Ograłem Rayman Legends Retold. Dawniej było lepiej – 5 wniosków po teście

konto.spidersweb.pl 1 godzina temu

Rayman Legends Retold to powrót kultowej ikony gier platformowych, w formie (nie)bezpiecznego remake’u. Ograłem wersję przedpremierową i mam słodko-gorzkie przemyślenia.

Dzięki uprzejmości Ubisoftu mogłem zagrać w Rayman Legends Retold na kilka miesięcy przed premierą. Sprawdziłem zupełnie nowe elementy dodane na potrzeby remake’u, przeszedłem kilka poziomów oraz wziąłem udział w paru wyzwaniach. Po wszystkim miałem słodko-gorzkie odczucia. Z jednej strony bawiłem się świetnie, z drugiej mam kilka wątpliwości.

Swoje wrażenia zebrałem w formie 5 wniosków, wzbogaconych zrzutami ekranu bezpośrednio z mojej sesji testowej. Grałem na PC, przy pomocy kontrolera, korzystając z wersji pre-beta. Planowana premiera pełnego tytułu przypada na 1 października 2026. Tymczasem przemyślenia!

1. Rayman Legends Retold to ta sama gra co w 2013 roku. Co do milimetra

Logika, fizyka i kolizje pozostały bez zmian. Oznacza to, iż każdy przeciwnik i każda rozpadlina znajduje się dokładnie tam, gdzie była w oryginale. Weteran Raymana próbujący przejść nowe-stare poziomy w rekordowym tempie może zdać się na pamięć mięśniową, śpiewająco przebiegając przez trasę. Zero niespodzianek. Twórcy nie zmieniają materiału źródłowego, co oznacza, że…

BĘDZIECIE GINĄĆ! Początkowo zadziwiająco często. Poziom trudności współczesnych gier platformowych jest bowiem niezwykle niski. Ponad dekada ułatwień i udogodnień sprawia, iż choćby dla starszych graczy Rayman może być początkowo lekkim wyzwaniem. Wystarczy bowiem jedno potknięcie, jeden kontakt z przeciwnikiem, a zaczynamy od punktu kontrolnego.

Dopiero po kilkunastu minutach przestawiłem się na „starą rozgrywkę”. Ze wszystkimi jej archaizmami oraz niedogodnościami. Wtedy Rayman Legends Retold wchodzi jak złoto, o ile gramy w krótkich sesjach z przerwami. Przy dłuższych maratonach rozgrywka zaskakująco gwałtownie staje się monotonna, co nowi twórcy świetnie ratują smokami.

2. Jazda na smokach to zupełnie nowa zawartość, przenosząca Raymana w pełne 3D

Chociaż bazowe poziomy nie zostały zmienione pod względem architektury i układu, w Legends Retold pojawiają się nowe elementy. Najbardziej spektakularny z nich to jazda na smoku. Tryb jest bardzo prosty, polega głównie na strzelaniu do celów oraz omijaniu przeszkód, jak typowa rozgrywka na szynach z salonu gier. Nadrabia natomiast efektownością.

Pilotaż smoka nie jest niczym przełomowym. Za to stanowi bardzo potrzebną odmianę od klasycznych poziomów, zwłaszcza rozgrywanych solo. Dzięki ujeżdżaniu ziejących ogniem paskud miałem wrażenie, iż produkcja dociąga do współczesnych standardów zróżnicowania rozgrywki, jednocześnie pozwalając twórczo wykazać się producentom. Bardzo trafiony dodatek, na wielu płaszczyznach.

Warto dodać, iż w finalnej grze pojawi się także zupełnie nowy świat, złożony z kilku poziomów, a także nowy boss fabularny. Ambitni twórcy remake’u zdecydowanie nie próżnowali, zawartości jest sporo. Zwłaszcza dodając do tego mini-gry oraz tryb kooperacji dla czterech osób jednocześnie.

