Recenzja The Blood of Dawnwalker - Przygody wampira w stylu Wiedźmina. Kolejna dobra polska produkcja?

3 godzin temu
Po mało przyjemnej rozmowie Geralt dostaje od władcy Nilfgaardu zlecenie odnalezienia Ciri. Czas jest oczywiście (fabularnie) ograniczony, toteż nasz łowca potworów w te pędy wyjeżdża z pałacu, by... pograć trochę w Gwinta i powałęsać się po miastach, wioskach i co mu tam przychodzi do głowy. Inne uniwersum, Night City. Najemnik (lub najemniczka) o ksywie V niedawno został postrzelony w głowę z najbliższej odległości, ale uratował go pewien konstrukt na bazie dawno nieżyjącego rockmana-anarchisty. Problem w tym, iż nanotechnologia, która uratowała mu życie, jednocześnie powoli go zabija. Pozostaje gorączkowo szukać rozwiązania, zanim naszej postaci z własnej jaźni nic nie pozostanie, prawda? Ano nie do końca, bo w mieście jest tyle atrakcji i misji... Mógłbym tak dłużej, ale chyba każdy rozumie ideę. No cóż, Rebel Wolves podjęło jedną z ciekawszych prób złamania tego schematu. W ciągu ostatnich dwóch tygodni sprawdzałem czy The Blood of Dawnwalker wart jest tego szumu.
Idź do oryginalnego materiału