Nioh 3 – recenzja (PS5). Otwarty na zmiany, wierny tradycji

1 dzień temu

Jednym z najbardziej uroczych motywów, przewijających się w wielu recenzjach najrozmaitszych soulslike’ów, jest próba ocenienia, czy dany tytuł stanowi dobry punkt wejścia do gatunku. zwykle łatka ta przypinana jest produkcjom o zdecydowanie niższym od standardów poziomie trudności (ot, Chronos: Before the Ashes chociażby), w zamyśle mającym pozwolić laikom na bezpiecznie wejście w świat cierpienia. Jednak co jeżeli można byłoby wprowadzić do równania przystępność niedzielnym graczom, jednocześnie nie rezygnując z testującego umiejętności wyjadaczy wyzwania? Cóż, choć chciałoby się wytoczyć pianę z pyska i wykrzyczeć dogmatyczne „git gud!”, to odpowiedzieć okazuje się zdecydowanie prostsza (i przyjemniejsza!): otrzymalibyśmy Nioh 3.

Spis Treści

  • Poziom trudności
  • Fabuła
  • Świat gry
  • Style rozgrywki
  • Ułatwiacze
  • Oprawa
  • Podsumowanie

Kup Nioh 3 (PS5)

Nie tylko dla hardkorów

Jest to rzecz o tyle intrygująca, iż ta zapoczątkowana w 2017 roku przez Team Ninja seria słynie raczej z niepozostawiającego jeńców, dynamicznego wyzwania, a nie głaskania gracza po główce. Od premiery świetnego Nioh 2 najwidoczniej zmieniły się wewnętrzne priorytety twórców, którzy postanowili, iż kolejna gra z serii otworzy wrota na tak wielu graczy, jak to tylko możliwe bez alienowania jej weteranów. Efekt wypada zaskakująco dobrze i udowadnia, iż chcieć, to móc. Wciąż bowiem nie doświadczycie tutaj różnych poziomów trudności do wyboru – zamiast tego Team Ninja oferuje graczom absolutną dowolność w podejściu do rozgrywki i rozwoju postaci, zachęcając graczy do eksperymentowania. No, ale zapędziłem się ociupinkę, zacznijmy od początku…

Choć główny bohater to postać hisotryczne, nic nie stoi na przeszkodzie, by dorzucić mu dredy bądź uczynić go kobietą.

Legenda, której nikt nie chce słuchać

Na pierwszy rzut oka kilka zmieniło się tu od poprzedniej części. Nioh 3 to ponownie dynamiczny slasher z elementami RPG, osadzony w mocno ufantazyjnionch czasach feudalnej Japonii. Tym razem wcielamy się postać przyszłego szoguna Tokugawy Takechiyo (aczkolwiek, choć tożsamość jest nam narzucona, wciąż możemy w pełni spersonalizować wygląd protagonisty, włącznie z płcią), który na krótko przed swoją koronacją zostaje zdradzony przez własnego brata, który wszedł w konszachty z yokai. W efekcie Kyoto zostaje oblężone przez demony, na niebie pojawia się olbrzymi Tygiel (ang. Crucible), a my sami zostajemy wysłani w przeszłość, by w trakcie tułaczki po rozmaitych punktach na linii czasu spróbować przeszkodzić demonicznym siłom w podbiciu Japonii.

Entuzjaści japońskiej kultury ucieszą się z pewnością na myśl o możliwości spotkania szeregu historycznych postaci oraz mitologicznych stworzeń. Z kolei weterani pierwszego Nioha – jako iż „trójka” dzieje się po nim – uśmiechną się na widok kilku znajomych twarzy. o ile jednak – podobnie jak ja – pozbawieni jesteście tego typu sentymentów, to Nioh 3 okaże się dla Was średnio interesującym i raczej konfundującym bełkotem, którego bohaterowie zmieniają się szybciej, niż jest się w stanie ich polubić. To w zasadzie antologia pomniejszych historii – pomagamy uporać się z problemem postaciom z danej epoki, po czym przeskakujemy do kolejnej, by tam zacząć od nowa, w międzyczasie próbując przypomnieć sobie, jak to wszystko ma się do wydarzeń z prologu.

