
Zagrywaj karty spaceru, odwiedź ulubione miejsca i poznaj nowych przyjaciół. Zbieraj złote dzwoneczki, uważając na upływający czas i zostań najsprytniejszym kociakiem w mieście! Koty z Kioto to urocza, szybka gra karciana, która spodoba się przede wszystkim rodzinnym graczom.
Informacje o grze
Autor gry: Rüdiger Dorn
Wydawnictwo: Muduko
Liczba graczy: 2-5
Czas gry: 15-30 minut
Wiek: 8+
Gra została przekazana mi bezzwrotnie w ramach recenzji od wydawnictwa Muduko. Nie miało to wpływu na kształt mojej opinii.
Współpraca reklamowa z Ceneo.pl


Koty z Kioto to karcianka, która zwróciła moją uwagę od momentu zapowiedzi przez wydawnictwo Muduko. Urocze ilustracje na okładce od razu przyciągają wzrok i sprawiają, iż żaden miłośnik kotów nie przejdzie obok nich obojętnie… Byłam bardzo ciekawa, jak gra sprawdzi się podczas rodzinnych rozgrywek, a jednocześnie nie wiedziałam czego się po niej spodziewać. Przygody, kombinowania, układania kocich ścieżek? Muszę przyznać, iż kiedy trafiła w końcu na mój stół, dość mocno mnie zaskoczyła… Zapraszam do recenzji!
Przegląd elementów i zarys rozgrywki

Koty z Kioto zajmują standardowe pudełko, typowe dla wielu rodzinnych karcianek (Wirus, Oskubani, Sen itd.). Ze względu na dość niewielkie wymiary, gra dobrze sprawdzi się jako pozycja podróżna. W opakowaniu znajdziemy wyłącznie karty i instrukcję, nie musimy się zatem bać pogubienia żadnych elementów. Samą talię możemy zapakować na dobrą sprawę choćby w woreczek strunowy, a gra stanie się jeszcze bardziej kompaktowa… To, co bardzo lubię w takich podróżnych karciankach, to brak konieczności szykowania talii w zależności od liczby graczy. Wystarczy, iż potasujemy karty i od razu możemy przystąpić do zabawy! Samo wykonanie gry jest dobre, a na szczególną pochwałę zasługują urocze ilustracje, które podobają się zarówno młodszym, jak i nieco starszym graczom. Co prawda, gra mogłaby być adekwatnie o czymkolwiek, wiadomo jednak, iż koty to zawsze trafiona tematyka.

Zasady gry są banalnie proste i można je wytłumaczyć w kilka minut choćby początkującym graczom, czy młodszym dzieciom. To ten typ gry, gdzie po jednokrotnym zagraniu wiemy już adekwatnie wszystko i pamiętamy zasady na lata… W każdej turze dobieramy na stół tyle kart, ile osób bierze udział w zabawie. Następnie aktywny gracz, odkrywa po kolei po jednej karcie i przydziela ją wybranej osobie (łącznie z sobą), dokładając ją po prawej stronie do rzędu kart danego gracza. jeżeli u kogoś wartość „czasu” przekroczy 13, runda się kończy. Spóźniony „kot” odrzuca karty, a pozostali odkładają na bok karty z dzwoneczkami. Rozgrywka się kończy, kiedy któremuś z graczy uda się uzbierać 13 dzwoneczków-punktów zwycięstwa.
Recenzja gry

Koty z Kioty to zaskakująco prosta karcianka, w której liczy się nieco sprytu, ale przede wszystkim…szczęścia. Ta gra to typowe push your luck, czy po prostu rosyjska ruletka, w której kusimy los, licząc na jak najwięcej punktów. Odkrywając kolejną kartę, musimy zdecydować, czy warto ją dołożyć do naszego rzędu, czy może lepiej poczekać na coś korzystniejszego. Czasami wybór nie jest trudny, gdyż niektóre karty przyczyniają się do zmniejszenia naszego dostępnego czasu. Inne natomiast mogą dawać nam dzwoneczki, a choćby dodatkowe korzyści, takie jak odrzucenie niechcianej karty, czy zwiększenie limitu czasu. Zawsze jednak pozostaje ryzyko, iż możemy trafić na coś lepszego lub… gorszego. Aktywny gracz musi sam podjąć decyzję, co mu się bardziej opłaca.

Im więcej graczy, bierze udział w zabawie, tym mamy mniejsze szanse na świadome kształtowanie swojej trasy. Przy rozgrywkach 5-osobowych, zadecydujemy o swojej 5 karcie, więc może się zdarzyć, iż do tego momentu już odpadniemy z rozgrywki! Z tego względu, według mnie gra najlepiej sprawdza się w rozgrywkach 3-osobowych. W grach na 2 osoby było nieco mniej emocjonująco, ale z kolei bardziej „świadomie”. Koty z Kioto są grą z dość sporą negatywną interakcją. Wiadomo, iż podrzucamy innym mniej korzystne karty, co oczywiście może się im niezbyt podobać. Do gry należy więc przystępować z lekkim przymrużeniem oka i potraktować ją jako zabawę… Raczej nic nie da się tutaj zaplanować, a losowość jest wszechobecna. Z tego też względu, Koty z Kioto nie zastąpią mi Oskubanych, czy Wirusa, gdzie mamy po prostu więcej decyzji do podjęcia i więcej możliwości przyjemnego kombinowania.

Podsumowanie
Koty z Kioto raczej nie sprawdzą się jako filler dla bardziej zaawansowanych graczy, ale jak najbardziej spodobają się graczom rodzinnym. Widzę również tutaj dość spory potencjał edukacyjny, szczególnie jeżeli chodzi o umiejętności matematyczne w klasach 1-3. Przeliczanie czasu i zdobytych dzwoneczków to fantastyczny trening dodawania! Koty z Kioto nie są wybitną pozycją, ale z pewnością stanowią sympatyczną zabawę, o ile oczywiście nie podejdziemy do gry zbyt poważnie. Podczas luźnych rozgrywek gra może zapewnić sporo emocji i zabawy. Polecamy, bawiliśmy się przy niej całkiem dobrze, chociaż liczyliśmy na nieco więcej akcji i przygody… Dzieci natomiast bardzo zadowolone i już namawiają nas na kolejne rozgrywki!
Mocne Strony:
- bardzo proste zasady,
- szybkie przygotowanie rozgrywki,
- urocze ilustracje kociaków,
- dobry trening matematycznych umiejetności,
- sprawdzi się dla rodzinnych graczy,
- ciekawa pozycja podróżna.
Słabe Strony:
- bardzo duża losowość,
- ograniczona decyzyjność,
- przy większym składzie graczy mamy minimalny wpływ na swoją trasę.
Przydatne linki:
Grę najtaniej kupisz tutaj
Link do strony wydawnictwa
Jeśli doceniasz naszą pracę i zaangażowanie albo po prostu podoba Ci się nasz portal i to, co robimy, to możesz nas wesprzeć niewielką kwotą – za co bardzo dziękujemy!!!

2 godzin temu
















