
Agencja Uzbrojenia bada rynek laserów bojowych. Chodzi o systemy o zasięgu minimum 1 km i 3 km oraz możliwy zakup do 150 zestawów. Chcą, żebyśmy stali się militarną potęgą.
Polska armia chce laserów do strącania dronów, a zainteresowanie jest większe, niż mogłoby się wydawać. Do programu laserowego systemu broni skierowanej energii zgłosiło się już 20 potencjalnych wykonawców, w tym kilka bardzo dużych firm zbrojeniowych. To nie oznacza jeszcze oczywiście kontraktu ani wyboru sprzętu, ale pokazuje, iż walka z dronami stała się tak pilna, iż do polskich drzwi ustawili się gracze z całego świata.
Nowa linia obrony, która ma całkowicie zmienić zasady
O tym, iż Wojsko Polskie szuka dział laserowych, pisaliśmy już w tekście: Wojsko Polskie szuka potężnych laserów. Będą niszczyć drony i rakiety. Wtedy Agencja Uzbrojenia dopiero uruchamiała wstępne konsultacje rynkowe w sprawie pozyskania laserowego systemu broni skierowanej energii, czyli LSBSE.
Teraz wiadomo, iż zainteresowanie jest naprawdę bardzo duże. Do konsultacji zgłosiły się podmioty krajowe i zagraniczne. Na liście są m.in. Kongsberg Defence & Aerospace, Rheinmetall Polska, RTX, Hanwha Aerospace Europe, Rafael Advanced Defense Systems, MBDA, AeroVironment, tureckie Tubitak Bilgem i Roketsan, a także polskie podmioty, w tym ITWL, Wojskowa Akademia Techniczna, Hertz Systems i KIMLA.
W grze są więc firmy mające doświadczenie w obronie powietrznej, systemach antydronowych, rakietach, sensorach, integracji uzbrojenia i broni skierowanej energii. Polska nie sprawdza więc, czy lasery w ogóle istnieją. Polska sprawdza, kto jest w stanie dostarczyć system, który będzie miał sens wojskowy, logistyczny i przemysłowy.
Dwa zasięgi i choćby 150 zestawów
Agencja Uzbrojenia bada w tej chwili dwa warianty systemu. Pierwszy ma razić cele na dystansie minimum 1 km. Drugi ma mieć zasięg minimum 3 km. Takie odległości wydają się na pierwszy rzut oka skromne, ale w zupełności wystarczą, żeby chronić konkretne obiekty czy stanowiska przed nadlatującymi dronami.
Wymagania wskazują, iż systemy mają służyć przede wszystkim do zwalczania platform bezzałogowych. Nie chodzi jednak wyłącznie o małe drony rozpoznawcze. Dokumenty mówią też o amunicji artyleryjskiej i rakietowej, czyli zdolnościach C-RAM. Oznacza to więc próbę zbudowania bardzo krótkiego, ostatniego piętra obrony przed tym, co leci szybko, nisko, tanio albo masowo.
Chyba najbardziej przemawia do wyobraźni liczba zestawów. Zamawiający poprosił o wstępną wycenę zakupu do 150 systemów w obu wersjach oraz kosztów zestawów naprawczych zabezpieczających eksploatację przez 10 lat. To niby nie pozostało decyzja, iż Polska kupi 150 laserów, ale element badania rynku, jednak sama skala pokazuje, iż wojsko nie myśli o pojedynczym urządzeniu.
Ląd, kontener i okręt
Ważne jest też to, gdzie takie lasery miałyby działać. W wymaganiach pojawiają się platformy kołowe, gąsienicowe, kontenerowe i modułowe, a także rozwiązania morskie. To oznacza, iż armia nie szuka jednej zabawki na jedną ciężarówkę, ale technologii, którą da się wpiąć w różne warstwy obrony.
Na lądzie laser może chronić bazę, skład amunicji, radar, wyrzutnię, lotnisko, kolumnę wojsk albo element infrastruktury krytycznej. Na okręcie może być ostatnią linią obrony przed dronem, małą amunicją krążącą albo innym celem, na który szkoda drogiej rakiety. W zabudowie kontenerowej może dawać elastyczność: postawić tam, gdzie akurat jest potrzebny, podłączyć do systemu dowodzenia i przenieść po zakończeniu zadania.
To właśnie dlatego w gronie zainteresowanych są firmy z tak różnych segmentów. Jedni mogą mieć doświadczenie w sensorach i efektorach przeciwlotniczych, inni w integracji na pojazdach, jeszcze inni w rozwiązaniach morskich albo systemach bezzałogowych. Sam laser jest tylko końcówką. Równie ważne są radar, optoelektronika, śledzenie celu, chłodzenie, zasilanie, dowodzenie i integracja z istniejącą obroną powietrzną.
Tani dron kontra droga rakieta. Ta nierówna walka rewolucjonizuje pole walki
O laserach i broni mikrofalowej pisaliśmy już m.in. przy okazji tekstu Wojsko Polskie kupi broń mikrofalową i lasery. Są pierwsze szczegóły. Tam najważniejsze było stwierdzenie, iż tarcza antydronowa nie może opierać się wyłącznie na klasycznych rakietach i armatach.
