Priest Simulator: Vampire Show – recenzja (PS5). Gra zrobiona na 30% możliwości? No i zajebiście!

13 godzin temu

Polskie studio Asmodev doskonale wiedziało, co robi, serwując nam ten absolutnie unikalny pokaz kontrolowanego kiczu. Priest Simulator: Vampire Show w wersji na PlayStation 5 to growy odpowiednik produkcji tworzonych na legendarne 30% możliwości – i wiecie co? Dokładnie tyle wystarczyło, żeby stworzyć coś genialnego w swojej kategorii. Gra nie bierze jeńców, wjeżdżając z buta w naszą rodzimą popkulturę i bezczelnie czerpiąc z klasyki internetowych memów o Janie Pawle II czy uniwersum legendarnego asa Gwiezdnej Floty od Bartosza Walaszka.

Spis Treści

  • Czeluście piekielne kontra polska wieś
  • Egzorcyzmy z gnatem w ręku i urok Malucha
  • Wróżka Zębuszka i Polonez w gratisie
  • Gruzja w głośnikach i sztywne 60 klatek na PS5
  • Werdykt

Czeluście piekielne kontra polska wieś

Fabuła to czysta, niczym nieskrępowana abstrakcja zaprezentowana jako rasowy mockumentary, czyli udawany dokument telewizyjny. Wcielamy się w postać Orloka – wampira, który prosto z piekielnych czeluści zostaje zesłany do totalnie odciętej od świata polskiej wsi San de Ville. gwałtownie okazuje się, iż jedyną drogą do przetrwania i powrotu na stare śmieci jest… przejęcie lokalnej parafii. Jako ksiądz-wampir musimy zadbać o wiejski kościół, wysłuchać spowiedzi zszokowanych parafian w absurdalnych minigierkach i przede wszystkim spuścić srogie manto hordom satanistów, którzy panoszą się po okolicy. Całość została napisana z tak potężną dawką czarnego humoru, bezkompromisowej satyry z religii oraz ordynarnych bluzgów, iż podczas zabawy co chwilę człowiek łapie się za głowę z głośnym pytaniem, jak to w ogóle przeszło przez jakąkolwiek cenzurę.

Egzorcyzmy z gnatem w ręku i urok Malucha

Pod kątem samej rozgrywki mamy do czynienia z pierwszoosobowym shooterem, który miesza klasyczną rozwałkę z elementami sandboksu, a choćby bardzo uproszczonym symulatorem rozbudowy bazy (czyli naszej zrujnowanej parafii). Model walki opiera się na dość specyficznym patencie, w którym lewa ręka obsługuje klasyczny zestaw uzbrojenia (od krucyfiksów i toporów po strzelby i gnaty o sile rażenia pompy), a prawa odpowiada za specjalne wampirze moce magicznej rękawicy, takie jak chociażby rzucanie przedmiotami dzięki telekinezy. Klepanie satanistów po gębach daje mnóstwo radochy, chociaż fizyka obiektów bywa mocno umowna, a sam system strzelania potrafi po czasie wydać się nieco schematyczny.

Absolutnym sztosem i genialną odskocznią od czyszczenia lokacji z potworów jest jednak mechanika przemieszczania się po mapie. W wyznaczonych punktach możemy przyzwać legendarnego polskiego Malucha i ruszyć nim w tany po okolicy. Jazda tym małym, rzężącym cudem techniki to czysta esencja growego odlotu, zwłaszcza gdy rozjeżdżamy uciekających wrogów w trakcie wykonywania kolejnych szalonych misji, zbierając złom niezbędny do ulepszania kościoła czy instalowania w nim… stanowiska DJ-a. Gra doskonale maskuje swoje techniczne ograniczenia masą nietypowych zadań, jak chociażby polowanie na autorów bezbożnych graffiti, wymuszanie od wieśniaków kopert po kolędzie czy bezczelne rozbijanie zniczy na cmentarzu w celu zdobycia surowców, co skutecznie chroni przed nudą.

