Recenzja: Disco Simulator (Xbox Series)

2 godzin temu
Zdjęcie: Recenzja: Disco Simulator (Xbox Series)


Kojarzycie może grę na pierwszych kolorowych Nokiach, w której prowadziło się klub nocny? Disco Simulator próbuję trafić w tę nostalgię. Czy skutecznie?

Gra Disco Simulator, jak sama nazwa wskazuje, pozwoli nam wcielić się we właściciela klubu nocnego. Czy uda nam się poprowadzić popularną dyskotekę?

Rozgrywka

Nasz klub oglądać będziemy z lotu ptaka, a sama rozgrywka podzielona jest na dwie części: przygotowanie oraz aktywną dyskotekową noc (trwającą od 21 do 8 rano).

Faza przygotowania to uzupełnianie zapasów, kupowanie usprawnień i budowanie ich, dekorowanie klubu i ewentualny marketing / organizacja imprez. Ulepszenia pozwalają nam na odblokowanie wyższej jakości barów, parkietów do tańczenia czy także nowych pracowników. Znajdziemy tam również więcej dekoracji czy rodzajów oświetlenia. W zależności od naszej reputacji i stanu konta możemy też organizować imprezy z konkretnymi DJ-ami, którzy wpłyną na cenę biletów do klubu czy przyciągną więcej klubowiczów. Więcej o tym jeszcze za moment.

Aktywna noc, która zaczyna się od kliknięcia przycisku, to prawie 12 godzin patrzenia na tłumy ludzi odwiedzających klub. Możemy sobie kliknąć na odwiedzających by zobaczyć ich potrzeby (trochę jak w Theme Park World), ale nie mamy żadnych opcji interakcji z nimi. W fazie tej możemy regulować prędkość czasu (zbugowaną, bo najpierw się on pauzuje, a dopiero później przyspiesza, choćby jak klikamy by go przyspieszyć), ale nie możemy na przykład zakończyć nocy szybciej, jeżeli popełniliśmy jakiś straszny błąd w fazie przygotowań.

Minigry i zdarzenia

Na gracza czekać będą jeszcze minigry, które wyskakiwać będą co jakiś czas podczas dyskotekowych nocy. W barze pojawi się minigra polegająca na składaniu drinków (trzeba wybrać składniki z listy, posiłkując się menu z lewej strony ekranu), przy wejściach zabawimy się w bramkarza, porównując dokumenty z zaproszeniem (nie spodziewajcie się jednak stopnia zaawansowania jak w Papers, Please), a także na stoisku DJ-skim układanie muzyki. Każda z tych gierek jest banalnie prosta i wymaga po prostu klikania lub czytania. Za poprawne ich wykonanie możemy dostać pieniądze lub reputację, za błędne odpowiedzi je stracimy. (Można je też zignorować).

Oprócz tego będą też zdarzenia, takie jak pożar w klubie czy handlarz narkotyków. Każde z takich przypadkowych wydarzeń da nam trzy opcje do wyboru, bez jednej poprawnej odpowiedzi. Czasem opcja A da nam najlepsze bonusy, innym razem B. Z absurdalnych i całkiem okropnych opcji, jeżeli pójdziemy na układ z dilerem, zawsze dostaniemy 5000 dolarów. Głupio by było nie skorzystać, prawda? Chociaż “uczy to” dość okropnych rzeczy.

Pożar w klubie (brzmi strasznie!) po pierwsze możemy zignorować, po drugie niezależnie od decyzji, nie stracimy reputacji, co najwyżej trochę pieniędzy. Podobnie z awarią świateł.

Realnie, w momencie gdy nie zależy nam na pieniądzach czy reputacji, a jedynie trzymamy klub dla osiągnięć czy usprawnień, klikanie po wydarzeniach czy minigierkach zaczyna być stratą czasu.

Kolejki

I tu choćby nie chodzi o kolejkę w barze, a… do baru. W Disco Simulator, z jakiegoś powodu, manualnie będziemy musieli ustawiać miejsca w kolejce. Odwiedzający się zdenerwują, jeżeli miejsc w kolejce nie będzie wystarczająco dużo, więc czy to przed toaletą, czy przed barem, klikać będziemy musieli dziesiątki razy, tworząc zaawansowane schematy, omijające meble i ściany.

