Powrót na Księżyc coraz bliżej. Tak powstaje nowa rakieta

konto.spidersweb.pl 1 godzina temu

Historyczny lot na Srebrny Glob zbliża się wielkimi krokami. NASA złożyła główny człon rakiety SLS. Czy w 2027 roku ludzie znów postawią stopę na Księżycu?

W jednym z największych budynków świata zaczyna rosnąć rakieta, która ma popchnąć program Artemis do kolejnego etapu. NASA ustawiła pionowo główną część centralnego stopnia SLS dla misji Artemis III, a to oznacza, iż przygotowania do lotu planowanego na 2027 r. przeszły z etapu transportu ciężkich elementów do fazy składania kosmicznego kolosa.

https://www.facebook.com/reel/1401142361815648

Pomarańczowy gigant już stoi pionowo

Centralny stopień rakiety SLS wygląda jak ogromny, pomarańczowy cylinder. Ten kolor to piankowa izolacja zbiorników, która chroni paliwo kriogeniczne przed nagrzewaniem. W środku znajdują się zbiorniki na ciekły wodór i ciekły tlen, czyli paliwo i utleniacz potrzebne do pracy głównych silników RS-25.

Cały element ma ok. 65 m długości i jest największą częścią centralnego stopnia rakiety. Po dotarciu na Florydę trafił do Vehicle Assembly Building, czyli gigantycznej hali montażowej w Kennedy Space Center. To właśnie tam składano rakiety Saturn V programu Apollo i tam dziś powstają kolejne egzemplarze SLS.

Obecny etap polega na połączeniu głównej części stopnia z sekcją silnikową. Dopiero później całość zostanie przeniesiona do wyższej części hali, gdzie rakieta będzie integrowana z pozostałymi elementami: górnym stopniem, kapsułą Orion i dwiema bocznymi rakietami na paliwo stałe. Gdy SLS zostanie złożony w pełnej konfiguracji, będzie miał ok. 98 m wysokości i masę ok. 2,6 mln kg po zatankowaniu.

SLS to brutalny nośnik mocy

Space Launch System to rakieta zaprojektowana do wynoszenia załogowego statku Orion poza niską orbitę okołoziemską. Jej zadaniem jest nadać kapsule oraz jej ładunkowi wystarczającą prędkość, by mogły ruszyć w stronę głębokiej przestrzeni kosmicznej.

Sercem centralnego stopnia są 4 silniki RS-25. To konstrukcja wywodząca się jeszcze z programu wahadłowców kosmicznych, ale dostosowana do pracy w nowym systemie. Silniki spalają ciekły wodór i ciekły tlen, a w czasie startu współpracują z potężnymi bocznymi rakietami pomocniczymi na paliwo stałe. To one przez pierwsze minuty lotu dostarczają ogromną część ciągu potrzebnego do oderwania całego zestawu od Ziemi.

SLS jest kosztowny, złożony i często krytykowany za tempo rozwoju, ale w programie Artemis pełni funkcję, której nie da się łatwo zastąpić. Ma wynosić Oriona z astronautami w sposób zgodny z wymaganiami NASA dotyczącymi bezpieczeństwa misji załogowych. Jest to więc najważniejszy transportowiec załogi w architekturze powrotu ludzi w rejon Księżyca.

Artemis III nie będzie już tym, czym miała być na początku

Pierwotnie Artemis III miała być misją, która przywróci astronautów na powierzchnię Księżyca. Ten plan został jednak zmieniony. Opóźnienia w rozwoju komercyjnych lądowników księżycowych sprawiły, iż NASA przesunęła adekwatne lądowanie na późniejszy etap programu. Artemis III ma teraz być testem, który sprawdzi kluczową część nowej architektury lotów księżycowych.

Zamiast lecieć na powierzchnię Srebrnego Globu, Orion ma zabrać astronautów na orbitę okołoziemską. Tam załoga będzie mogła przećwiczyć zbliżenie i dokowanie z jednym lub choćby dwoma lądownikami rozwijanymi przez prywatne firmy. W grze są Starship firmy SpaceX i Blue Moon firmy Blue Origin. Obie konstrukcje mają w przyszłości przenosić ludzi z orbity w rejon Księżyca na jego powierzchnię.

Może i to brzmi mniej widowiskowo niż lądowanie, ale z punktu widzenia programu jest znacznie rozsądniejsze. NASA nie chce wysyłać ludzi na Księżyc lądownikiem, który nie przeszedł pełnej ścieżki testów. Dokowanie, podejścia, komunikacja, procedury awaryjne i kooperacja Oriona z lądownikiem muszą zostać sprawdzone wcześniej. Artemis III ma być właśnie takim egzaminem generalnym.

Misja Artemis II otworzyła drzwi, ale ich nie zamknęła

Artemis II była pierwszym załogowym lotem Oriona. Jej znaczenie polegało na sprawdzeniu statku z astronautami na pokładzie w misji wokół Księżyca. Po takim locie NASA ma znacznie więcej danych o zachowaniu kapsuły, systemów podtrzymywania życia, łączności, osłony termicznej i procedur załogowych.

To jednak nie oznacza, iż droga do lądowania jest już prosta. Orion może działać poprawnie, SLS może wynieść statek, ale cały program zależy jeszcze od lądowników, skafandrów, systemów komunikacji, planów tankowania, procedur dokowania i gotowości misji bezzałogowych. Artemis to zatem sieć połączonych technologii, w której najsłabszy element może przesunąć cały harmonogram.

Pionowe ustawienie centralnego stopnia SLS to istotny dowód postępów w pracach, jednak samo w sobie nie gwarantuje dotrzymania planowanego terminu startu. Rakieta wymaga jeszcze kompletnego montażu, przejścia rygorystycznych testów i ostatecznego przygotowania do lotu. Równolegle twórcy lądowników muszą potwierdzić ich pełną kompatybilność ze statkiem załogowym Orion. Dopiero pomyślne zgranie obu tych krytycznych ścieżek technologicznych pozwoli NASA na przejście do kolejnej fazy misji.

BuyboxFast
Idź do oryginalnego materiału