W trakcie zabawy liczne zadania poboczne zlecą nam zarówno żyjący, jak i polegli.

Nie zamierzam w tym miejscu udawać, iż jest to jakiś olbrzymi problem. Owszem, życzyłbym sobie, by opowiedziano bardziej angażującą opowieść, która zostałaby ze mną na dłużej, ale Nioh 3 ma na całe szczęście szereg innych rzeczy, które robi o niebo lepiej, toteż jego fabułę należy potraktować w ramach zjadliwego dodatku tudzież wymówki do szlachtowania japońskich demonów w towarzystwie historycznych bohaterów. Rozwodniona fabuła w żadnym razie nie wpłynie negatywnie na masę frajdy, której tytuł Team Ninja dostarcza.

Japonia na przestrzeni lat

Weterani serii odnajdą się w Nioh 3 momentalnie, bo główna mechanika rozgrywki została w zasadzie żywcem przeniesiona z Nioh 2, aczkolwiek nie obyło się bez kilku mniejszych i większych zmian. Najnowsza odsłona serii oferuje nam bowiem kilka słusznych rozmiarów, otwartych map, po których dowolnie możemy się poruszać, czy to gnając do kolejnego bossa, poszukując pobocznych zadań, czy też odhaczając kolejne znajdźki i opcjonalne aktywności z przepastnej listy. Z małymi, fabularnymi wyjątkami, w eksploracji ogranicza nas wyłącznie poziom naszej postaci, bo konkretne strefy opisane są rekomendowanym levelem. Toteż pójść możemy wszędzie, ale bez gwarancji, iż nie zostanie nami wytarta podłoga. Co więcej, między epokami (czyli właśnie mapami) możemy się dowolnie przenosić, a po pokonaniu finałowego bossa świat przez cały czas pozostaje przed nami otwarty, co bynajmniej nie jest w tym gatunku oczywiste.

W trakcie zabawy niejednokrotnie trafimy do wspomnianych w tekście Tygli – niebezpiecznych, spaczonych wersji rzeczywistości.

Choć rzeczy do roboty jest tutaj multum, Nioh 3 w żadnym razie nie jest piaskownicą. Gra doskonale wie, czym jest, a otwarta mapa stanowi zaledwie dodatek. Podstawą wciąż jest tutaj walka – nie tylko z różnorodnymi bossami, ale też z mięsem armatnim, które pomimo niepozornego wyglądu, może zostawić ślad na tyłkach nieuważnych graczy. Potyczki z nimi to tutaj czysta przyjemność, zarówno przez wysokie tempo akcji, jak i przez fakt, iż zestawy ich ruchów zaprojektowano sprawiedliwie. Początkowo może się wydawać, iż – dajmy na to – bossowie zasypują nas barażem ataków, ale po chwili zaczynamy rozpoznawać mniej lub bardziej subtelne wskazówki, jaki cios nam za chwilę zaserwują. Należy przy tym mieć na uwadze, iż Nioh 3 to bardziej Sekiro, aniżeli Dark Souls, toteż trzymanie się na dystans i wyczekiwanie okienka do ataku daje gorsze efekty niż parowanie ciosów, stojąc twarzą w twarz.