Z kretyńskich rzeczy, nasze “kroki” wcale nie muszą być bliko siebie. Możemy rozstawiać je na różnych końcach klubu, wstawić jakieś w toalecie, czy pomieszczeniu dla pracowników, kolejnej osobie kazać ustawić się za barem, a innej pomiędzy fotelami. Cudownie. Twórcy gry na szczęście nie martwią się takimi rzeczami jak kolizje. Ściany czy inne przeszkody są tylko umowne, więc spokojnie klubowicze będą przenikać co trzeba, by dotrzeć do baru.

Budowanie kolejek to jednak najgorszy i najdurniejszy z mechanizmów, który niesamowicie frustruje i demotywuje przed kupnem nowego baru, dla którego wszystko trzeba będzie zaczynać od nowa. Z czasem oczywiście będzie trzeba to zrobić, bo mały bar i długa kolejka do niego gwałtownie zaczną irytować naszych odwiedzających, co skutkować będzie obniżającą się reputacją.

Okropnie dużo błędów

Disco Simulator niestety pełen jest bugów, które dosłownie psują grę. Pomimo tego, iż istnieje upgrade pozwalający na trenowanie pracowników, sama opcja zawsze pozostaje nieaktywna. Sprawdziłam to na kilku różnych klubach z kilkoma różnymi managerami. W tym też z takim, który ma premię do szkolenia pracowników! Nigdzie jednak to po prostu nie działa. A to strasznie irytuje, bo dość gwałtownie dochodzimy w grze do impasu i stagnacji, do najlepszych sprzętów i dekoracji ustawionych w każdym calu wolnej przestrzeni, by i tak fizycznie nie móc dobić do 200 odwiedzających klub (w pierwszym lokalu). Szybsi barmani pewnie poprawili by tu sytuację.

Po cichu zastanawiam się, czy opcja ta została w ogóle w grze zaimplementowana? Skoro skasowanie baru czy kanciapy ochrony, momentalnie zwalnia też pracowników. Gdy planujemy więc aktualizację wyposażenia, pożegnać musimy się też z pracownikami. I co? Stracimy wtedy wytrenowaną załogę? Trochę głupie i nieprzemyślane.

Do tego ciężko pozbyć się wrażenia, iż nie-człowiek pracował nad częścią gry. Bo jak wytłumaczyć, iż aż 5 z 8 topowych tancerek ma na imię Sofia? Czy to jakiś okrutny żart wycelowany w czyjąś ex, sugerujący, iż to imię dla Striptizerki (średnio…)? Czy może imiona generował program, a człowiek potem nie sprawdził? No i nie ma nic bardziej atrakcyjnego, niż tańcząca w takim klubie babcia, prawda?

Różne kluby umieszczone będą w różnych latach. Wskoczymy tu więc w lata 70’te czy 80’te, a później przeskoczymy w przyszłość, prawie 60 lat później. Nie zmienia to jednak NIC poza numerkiem w interfejsie. Ubrania klubowiczów, muzyka czy meble wciąż pozostają takie same. Po co to więc? Bardzo mocno zmarnowany potencjał.

Dodatkowo, co psuć nam będzie sprawdzanie biletów w minigrze, data wcale nie zmienia się wraz z północą. Więc taki bilet wystawiony na 9 czerwca, 21:00 będzie WŁAŚCIWYM biletem, gdy data pokaże nam drugą nad ranem 9 czerwca. Debilizm, serio.

Wrażenia

Disco Simulator to naprawdę zmarnowany potencjał i gra, która jest tak banalnie prosta, iż po dobrym ustawieniu fazy przygotowań po kilku pierwszych nocach, nie wymagać już będzie od nas żadnej pracy. Parkiet sprząta się sam, zdarzenia losowe nie wymagają uwagi, a podejmowane decyzje nie mają konsekwencji. Wybrany DJ zawsze będzie dobrym wyborem, a pracownicy nigdy sami się nie zwolną, nie zażądają podwyżki czy (najwyraźniej) niczego się nie nauczą.

PS. gra nie dba w ogóle o to, czy łazienki są osobnych w pomieszczeniach. Albo regały z zapasami. Wszystko może być na hurra wrzucone w jedno wielkie pomieszczenie. Cudownie, prawda?

Sama rozgrywka jest monotonna, a faza przygotowań męcząca. Tytuł ma potencjał, ale bardzo płaskie mechaniki i poziom trudności kompletnie go zrujnowały, tworząc grę, którą warto przejść tylko dla punktów za osiągnięcia. Najlepiej grając w coś jednocześnie na telefonie.

Disco Simulator od 15 stycznia dostępny jest na konsolach Xbox Series. Na PlayStation 5 gra została dopiero ogłoszona i nie znamy daty premiery.

Grę do recenzji dostarczył Xbox.

Idź do oryginalnego materiału