Recenzja: Little Nightmares VR: Altered Echoes (Meta Quest 3)

1 godzina temu
Zdjęcie: Recenzja: Little Nightmares VR: Altered Echoes (Meta Quest 3)


Little Nightmares VR: Altered Echoes to przeniesienie horrorowej przygody na grunt wirtualnej rzeczywistości. Czy urok serii działa w VR?

Seria Little Nightmares od samego początku była czymś więcej niż tylko mroczną platformówką. Koszmary nie wyskakiwały z szafy, tylko straszyły groteską i wchodziły głęboko pod skórę. Niedawno premierę miało Little Nightmares VR: Altered Echoes, które obiecywało przeniesienie uroku cyklu Bandai Namco do wirtualnej rzeczywistości. Czy świat małych koszmarków działa dobrze w VR?

Stary dobry koszmar

Fabuła Altered Echoes dzieje się po wydarzeniach z Little Nightmares II. Mono i Six oglądają razem dziwny sygnał z telewizora, z którego wyłania się tajemniczy wysoki jegomość. Sprawia on, iż ciało Six oddziela się od jej duszy. I właśnie tu wkraczamy my – jako Dark Six zwiedzimy Wieżę Sygnałową, by wrócić do swojego prawdziwego ciała.

Fabuła wciąż operuje tu bardziej na skojarzeniach, niż konkretnych odpowiedziach. Narracja rzuca nas z sekwencji do sekwencji, bez większego powiązania między scenami. Eksploracja świata z pierwszej osoby to nowość w serii, i wychodzi to moim zdaniem na plus. Wrażenie robi zwłaszcza zmienne poczucie skali, które z oczu bohaterki jest nieskończenie bardziej odczuwalne, niż w tradycyjnej perspektywie.

Wielki świat małymi oczami

Ze zmianą perspektywy wiąże się oczywiście cała warstwa gameplayowa, która musiała zostać gruntownie przeprojektowana na potrzeby VR. Platformowe elementy wciąż tu występują i dalej emocjonują, zwłaszcza w charakterystycznych dla serii sekwencjach ucieczki. Nie będziemy jednak skakać i wywijać szalonych powietrznych akcji – główną bazą poruszania się jest wspinaczka i dość powolny bieg. Myślę, iż możliwość wspinania się po wybranych elementach otoczenia świetnie potęguje poczucie bycia malutkim, co idealnie pasuje do świata Little Nightmares. Szkoda trochę, iż nie na wszystkie obiekty możemy wejść, choćby jeżeli jest to taka sama walizka, na którą pięć minut temu ochoczo się wdrapywaliśmy w innej sekwencji.

Show zdecydowanie kradną momenty skradane, w których będziemy cichutko przekradać się pod stołami, nad którymi czyha straszny oprawca. I tutaj stylistyka serii robi największą robotę. Przyznam, iż w sekwencji ucieczki przed wydłużającą szyję nauczycielką piszczałem za każdym razem, gdy tylko groteskowa kreatura pełzła w moim kierunku.

Największą wadą rozgrywki jest dość mała różnorodność i złożoność wyzwań. Większość zagadek opiera się na wczepieniu odpowiedniego elementu w dobry slot, a sekcje skradane z czasem robią się lekko nużące. Dziwi mnie też fakt ilości elementów, które możemy podnieść bez większego celu czy zastosowania w rozgrywce. Szkoda, bo w takim rozrachunku gra stoi poziomem zaawansowania gdzieś w granicach gier VR z 2018 roku.

No i tak też stoi metrażem zabawy, bowiem Little Nightmares VR: Altered Echoes zajęło mi niecałe dwie godziny. Za jedną trzecią ceny byłoby to akceptowalne, jednak za ponad 120 złotych trudno usprawiedliwić ten zakup. Zwłaszcza, iż nie ma tu zbytnio powodu by wracać – poza kilkoma znajdźkami doświadczenie jest skrajnie jednorazowe.

Granica strachu

Warstwa wizualna, podobnie jak w przypadku wielu gier na VR, jest tu bardzo nierówna. Zobaczenie postaci w pierwszej scenie przywołało bowiem na myśl PlayStation 2 – modele były mało szczegółowe i płaskie. Po przejściu w tryb pierwszoosobowy zrobiło się natomiast znacznie lepiej. Wszystkie przedmioty okazały się naprawdę dopracowane, a gra światłem robiła spore wrażenie. Wydaje mi się, iż głównym winowajcą mieszanego odczucia był brak antyaliasingu, przez co wszystkie krawędzie szumiały, psując immersję.

Nie mogę natomiast nie pochwalić różnorodności poziomów, które przyjdzie nam eksplorować. Abstrakcyjne krajobrazy rodem z sennego koszmaru to codzienność dla tej serii, jednak w wirtualnej rzeczywistości odczucia są spotęgowane. Szkoda, iż długość gry nie pozwoliła na zwiedzenie większej ilości poziomów, bo one twórcom wyszły naprawdę genialnie.

Małe problemy techniczne

Wspomnę jeszcze, iż przy początku zabawy napotkałem problem z kalibracją, którego nie widziałem zbyt często w innych produkcjach na gogle VR. Zerowanie widoku, w teorii mające pomóc z usytuowaniem w przestrzeni, wyrzucało interfejs jakieś 5 centymetrów za moją twarz. Finalnie jakoś udało się grać dalej, ale prawdopodobnie to przez ten błąd każdy zrzut ekranu w recenzji ma dziwną nakładkę kaptura Six w lewym górnym rogu…

Pochwalę natomiast obecność polskiej wersji językowej (tekstu tu bądź co bądź jest niewiele) oraz obecność trybu do gry na siedząco. Ten drugi działa niestety trochę niezdarnie, bo nie dopasowuje wysokości podłogi to tej w prawdziwym życiu. Przedmioty często są zatem poza naszym zasięgiem, a brak możliwości ich przyciągania zmusi nas do szurania kontrolerem po ziemi.

Czy wejść do telewizora?

Little Nightmares VR: Altered Echoes to bardzo interesujący projekt, który dał mi sporo przyjemności przy ogrywaniu. Znalazło się tu kilka naprawdę przerażających momentów, które dodatkowo nawiązują do głównej serii. Brak narracji i niesamowicie krótki czas rozgrywki sprawiają jednak, iż ciężko mi jednoznacznie ten tytuł polecić, zwłaszcza w cenie premierowej. Fani serii Little Nightmares z pewnością znajdą tu doświadczenie godne uwagi. Myślę również, iż produkcja Bandai Namco jest świetnym wprowadzeniem do horrorów na VR. W ogólnym rozrachunku zagrać warto, jednak najlepiej poczekać na przecenę.

Egzemplarz recenzencki gry dostarczyła Cenega.
Idź do oryginalnego materiału