Rząd tworzy eDziennik dla szkół i to za darmo. Librus może mieć problem

konto.spidersweb.pl 1 godzina temu

MEN szykuje darmowy eDziennik dla szkół i rodziców. Pilotaż ma ruszyć w roku szkolnym 2026/2027, a pełny dostęp rok później.

Ministerstwo Edukacji Narodowej wchodzi na rynek, który do tej pory należał wyłącznie do komercyjnych graczy. Zapowiada własny, państwowy eDziennik – całkowicie bezpłatny dla szkół, uczniów i rodziców. Pierwsze testy mają ruszyć już w roku szkolnym 2026/2027, a pełne wdrożenie – rok później, od września 2027. jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to za dwa lata szkoły dostaną publiczną alternatywę dla płatnych systemów, z których korzystają dziś.

Państwo wchodzi na rynek, na którym od lat rządzą komercyjne systemy

Elektroniczny dziennik już dawno przestał pełnić funkcję pomocniczą i stał się podstawowym narzędziem organizacji życia szkolnego. Dla rodziców stanowi w tej chwili główny kanał dostępu do informacji o ocenach, frekwencji, korespondencji z nauczycielami, usprawiedliwieniach nieobecności, modyfikacjach planu lekcji i bieżącej logistyce dnia. Z danych Systemu Informacji Oświatowej za rok szkolny 2025/2026 wynika, iż z e-dzienników korzystało ponad 97 proc. publicznych szkół podstawowych i ponadpodstawowych, które udzieliły odpowiedzi w tym zakresie. Wskaźnik ten potwierdza niemal całkowite nasycenie rynku.

Problem w tym, iż rynek jest w tej chwili niemal w całości komercyjny, a stery trzyma w rękach dwóch głównych graczy. Ministerstwo wskazuje na dwa podstawowe kłopoty w związku z tą sytuacją. Pierwszy to opłaty, które za dostęp do dziennika ponoszą rodzice. Drugi to bezpieczeństwo danych. A nie mówimy tu o błahych informacjach. Mówimy o danych wyjątkowo wrażliwych: ocenach, frekwencji, informacjach o uczniach, ich rodzicach, nauczycielach, klasach, prywatnych wiadomościach i całej codziennej dokumentacji życia szkoły.

Rządowy eDziennik ma więc nie tyle zakazać Librusa, Vulcana czy innych usług, ile stworzyć publiczną, darmową alternatywę. Szkoły przez cały czas mają decydować, z jakiego rozwiązania korzystają. Na tej samej zasadzie ma być możliwe wejście do państwowego systemu i rezygnacja z niego.

Darmowy ma znaczyć naprawdę darmowy

Najważniejszym zobowiązaniem jest eliminacja kosztów po stronie użytkownika końcowego. To bezpośrednia odpowiedź na sygnały kierowane do Ministerstwa Edukacji Narodowej i Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Rodzice od lat wskazywali na rozbieżność między bezpłatnym dostępem podstawowym przez przeglądarkę a płatną, rozszerzoną funkcjonalnością aplikacji mobilnych, które tak naprawdę stanowią główny kanał codziennego korzystania z e-dziennika. Dodatkowym obciążeniem (szczególnie dla rodzin z większą liczbą dzieci) było naliczanie opłat oddzielnie za każdego ucznia w gospodarstwie domowym.

E-dziennik to nie Netflix. Dla rodziców to podstawowe narzędzie do ogarniania szkolnej codzienności: plan lekcji, nieobecności, wiadomości od nauczycieli. jeżeli wygodny dostęp do tych funkcji kosztuje, pojawia się pytanie, czy publiczna szkoła nie oddała zbyt dużej części swojej komunikacji w ręce komercyjnych aplikacji? Nowy system ma ten problem przeciąć. o ile eDziennik rzeczywiście będzie pełną, wygodną i bezpłatną usługą, szkoły dostaną argument, by nie opierać kluczowej komunikacji z rodzicami na modelu freemium.

Dane z SIO i logowanie przez mObywatela

MEN zapowiada też, iż eDziennik ma być zasilany danymi z publicznych systemów, w tym z Systemu Informacji Oświatowej. To niezwykle istotne, bo szkoły od lat mierzą się z problemem dublowania danych w różnych narzędziach. Im więcej systemów trzeba manualnie uzupełniać, tym większe ryzyko błędów, chaosu i nieaktualnych informacji.