Komitywa samuraja i ninjy

Co więcej, tym razem do wyboru otrzymujemy dwa różne style rozgrywki, między którymi możemy się swobodnie przełączać choćby w trakcie walki (zresztą na tej mechanice oparto kontrowanie najpotężniejszych ataków). Pierwszy to styl samurajski, który doskonale znają weterani serii. Nie zmienił się on w zasadzie w ogóle od części drugiej, toteż o ile lubicie klasyczną dla marki rozgrywkę opartą o trzy stancje – wysoką, neutralną i niską – poczujecie się jak w domu. Ciekawszą nowością jest styl ninja, który, zamiast powyższych, oddaje w ręce gracza możliwość rzucenia w przeciwnika shurikenem, puszczenia weń kuli ognia czy rozstawienia na ziemi wybuchowej pułapki. Standardowe, pozwalające na odnowienie staminy „Ki pulse’ów” zastąpiono natomiast nagłym przeskoczeniem za plecy oponenta i kontynuowanie ataku.

Czerwony błysk oznacza, iż nadchodzący atak możemy skontrować zmieniając aktywny styl.

W ogólnym rozrachunku dostajemy zatem możliwość wyboru pomiędzy nieco wolniejszym, ale wytrzymalszym i silniejszym samurajem a nieco słabszym, ale za to zdecydowanie zwinniejszym i szybszym ninją. Każdy styl dysponuje ponadto swoim oddzielnym zestawem uzbrojenia i ekwipunku, więc przełączanie się pomiędzy nimi w zależności od potrzeby wypada tutaj bajecznie wręcz prosto. Wpisuje się zresztą idealnie w poetykę rozgrywki w Nioh 3, która zdecydowanie zachęca do eksperymentowania, pozwalając graczowi na dowolne zmienianie swojego buildu. W każdej chwili możemy zupełnie za darmo zresetować swoje punkty statystyk bądź umiejętności (tutaj powiązanych z poszczególnymi typami oręża), by rozdysponować je w taki sposób, by jak najlepiej współgrały ze zdobytą przez nas nową bronią lub ekwipunkiem. Jest to olbrzymi plus na nowych graczy, bo Nioh 3 to produkcja, która może początkowo przytłoczyć liczbą rzeczy do dostosowania.

Jesteś panem swojego losu

Mowa nie tylko od kilkunastu typów broni (od halabard, przez podwójne miecze, aż po ciężkie topory), w tym dystansowej, ale także bonusach za zdobyte tytuły, błogosławieństwach Kodam i Jizo, magii Onmyo, pozwalającej nie tylko na dodawanie sobie buffów, ale też przyzywanie na krótki czas summonów. Opisywanie każdej mechaniki z osobna mija się tak naprawdę z celem, bo jest ich sporo, a większość z grubsza sprowadza się do zwiększenia statystyk bohatera. Najważniejsze jest natomiast to, iż wszystko to możecie nie tylko dostosować pod własny styl gry, ale też przede wszystkim zrobić zwrot o 180 stopni, o ile stwierdzicie, iż dokonaliście złych wyborów, dzięki czemu nie grozi Wam konieczność rozpoczęcia przygody od nowa tylko dlatego, iż po kilkudziesięciu godzinach doszliście do ściany.

Design potworów to jedna z najmocniejszych elementów gry.

Nioh 3 oferuje ponadto dość sporo ułatwiaczy. Hardkorowcy jak najbardziej wciąż mogą zmagać się z bossami w pojedynkę, odziani wyłącznie w parę przetartych tu i ówdzie slipek. Zresztą nie trzeba być wcale jakimś potężnym kozakiem, by tego dokonać. Bossowie w Nioh 3 są wymagający, ale spokojnie rozpykać ich można samodzielnie, wspierając się wyłącznie znajomością własnego oręża i umiejętności specjalnych. o ile jednak przez cały czas któryś z nich miałby sprawiać Wam problem bądź po prostu niespecjalnie zależy Wam na „pokonywaniu własnych ograniczeń”, to nic nie stoi na przeszkodzie, by wydać zbierane w trakcie rozgrywki kubki Ochoko w celu przyzwania towarzysza AI bądź – co jest tańsze i bardziej efektywne – przyzwania do dwóch żywych graczy, którzy często pomogą Wam się rozprawić w trymiga choćby z największym chojrakiem (lub po prostu przyłączą się do wspólnej eksploracji mapy, wybór jest Wasz).