3. Oprawa jest aż za dobra. Rayman Legends Retold puchnie na drugim i trzecim planie

Ubisoft zadbał o to, aby gra wyglądała jak cyfrowa baśń godna Pixara. W kadrze dzieje się tyle, iż momentami aż to przytłacza. Drobne gryzonie biegają w trawach, wielkie potwory wyglądają zza wzniesień, nietoperze urządzają sobie wyścigi między filarami katakumb – wszystko to sprawia, iż moja rozgrywka wydaje się tylko częścią czegoś większego. Świat aż wylewa się z ekranu.

Po sesji testowej odpaliłem klasyczne Rayman Legends i uderzyła mnie różnica spowodowana oprawą. W oryginale gracz silniej koncentruje się na tu i teraz: zbieraniu punktów, omijaniu przeszkód, pokonywaniu przeciwników. Ma się wrażenie, iż jesteśmy w centrum. Niesamowite, jak zmienia się perspektywa po rozbudowie tła w remake’u. Nowy Rayman jest prześliczny, ale jest też odczuwalnie inny. Tymczasem kameralny charakter oryginału choćby w 2026 roku pozostaje miły dla oka.

Wręcz zacząłem zastanawiać się, czy remake Legends to dobry pomysł. Wydaje mi się, iż bardziej trafione byłoby wzięcie na warsztat drugiej lub trzeciej części Raymana.

4. Nieoczywista konsekwencja rozbudowanej grafiki to utrata specyficznego stylu artystycznego

Rayman Legends z 2013 roku jest produkcją z elementami otoczenia w 2D, z zachowaniem charakterystycznego designu. Budzi on skojarzenia z obrazkami w książce dla dzieci. Wszędzie widzimy malowane dwuwymiarowe ozdobniki, bez przesadnej szczegółowości, ale utrzymane w wyrazistym stylu.

Retold jest pozbawione stylu oryginału. Zamiast niego otrzymujemy uniwersalne baśniowe 3D. Dokładnie takie, jak wcześniej widzieliśmy na przykład w Trine. Bez wątpienia taka oprawa jest miła dla oka, ale jednocześnie sprawia, iż Rayman staje się „jednym z wielu”. W procesie zamiany otoczenia na bryły 3D nie udało się zachować malowanego DNA. Obiektywnie jest ładniej, dokładniej, obficiej. Subiektywnie mówimy o odczuwalnie innym stylu.

5. Rayman do bólu. Na dobre i na złe

Rytmiczne poziomy muzyczne. Lokacje do przebiegnięcia w kilkadziesiąt sekund. Pełne sekretów poziomy dla dociekliwych. Wyzwania i mini-gry, poprawnie mieszające proporcje frustracji oraz triumfu. No i loty na smokach. Wszystko to sprawia, iż podczas sesji testowej bawiłem się naprawdę dobrze. Nie mogę jednak napisać, iż lepiej niż w 2013 roku, kiedy debiutowało oryginalne Legends.

Nie mamy do czynienia z żadną nową jakością. Przeciwnie – momentami rozgrywka bywa archaiczna, jak na dzisiejsze standardy. Zwłaszcza w obszarze walki z przeciwnikami. jeżeli ktoś szuka nostalgii, będzie zadowolony. o ile jednak fani Raymana liczą na objawienie na miarę Astro Bota – nie, to zdecydowanie nie tutaj.

Jest dobrze. Ubisoft obiera adekwatny kierunek. Szkoda, iż tak późno

Po fatalnych wynikach finansowych Ubisoft potrzebuje takich projektów. Wzorem remake’u Black Flaga, wydawca sięga po bezpieczną nostalgię. Czyli coś, co naprawdę trudno zepsuć. Jasne, Rayman Legends Retold na pewno nie zarobi kokosów, ale liczę, iż projekt skończy nad kreską. Ponadto wiem, iż będę go katować na Switchu 2 przez wiele godzin, wyciskając 100% z tych 160 zł za pudełko.

Szkoda tylko, iż padło akurat na dosyć świeże Legends. Kooperacyjny charakter tej produkcji to duży atut, ale osobiście o wiele chętniej widziałbym remake Raymana 2 albo Raymana 3.

Więcej o grach Ubisoftu na Spider’s Web:

Idź do oryginalnego materiału