Wróżka Zębuszka i Polonez w gratisie

W zestawie z grą mamy też od razu dostępne Her Ghost. To adekwatnie krótki, trwający około godziny, samodzielny dodatek i coś w rodzaju wydłużonego, bardziej intymnego odcinka specjalnego, w którym stara ekipa spotyka się ponownie po finale podstawki. Twórcy sami zresztą lojalnie ostrzegają w opisie, iż to rzecz „trochę śmieszna i jeszcze bardziej trochę żałosna” – i dokładnie tak jest. Tym razem w San de Ville ostro rozrabia Wróżka Zębuszka, a z pomocą Orlokowi przychodzi sam kardynał Godspeed. Dostajemy kilka genialnie durnych dialogów, nowe cutscenki i trzy dodatkowe, widowiskowe egzorcyzmy do odpalenia na czas.

Prawdziwym hitem rozszerzenia jest jednak zupełnie nowa fura dorzucona do naszego garażu, czyli legendarny Polonez. Rozbijanie się tym polskim klasykiem motoryzacji po wiejskich bezdrożach i taranowanie kolejnych hord demonów daje niesamowicie potężną satysfakcję. To świetny, niesamowicie zwariowany epilog, po który warto sięgnąć od razu po napisach końcowych, żeby przedłużyć sobie tę całą doskonałą zabawę.

Gruzja w głośnikach i sztywne 60 klatek na PS5

Wizualnie od razu widać, iż to produkcja niezależna z wyraźnie określonymi ograniczeniami budżetowymi, więc fani fotorealistycznych tekstur z segmentu AAA nie mają tu czego szukać. Modele postaci bywają kanciaste, a fizyka pojazdów potrafi widowiskowo zwariować, stawiając naszego Malucha pionowo na ścianie, ale ta specyficzna, brudna i przesiąknięta klimatem VHS oprawa idealnie pasuje do ogólnego, trashowego klimatu produkcji. Co najważniejsze, wersja na PlayStation 5 działa pod kątem optymalizacji po prostu wzorowo. Gra trzyma stabilne 60 klatek na sekundę, dzięki czemu dynamiczna demolka i chaos na ekranie pozostają przez cały czas idealnie płynne i responsywne.

Prawdziwym majstersztykiem, który ostatecznie cementuje genialny klimat tego tytułu, jest oprawa dźwiękowa. Zamiast generycznych motywów czy anielskich pieśni, z głośników ryczy potężna, ciężka i bezkompromisowa muzyka, w której prym wiodą genialne kawałki z wydanego specjalnie na potrzeby gry albumu Vulgator od uwielbianego w naszym kraju zespołu Gruzja. Słuchanie ich industrialnych, blackmetalowych brzmień podczas rozjeżdżania demonów polskimi klasykami motoryzacji to doświadczenie jedyne w swoim rodzaju. Do tego dochodzi po prostu kapitalny, naturalny polski dubbing – aktorzy włożyli w te role całe swoje serce, idealnie oddając wiejski, przaśny klimat i specyficzne stany emocjonalne tego zwariowanego świata.

Werdykt

Priest Simulator: Vampire Show na PS5 to gra straszliwie pokręcona, wulgarna i zrobiona z pełną świadomością własnych ograniczeń, która bezbłędnie trafia w specyficzne, polskie poczucie humoru. jeżeli szukacie dopracowanego technicznie, ugrzecznionego shootera, omijajcie ten tytuł szerokim łukiem. o ile jednak uwielbiacie totalną jazdę bez trzymanki, czarny humor i po prostu chcecie się kapitalnie bawić przy bezkompromisowej rozwałce w rytm Gruzji – to jest to absolutny sztos, obok którego nie da się przejść obojętnie.


Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.


Za dostarczenie gry do testów dziękujemy firmie Ultimate Games.
Udostępnienie kodu w żaden sposób nie wpłynęło na wydźwięk powyższego materiału.
Idź do oryginalnego materiału