Można kręcić nosem, iż to odzieranie gry tego gatunku z jej piękna albo iż przechodząc Nioh 3 z innymi graczami, nigdy go tak naprawdę nie przejdziemy. W moim odczuciu jest to natomiast idealny półśrodek między tym, za co fani soulslike’ów cenią tego typu gry, a tym, czego domagają się gracze o niższym poziomie umiejętności bądź limitowanym czasie. Wciąż brak tu różnych poziomów trudności, ale zawarte w grze mechaniki pozwalają na dostosowanie gry do własnych potrzeb, jednocześnie nie wymagając proroczej wiedzy o tym, iż konkretny build stanowi tutejszy ekwiwalent trybu easy. W efekcie bawić mogą się wszyscy, co jest o tyle miłe, iż Nioh 3 uzależnia niezależnie od stylu grania, bawiąc eksploracją dziwacznych miejscówek i fenomenalnie dynamiczną, rozbudowaną mechanicznie walką.

Nioh 3 cieszy detalem zwłaszcza w przerywnikach filmowych, ale mimo wszystko w wielu aspektach wychodzi pewna toporność (włosy tudzież trudny do „odczytania” model demona z tyłu).

Średnio urodziwy samuraj w bogato zdobionej zbroi

Nieco zastrzeżeń mam natomiast do samej oprawy. Wizualnie jest to jak najbardziej prześliczna gra, ciesząca oko kapitalnymi krajobrazami czy bogato zdobionymi modelami postaci, ale nie da się nie odczuć, iż jest ona graficznie zakorzeniona w poprzedniej generacji, nadganiając jedynie złożonością projektów postaci. Nioh 3 robi zatem największe wrażenie z oddali, na bliskim planie ukazując swoje niedociągnięcia. Całość śmiga natomiast w perfekcyjnych 60 FPS, o ile wybierzemy tryb wydajności, bądź 30 FPS-ach, o ile z jakiegoś powodu postawimy na jakość. Różnica wizualna jest w zasadzie marginalna, więc polecałbym ten pierwszy wariant.

Olbrzymim plusem jest ponadto obecność japońskiego dubbingu, który pomaga w budowaniu klimatu. Można oczywiście również wybrać angielską ścieżkę dźwiękową. Polskiej – ani choćby napisów – z kolei nie ma, co jest niestety standardem dla Koei Tecmo, wydawcy Nioh 3. Świetnie wypada ponadto muzyka, aczkolwiek sprowadza się ona raczej do budowania klimatu w tle i próżno szukać jakichś bardziej charakterystycznych motywów, których chciałoby się słuchać po wyłączeniu konsoli.


Otwarty na zmiany, wierny tradycji

Nie będzie przesadą, kiedy powiem, iż Nioh 3 to jeden z najprzyjemniejszych soulslike’ów, w którego dane mi było zagrać w ostatnim czasie. To tytuł pełen własnej tożsamości i niepowtarzalnego klimatu, który wprawdzie marnuje potencjał na opowiedzenie dobrej historii, jednocześnie wynagradzając nam to niedociągnięcie za sprawę fenomenalnie szybkiej i różnorodnej rozgrywki, która spokojnie przykuje Was do konsoli na 40-50 godzin, jeżeli nie więcej. Mało tego, istnieje duża szansa, iż zrobi to niezależnie od Waszego poziomu umiejętności, bo Nioh 3 to najbardziej przystępny soulslike, który mimo wszystko nie porzuca „ideałów” gatunku. Lepszego sposobu na rozpoczęcie swojej przygody z „soulsami” nie było.

Przeczytaj także

Nioh 3 – recenzja (PS5). Samuraj-Ninja znowu ratuje cały świat 3


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.


Za dostarczenie gry do testów dziękujemy firmie Better.
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższego materiału.
Kup Nioh 3 (PS5)


Idź do oryginalnego materiału