Wojna na Ukrainie doskonale udowodniła nam, iż dron za kilka lub kilkanaście tysięcy dolarów potrafi zmusić obrońcę do użycia efektora wielokrotnie droższego. jeżeli armia ma za każdym razem strzelać rakietą do taniego bezzałogowca, matematyka bardzo gwałtownie przestaje się tu po prostu zgadzać. Atakujący może wysyłać kolejne fale tanich celów, a obrońca będzie przepalał zapasy drogiej amunicji.
Laser może tę kalkulację trochę odwrócić. Po zbudowaniu całego systemu pojedyncze użycie wiązki ma być znacznie tańsze niż odpalenie rakiety. Nie trzeba magazynować tysięcy pocisków, nie trzeba dowozić ich na front, nie ma klasycznego wystrzału ani odłamków. Jest energia, optyka, czas naświetlania i cel, który ma zostać przegrzany, uszkodzony albo unieruchomiony.
Laser ma oczywiście swoje ograniczenia
Laser nie jest oczywiście uniwersalnym rozwiązaniem na wszystkie zagrożenia ze strony dronów. Ma ogromne zalety, ale ma też ograniczenia. Potrzebuje linii widzenia do celu. Gorzej działa w trudnych warunkach atmosferycznych, gdy w powietrzu jest mgła, dym, pył, deszcz albo śnieg. Musi utrzymać wiązkę na celu wystarczająco długo, żeby zadziałała. Potrzebuje zasilania, chłodzenia i bardzo dobrego śledzenia celu.
To oznacza, iż laser nie zastąpi klasycznej obrony przeciwlotniczej. Raczej dołoży kolejną warstwę. Rakiety, armaty, systemy walki radioelektronicznej, broń mikrofalowa i lasery będą musiały działać razem. Każdy efektor ma inną cenę, inne ograniczenia i inną niszę. Dobrze zbudowana obrona nie pyta, czy lepsza jest rakieta, czy laser. Pyta, czym najtaniej i najskuteczniej zniszczyć konkretny cel w konkretnej sekundzie.
Już kilka lat temu w tekście: Strzelają do dronów mikrofalami. Padają jak muchy pokazywaliśmy, iż broń mikrofalowa ma sens szczególnie przeciw rojom i elektronice bezzałogowców. Laser działa inaczej: punktowo, precyzyjnie, przez energię skupioną na celu. Oba rozwiązania nie są więc konkurentami jeden do jednego. Mogą się uzupełniać.
Giganci czują, iż Polska będzie kupować dużo
Tak duża liczba zgłoszeń nie bierze się z przypadku. Polska jest dziś jednym z najważniejszych rynków zbrojeniowych w Europie. Kupuje czołgi, artylerię, samoloty, śmigłowce, systemy przeciwlotnicze, radary, amunicję i drony. Do tego ma bardzo konkretny problem geograficzny: granicę z Rosją, Białorusią i Ukrainą oraz doświadczenie wojny toczącej się tuż obok.
Właśnie dlatego program laserowy przyciąga nie tylko producentów samych wiązek, ale też firmy, które chcą wejść w szerszy ekosystem polskiej obrony powietrznej i antydronowej. Kto dziś pokaże sensowny system krótkiego zasięgu, ten może jutro walczyć o integrację z programami osłony wojsk, baz, lotnisk, portów i infrastruktury krytycznej.
Warto też zauważyć, iż Agencja Uzbrojenia pyta nie jedynie o cenę zakupu. Pyta o koszty eksploatacji i wycofania, logistykę, bezpieczeństwo dostaw, szkolenie, poziom gotowości technologicznej, transfer technologii, użytkowanie w siłach zbrojnych, prawa do komponentów i ograniczenia eksportowe. To bardzo przytomne, bo w broni laserowej obietnice producentów potrafią wyglądać lepiej niż rzeczywista gotowość systemu.
Izrael, USA i Niemcy już pokazują kierunek
Wśród zainteresowanych szczególną uwagę zwraca Rafael, bo Izrael od lat rozwija system Iron Beam. To 100-kilowatowa klasa broni laserowej przeznaczona do zwalczania m.in. dronów, rakiet i moździerzy. Izraelski kierunek jest dla Polski interesujący nie tylko technologicznie, ale też operacyjnie, bo tamtejsza obrona powietrzna od lat działa pod presją realnych ataków.
Z kolei RTX ma doświadczenia z amerykańskimi laserami wysokiej energii i systemami instalowanymi m.in. na platformach wojsk lądowych. Rheinmetall i MBDA rozwijają rozwiązania morskie, a Rheinmetall pokazuje też hybrydowe podejście, w którym laser może współpracować z armatą i rakietami. Rynek idzie nie w stronę pojedynczej broni, ale w stronę modułowych systemów wpinanych w wielowarstwową obronę.
Polska będzie musiała więc wybrać nie tylko dostawcę, ale też filozofię. A to może być najcięższe. Czy chcemy systemu bardziej gotowego, czy większego udziału krajowego przemysłu? Czy priorytetem będzie szybkie dostarczenie zestawów, czy głębszy transfer technologii? Czy najpierw potrzebne są systemy lądowe, czy równolegle trzeba myśleć o okrętach? Każda odpowiedź będzie miała swoje konsekwencje na lata.
*Grafika wprowadzająca wygenerowana przez AI