Drugi filar to bezpieczne logowanie – i to nie byle jakie, tylko przez państwowy mechanizm uwierzytelniania podłączony do Węzła Krajowego, np. przez profil mObywatel. Oznacza to koniec z sytuacją, w której dostęp do wrażliwych danych szkolnych chroniony jest przypadkowym loginem i hasłem, działającymi tylko w jednym, konkretnym systemie. Zamiast tego użytkownik potwierdza tożsamość tam, gdzie państwo już ją zweryfikowało – tym samym mechanizmem, którym loguje się do urzędu czy e-recepty.

E-dziennik to nie jest zwykła tablica ogłoszeń, którą można postawić byle gdzie i byle jak. Dostęp do konta rodzica, ucznia czy nauczyciela to dostęp do całego szkolnego świata: informacji o dziecku, klasie, ocenach, codziennej komunikacji ze szkołą. jeżeli państwowy system ma realnie konkurować z komercyjnymi graczami, nie wystarczy, iż będzie darmowy. Musi być też wiarygodny technicznie – stabilny, bezpieczny i przewidywalny. Bo jeżeli nie, żaden dyrektor nie zaryzykuje migracji. Nikt nie odda newralgicznych danych szkoły w ręce systemu, który może się posypać w pierwszym tygodniu września.

Pilotaż w każdym województwie

Projekt zakłada pilotaż w roku szkolnym 2026/2027. Testy mają objąć wybrane publiczne i niepubliczne szkoły podstawowe, a jeżeli pozwolą na to warunki organizacyjne i techniczne, również wybrane szkoły artystyczne prowadzące kształcenie ogólne na poziomie podstawówki.

W każdym województwie kuratorzy oświaty, w porozumieniu z dyrektorami szkół, mają zarekomendować co najmniej dwie szkoły podstawowe. W przypadku szkół artystycznych podobną rolę ma pełnić minister adekwatny do spraw kultury i ochrony dziedzictwa narodowego. Dobór placówek ma uwzględniać różny poziom rozwoju cyfrowego szkół.

To rozsądne założenie, bo e-dziennik w małej szkole z kilkoma klasami działa zupełnie inaczej, niż w potężnym zespole szkół z dziesiątkami oddziałów, skomplikowanym planem lekcji, rozbudowaną administracją i armią rodziców logujących się codziennie wieczorem.

Jeśli system ma wejść powszechnie od roku szkolnego 2027/2028, pilotaż nie może ograniczyć się do sprawdzenia, czy da się zalogować i wpisać ocenę. Musi przejść twardy, codzienny stres test: zastępstwa na cito, masowe wiadomości, frekwencja, usprawiedliwienia, awarie w najmniej oczekiwanym momencie, dostęp mobilny na starym telefonie i obsługa rodziców, dla których świat cyfrowy nie jest oczywistością.

Największym testem nie będzie sam start, tylko sama wygoda

Nawet system spełniający najwyższe standardy bezpieczeństwa i całkowicie bezpłatny może nie zyskać akceptacji użytkowników, jeżeli zawiedzie w zakresie użyteczności. Rodzice i nauczyciele nie oceniają e-dziennika przez pryzmat jego architektury prawnej, ale przez codzienne doświadczenie: czy aplikacja działa bez zarzutu w godzinach szczytu, czy powiadomienia docierają bez opóźnień, czy proces wysłania usprawiedliwienia zajmuje kilkanaście sekund, czy korespondencja nie ginie, czy plan lekcji odzwierciedla bieżący stan i czy system zachowuje stabilność przy masowych logowaniach. To te parametry tak naprawdę zadecydują o powodzeniu wdrożenia.

To może być największy problem dla MEN. Komercyjni dostawcy mają lata doświadczenia, rozpoznawalność i przyzwyczajenia użytkowników. Państwowy eDziennik będzie musiał wejść na rynek, na którym rodzice narzekają na opłaty, ale jednocześnie oczekują wygody typowej dla dojrzałych aplikacji. Sama darmowość nie wystarczy.

Jeżeli system będzie toporny, szkoły zostaną przy dotychczasowych rozwiązaniach. o ile będzie działał dobrze, może realnie zmienić układ sił. Nie przez administracyjny nakaz, tylko przez presję: skoro istnieje darmowe i bezpieczne narzędzie, coraz trudniej będzie uzasadniać rodzicom, dlaczego szkoła opiera komunikację na płatnych funkcjach prywatnej aplikacji.

BuyboxFast
Idź do oryginalnego materiału