Recenzja: REANIMAL (PlayStation 5) – potworne koszmary

1 godzina temu
Zdjęcie: Recenzja: REANIMAL (PlayStation 5) – potworne koszmary


Już 13 lutego nadejdzie premiera długo wyczekiwanego REANIMAL od Tarsier Studios. Czy nowa gra to godna ewolucja względem Little Nightmares?

Tarsier Studios to studio najbardziej znane ze stworzenia serii Little Nightmares, która podbiła serca fanów groteskowego horroru. Po zmianie wydawcy i straceniu praw do marki, deweloperzy postanowili stworzyć coś nowego, aczkolwiek znajomego. Tak właśnie powstało kooperacyjne REANIMAL, które swoją premierę będzie miało już w ten piątek, trzynastego lutego. Czy Tarsier dalej ma w sobie ten pierwiastek, który był odpowiedzialny za sukces Little Nightmares? Przekonajmy się.

Hop do studni

Rys fabularny REANIMAL już na starcie daje nam znać, iż mamy do czynienia z produkcją twórców Little Nightmares. Nic bowiem nie zostaje nam przekazane wprost – naszych protagonistów, dwie sieroty, poznajemy na łodzi zmierzającej na tajemniczą wyspę. Z tokiem rozgrywki okazuje się, iż głównym celem bohaterów będzie uratowanie swoich przyjaciół.

A ratunek im się przyda, gdyż na każdym kroku przygody czeka jakieś złowieszcze, groteskowe zagrożenie. W pierwszym etapie gry będą to wypatroszeni ludzie, potem dołączą do nich zwierzęta, z którymi ewidentnie cos jest nie tak. Chyba wszyscy się zgodzimy, iż słodka świnka na farmie jest mniej niepokojąca, kiedy jej wnętrzności znajdują się w… jej wnętrzu.

Tak jak wspomniałem, narracja jest niesamowicie kryptyczna i otwarta na szerokie interpretacje. Czym są wizje towarzyszącej nam sieroty w króliczej masce? Dlaczego inne sieroty mówią, iż nie ma już odwrotu? Czemu płyniemy łodzią przez pola minowe? Na każde z tych pytań musimy odpowiedzieć sami (lub dzięki analizom gry na YouTube).

Przeprawa wodno-lądowa

Rozgrywka w REANIMAL to w dużej mierze połączenie eksploracji, skradania się i sporadycznej walki. Zwiedzać poziomy będziemy głównie na piechotę, z okazjonalną przejażdżką drezyną czy furgonetką lodziarza. Znajdziemy również rozsiane po świecie maski dla dzieciaków oraz sekrety, również takie, które posłużą odblokowaniu dodatkowego zakończenia gry. Warto też pochwalić szczegółowość otoczeń, które pełne są małych interaktywnych elementów, jak popcorn wypadający z przewróconego w kinie kubełka.

Całkiem mocno zaskoczyła mnie otwartość świata w eksploracji, zwłaszcza podczas sekcji na łódce. Podczas rejsów często czuliśmy się mocno zagubieni, przypadkowo trafiając na niesamowicie malownicze (i niepokojące) krajobrazy. Fajnie, iż z reguły każde takie zboczenie z głównej ścieżki zostanie nagrodzone jakąś znajdźką. W dalszej części gry napotkamy natomiast naprawdę szalone momenty, których w recenzji zdradzać oczywiście nie będę.

Warto w tym miejscu wspomnieć, iż całość gry możemy przejść w trybie dla jednego gracza lub w kooperacji. Twórcy zadbali na szczęście o najróżniejsze opcje współpracy – możemy tu grać razem na jednej konsoli lub internetowo. Tarsier zapowiedział także, iż pracuje nad Friend’s Pass, które pozwoli na dołączenie do gry choćby bez posiadania własnego egzemplarza tytułu.

Świat szarej godziny

Wizualnie, a zwłaszcza artystycznie, świeżynka od Tarsier Studios stoi na najwyższym poziomie. Krajobrazy, jakie przyjdzie nam zobaczyć, przywodzą na myśl malarską twórczość Beksińskiego czy Friedricha. Skąpane w mroku, spokojne acz niepokojące widoki w tle razem z mistrzowską zabawą skalą budują tu obraz gry, której każda klatka mogłaby zostać oprawiona w ramy i zawisnąć w muzeum. REANIMAL to istna uczta dla oczu.

Jedynym mankamentem warstwy wizualnej, o którym muszę wspomnieć, jest niestety fakt, iż w tej ciemności czasem naprawdę ciężko się zorientować. Latarenka i zapalniczka obecne w naszym arsenale pomagają tu jedynie symbolicznie, gdyż bijące od nich światło jest niewielkie, zwłaszcza w obliczu tak szerokich i odległych kadrów kamery. Szkoda też, iż brakuje tu opcji dostępności, które rozróżniałyby grywalne postacie – sekwencje ucieczki niejednokrotnie kończyły się u nas porażką wskutek pomylenia kontrolowanych bohaterów.

Na uwagę zasługuje też zjawiskowa muzyka, która co prawda nie pojawia się często, jednak jej zabrzmienie w słuchawkach każdorazowo potęguje wrażenia rozgrywki. Gra nie straszy konwencjonalnymi środkami, jednak klimat działa tu potężnie i, zwłaszcza w jednej sekwencji związanej z wodą, potrafi zmrozić krew w żyłach. Pochwalę też czas trwania przygody, który oscyluje w granicach 7-9 godzin. To idealny metraż, w którym rozgrywka nie zdąży znużyć, a terror pozostaje świeży.

Baran na do widzenia

REANIMAL to w moim odczuciu pełne spełnienie ambicji Tarsier Studios. Każdy element tego tytułu w ekspercki sposób został bowiem spojony w całokształt, którego nie omieszkam nazwać majstersztykiem. Drobne niedociągnięcia techniczne i wizualne nie przeszkadzają tu, bym był w stanie nazwać tę produkcję solidnym pretendentem do gry roku, a mamy dopiero luty.

Za egzemplarz recenzencki gry dziękujemy Plaion Polska.
Idź do oryginalnego materiału