ma możliwość pójścia na swoje, to pewnie pamięta, iż indukcja była zawsze, z gazem może być problem, a przede wszystkim przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka. Słowem – wszystkie drogi wybrane zostały za nas.

To też interesujący wątek: kiedy indukcja zaczęła być w Polsce popularna. Kiedy raczkowała, kiedy nastąpił moment boomu, a potem uspokojenia. Dla ilu osób była faktycznym symbolem nowoczesności, czegoś nowego, co pozwoliło odciąć się od starych rozwiązań i nawyków? Jak długo była tak postrzegana, a kiedy stała się czymś naturalnym?

Może właśnie dlatego należy prześledzić historię nietypowych, zwykłych sprzętów kuchennych, aby dowiedzieć się czegoś więcej o przemianach, które po drodze zachodziły.

Chociaż tak naprawdę chodzi o coś innego. Płyta indukcyjna jest po prostu opętana

I to nie tak, iż tylko ta jedna, moja. Każda, z której miałem okazję korzystać. Przez to, iż płyta indukcyjna jest zwykłym sprzętem, na którego nie zwraca się uwagę, o którego się nie walczy – bo nie ma takiej potrzeby, skoro choćby nikt nie chce atakować – ten fakt wszystkim umyka. Albo jest dostrzeżony, ale nie wypada mówić o nim głośno.

Prawda jest taka, iż indukcja jest szalona. Nieprzewidywalna i nieokiełznana. Panują nad nią złe siły. Zebrałem na to zbyt wiele dowodów podczas gotowania wody na makaron, aby dłużej o tym milczeć.

Nieważne, na którym palniku postawię garnek. Kropla gotującej się wody zawsze wyskoczy tak, by trafić precyzyjnie w panel z przyciskami. Można zmieniać stanowisko, można korzystać z mniejszych lub większych naczyń, ale to nie ma sensu, woda i tak trafi tam, gdzie ma trafić. Przepraszam: gdzie chce trafić.

Pół biedy, gdyby to był przycisk obniżający moc. Jeszcze nigdy mi się to nie zdarzyło. Zrozumiałbym, jeżeli woda wyłączyłaby całą płytę. To również jeszcze przede mną, choć prawdę mówiąc, nie sądzę, aby to kiedykolwiek się wydarzyło.

To się nie stanie, bo celem płyty indukcyjnej jest sianie chaosu

Jeśli woda wylatuje, to na przycisk zwiększający moc. Wtedy wylatuje jej jeszcze więcej, może zalać całe stanowisko. o ile gotująca woda się ma taki kaprys – a bardzo często bywa, iż ma – to wleci na klawisze uruchamiające palnik, na którym jest wolno gotujący się sos. Wolno, ale do czasu, bo teraz idzie pełna moc i obryzgiwanie wszystkiego dookoła. Będzie głośno, wszystko będzie pikać, zawieszać się, trzeba lecieć po ścierkę, wyłączać, gasić pożar.

To samo jest z sosem. Pyk i już kropla pomidorowego wywaru uruchamia inny palnik albo zwiększa moc tego, na którym się gotuje.

I jeżeli powiecie, iż ze złej płyty skorzystałem, taniej i badziewnej, to osiągnąłem swój cel – zaogniłem spór! Kłóćmy się o gotowanie, o to chodzi! Ale nie przekonacie mnie, wiem swoje, to diabelskie urządzenie chce, abym nigdy nie był spokojny, nie zaznał chwili odpoczynku. Muszę ciągle być w pogotowiu, ze ścierką w dłoni. I tak wiem, iż nie będę gotowy.

BuyboxFast
Idź do oryginalnego materiału