
LG Gallery TV to telewizor, który chce być sztuką. I chce zrobić to lepiej od Samsunga.
Rynek telewizorów szykuje się na kolejne starcie gigantów – i tym razem nie chodzi o jasność, kontrast czy liczbę portów HDMI. LG zapowiedział nowy model, który ma rzucić wyzwanie Samsungowi The Frame, czyli telewizorowi, który od lat udowadnia, iż ekran w salonie może być czymś więcej niż czarnym prostokątem. LG jednak nie zamierza kopiować pomysłu.
Telewizor, który przestaje być telewizorem
Trend jest jasny: TV ma nie tylko działać, ale też wyglądać. Ma być elementem wnętrza, a nie kompromisem. Samsung zrozumiał to pierwszy, wprowadzając The Frame – urządzenie, które po wyłączeniu zamienia się w obraz. Minimalizm, elegancja, prostota. I ogromny sukces.
LG postanowił wejść na ten sam teren, ale z zupełnie inną filozofią. Gallery TV – bo tak nazywa się nowy model – powstał we współpracy z kuratorami muzeów. Inżynierowie i specjaliści od sztuki mieli wspólnie zastanawiać się jak wyświetlać dzieła tak, by wyglądały tak jak powinny wyglądać – nie jak ładny screensaver, ale jak ekspozycja.
LG Gallery TV pojawi się w dwóch rozmiarach: 55 i 65 cali. Konstrukcja typu flush‑mount sprawia, iż telewizor przylega do ściany niemal jak obraz – to poziom integracji, który Samsung dopracował do perfekcji, więc tutaj mamy remis. Ale LG dorzuca coś ekstra: magnetyczne ramki, które można zmieniać w kilka sekund, bez narzędzi i bez nerwów.
Najważniejsze jednak dzieje się na samym ekranie. LG zastosował matową powłokę redukującą odbicia, projektowaną specjalnie z myślą o ekspozycji sztuki. To nie jest zwykły antyrefleks. Chodzi o to, by obraz nie zamieniał się w lustro, gdy w pokoju zapalisz lampę. W muzeach to standard. W telewizorach – rzadkość.
Podświetlenie MiniLED zapewnia precyzyjną kontrolę nad jasnością, a procesor Alpha 7 AI odpowiada za przetwarzanie obrazu i dźwięku. Ten ostatni korzysta z technologii AI Sound Pro, która symuluje układ 9.1.2.
Do tego dochodzi wbudowana pamięć na dzieła sztuki, dzięki czemu telewizor może działać w trybie galerii choćby bez Internetu. To drobiazg, ale bardzo praktyczny – i świadczący o tym, iż ktoś naprawdę przemyślał scenariusze użycia.
LG Gallery+: darmowe i płatne oblicze sztuki
LG wprowadza również nową usługę – Gallery+. I tu zaczyna się robić ciekawie. Wersja darmowa dostępna będzie w ponad 150 krajach i zaoferuje około 100 wyselekcjonowanych dzieł sztuki oraz podstawowe funkcje dekoracyjne. Dla wielu użytkowników to w zupełności wystarczy, by telewizor stał się elementem wystroju.
Wersja premium to już zupełnie inna liga: ponad 4500 dzieł, regularnie aktualizowanych, w tym klasyka, fotografie, grafiki z gier (tak, Ubisoft też tu jest), animacje i materiały wideo. Do tego dochodzi generatywne AI, które pozwala tworzyć własne obrazy na podstawie opisów. Można też synchronizować zdjęcia z Google Photos.
Cena? Około 5 euro/dolarów miesięcznie. Dla jednych – drogo. Dla innych – mniej niż jedna kawa w modnej kawiarni.
Problem w tym, iż część funkcji, które wcześniej były darmowe w starszych modelach LG teraz trafia za paywall. I to może wywołać dyskusje.
Pytania bez odpowiedzi
Choć LG pokazało sporo to przez cały czas nie wiemy kilku kluczowych rzeczy:
- ile telewizor będzie kosztował,
- kiedy i czy trafi do Polski,
- jakie będzie miał możliwości gamingowe (MiniLED sugeruje 120 Hz, ale to tylko domysł),
- jakie będą dostępne częstotliwości odświeżania,
- jak w praktyce wypadnie na tle OLED‑ów LG, które przez cały czas są topowe pod względem czerni i kontrastu.
To wszystko sprawia, iż na ostateczne wnioski trzeba poczekać do stycznia.
Jest tego więcej
Ustaw Spider’s Web jako preferowane medium w Google


















