O przypadkowym zauroczeniu... Recenzja: To nie Kapelusz!

itomigra.blogspot.com 1 godzina temu

O przypadkowym zauroczeniu... Recenzja: To nie Kapelusz!

W byciu blogerem cenię sobie poznawanie kolejnych gier. Ten niby-przymus bardzo zgrabnie maskuje moje planszowe uzależnienie 😂. Sprawia, iż nieustanny przypływ nowości jest usprawiedliwiony i brzmi trochę profesjonalnej, a bura za zapychanie półek pudełkami "kupionymi na promocji" nie jest taka dotkliwa. W każdym razie- lubię radość, którą poznawanie nowych gier za sobą niesie. Nieważne, czy gra miała premierę w tym roku, w zeszłym, dwa, czy dziesięć lat temu. Dobry tytuł się obroni, choćby jeżeli został kupiony w supermarkecie... (Przepraszam za przydługi wstęp- to próba uzasadnienia spontanicznego nabytku). Zapraszam do lektury.

Informacje/Pierwsze Wrażenia:

To Nie Kapelusz! to niewielkie pudełeczko oferujące rozrywkę dla 3-8 osób (istnieje wariant dwuosobowy!), w wieku co najmniej 8 lat. Partia przewidziana została na ok. 15 minut. jeżeli chodzi o czas- to jak z imprezówkami bywa- może być różnie... Grę wydał w Polsce Ravensburger.


W różowiutkim kartoniku z zastanawiającą okładką, która była kluczem, by po nią sięgnąć, znajdziemy niewiele. Ot, talię kart. adekwatnie dwie- z rewersami z czarną i białą strzałką. Obie (na awersie) przedstawiają schematyczne rysunki przedmiotów. Instrukcja- krótka- gwałtownie wprowadza w zasady zabawy.

Zasady:

To Nie Kapelusz! to imprezówka oparta... o pamięć. Po szczegóły odsyłam do instrukcji- poniżej prezentujemy tylko króciutki schemat. Na początku każdy z uczestników otrzymuje kartę, którą umieszcza przed sobą odsłoniętą. Mamy chwilę, by przyjrzeć się ilustracjom i rozeznać się w sytuacji. Gdy jesteśmy gotowy, rozpoczynamy grę!


Pierwsza osoba dobiera kartę z talii prezentów, obwieszcza i pokazuje wszystkim ikonkę, a następnie kładzie ją przed sobą zakrytą. W myśl, iż "prezentów nie możemy oddać" (w pierwszej chwili!), bierzemy "starszy gift" (zakrywamy go!) i przekazujemy sąsiadowi wskazanemu przez strzałkę na rewersie otrzymanej w tej turze karty. Wręczając, musimy obwieścić, co znajduje się po drugiej stronie, np. "To jest piesek!".

Obdarowany przyjmując prezent, zgadza się z zawartością. Następnie bierze swoją starszą kartę i przekazuje ją dalej, również deklarując, co się na niej skrywa. (Uwaga! Zawsze wydajemy najstarszy prezent!). Karty krążą zakryte, aż do momentu, gdy otrzymując prezent, ktoś zaneguje deklarację- np. "Nie! Tu nie ma pieska!". Następuje wtedy publiczne rozpakowanie. W zależności od tego, kto mówił prawdę (bądź lepiej pamiętał), ten drugi otrzymuje karę. Gra trwa do chwili, gdy ktoś zgranie pięć karnych punktów.

Wrażenia:


Tak, jak wspomniałem we wstępie- gra To Nie Kapelusz! trafiła do mnie przypadkiem. Ot, spontaniczny zakup, kiedy z nudów na cotygodniowych zakupach, człowiek przemierza labirynty półek w supermarkecie. Wściekle różowa okładka rzuca się w oczy, tytuł intryguje, a iż kilka razy pudełko przewinęło się na konwentach i socjalach- pękłem. Przeważnie takie spontaniczne zakupy odbijają się czkawką. Tym razem była czkawka... ale śmiechowa.


Niby nic, niby tylko pamięciówka, w której my- planszówkowi wyjadacze- raczej wiedziemy prym. A jednak! Taka mała, niepozorna gierka pokazała nam, iż wcale nie jesteśmy lepsi ze swoim doświadczeniem od laików, czy ludzi wskazujących na imprezowy charakter spotkania. Jasne- wyjadactwo pomogło nam rozgryźć instrukcję, która jest tak prosta, iż aż dziwne, iż musieliśmy ją rozkminiać ekipą. W rozgrywce niestety nas to nie uratowało. I to chyba ten zaskok, sprawił, iż w grze się rozkochaliśmy i obudziła się w nas chęć podzielenia się wrażeniami (jak w przypadku protoplasty całego blogowania- Karibie).


Uwaga! To Nie Kapelusz! jest imprezówką, ale weźcie pod uwagę, iż nie ma tutaj elementu stricte humorystycznego. Gra jest prosta, do przyswojenia dla wszystkich, ale całe sedno jest raczej poważne. Rozgrywka uczy koncentracji, trenuje pamięć- czyli w najoczywistszy planszowy sposób robi Wam dobrze na mózg. Nas gra rozbawiała, bo geek, święcie przekonany o swojej racji, dowiadujący się, iż jednak jej nie miał, przyjmuje taki niezapomniany wyraz twarzy, iż to poezja. I żeby się to stało raz... 😂 (nie, nie mówię tu o sobie!). Poza tym- gdzieś w tych meandrach memory, znalazło się też miejsce, by wcisnąć czysto growy element blefu (gdy nie masz pojęcia, co znajduje się na karcie- odpowiednia intonacja, robi robotę). Niezwykłe, przypadkowe odkrycie, kojarzące się nam z Karaluszkiem Kłamczuszkiem. I wcale nie takie drogie! Polecam sprawdzić- choćby gdzieś na konwencie...

Plusy:

+ świetna forma pamięciówki z twistem
+ ćwiczy koncentrację
+ proste zasady
+ element blefu
+ nie wymaga miejsca
+ niezależna językowo
+ może służyć do nauki języka!
+ niewielka cena
+ kompaktowe pudełko
+ wariant dwuosobowy jest grywalny...

Minus:
-... ale raczej tylko animacyjnie (z dzieckiem, bądź podczas lekcji języka)

T.
Przydatne linki:
znajdziecie nas na Instagramie
TUTAJ dołączycie do nas na Facebooku
TUTAJ poczytacie o grze w serwisie Planszeo
Idź do oryginalnego materiału