South of Midnight – recenzja. Do Game Passa właśnie zmierza perełka

news.5v.pl 18 godzin temu

South of Midnight zaskakuje barwną historią, przepiękną oprawą i satysfakcjonującym gameplayem. Jest to zdecydowanie produkcja, dla której krzywdzącym byłoby określenie „średniak z Game Passa”.

Studio Compulsion Games dotąd nie miało na swoim koncie hitu. Niedoceniony Contrast i mocno przeciętne We Happy Few nie podbiły rynku, ani tym bardziej nie okazały się sprzedażowymi hitami. South of Midnight może jednak to zmienić.

Witajcie w Luizjanie!

Akcja gry rozgrywa się w małym miasteczku Prospero na południu Stanów Zjednoczonych (choć dość gwałtownie przyjdzie nam je opuścić i zapuścić się na prowincję). Główną bohaterką jest młoda Hazel Flood, którą poznajemy, kiedy pakuje się w celu ewakuacji spowodowanej ulewnymi opadami deszczu.

Akcja zawiązuje się dość szybko. Hazel po krótkiej kłotni z matką wychodzi z domu, a ten zostaje porwany przez powódź w dół rzeki. Dziewczyna rusza zatem z misją ratunkową. W jej trakcie okaże się, iż płynie w jej żyłach krew Tkaczki – opiekunki naszego świata, który jest spajany dzięki Wielkiego Gobelinu. Wszelkie traumatyczne wydarzenia i tragedie powodują pęknięcia w Gobelinie, które przyczyniają się do powstawania potworów. Rolą tkaczki jest naprawianie tych uszkodzeń.

Czytaj dalej poniżej

Tym samym Hazel pozna kilka tragicznych historii trapiących okolicznych mieszkańców, ale przede wszystkim odkryje też tragedię swojej własnej rodziny, co stanowi motyw przewodni całej historii. I trzeba przyznać, iż to całkiem solidna opowieść – nieprzekombinowana i nieprzeładowana zbędnymi dodatkami, a zarazem ubogacona elementami lokalnego folkloru i toną wszechobecnej baśniowości. Oczywiście wymagana jest tutaj pewna doza wrażliwości, żeby docenić fabułę South of Midnight – nie każdy lubi ckliwe dramaty rodzinne.

Bezpieczny gameplay

South of Midnight to typowa produkcja z gatunku „action adventure”. Mamy zatem tutaj dużo eksploracji, w trakcie której przyjdzie nam skakać po platformach, biegać po ścianach, wspinać się i wykonywać proste zagadki logiczne. Nasza bohaterka dość gwałtownie otrzymuje szereg magicznych zdolności, jak szybowanie, odpychanie i przyciąganie przedmiotów, podwójny skok, a choćby magiczną linkę pozwalającą sprawnie pokonywać duże przepaście i wodę (nie popływamy sobie tutaj).

I od tej strony South of Midnight jest fantastyczne. Co prawda kolejne poziomy są bardzo liniowe i wręcz korytarzowe, ale przemierzanie ich daje ogrom frajdy. Zmusza do koncentracji, wymaga refleksu, a czasem na chwilę zatrzymuje w celu uruchomienia szarych komórek.

Co jakiś czas trafiamy jednak na areny, na których przyjdzie nam walczyć z różnymi, karykaturalnymi stworzeniami. Hazel używa wówczas swoich magicznych „szydełek”, a także ma dostęp do kilku dodatkowych ataków (w tym może wspierać się wspomnianym już odpychaniem i przyciągniem). Celem jest pokonanie wszystkich stworów – przy czym każdego trzeba jeszcze wykończyć symbolicznym aktem „rozprucia” – a następnie zniszczenie znajdującego się najczęściej w centrum areny źródła spaczenia wywołującego potwory.

Od strony pomysłu mocno przypomina mi to fenomenalną produkcję Kena: Bridge of Spirits, gdzie walki również toczyły się na takich arenach, mieliśmy jedną opcję uleczenia się, a całość kończyło zniszczenie „skażonego” chwastu, w wyniku czego wszędzie wokół nagle rosły kwiatki. Sęk w tym, iż w Kena walka miała o wiele więcej głębii, a w South of Midnight jest ona zaskakująco wręcz płytka i wtórna. adekwatnie najskuteczniejszą taktyką jest tutaj szybkie wciskanie ataku naprzemiennie z unikami. Pozostałymi umiejętnościami warto sobie zwykle zawracać głowy. Przy czym mówię to z perspektywy środkowego poziomu trudności – gra ma ich łącznie pięć, więc nie wiem jak to wygląda na najwyższym.

Niemniej mam wrażenie, iż walka w South of Midnight została dodana jakby na siłę. A już z całą pewnością brakuje jej jakiejś głębi, oryginalności i innowacyjności. Co gorsza, po setnym tak samo wyglądającym starciu ten element produkcji staje się zwyczajnie męczący i nudny.

Nie dotyczy to walk z bossami, których niestety jest zaskakująco mało. Na te twórcy zdecydowanie mieli pomysł i nie bali się zaryzykować. Przeciwnicy są ciekawi i emocjonujący, a same mechaniki wymagają od gracza trochę więcej niż tylko spamowania jednego przycisku.

Oczywiście mamy tutaj też prosty system rozwoju naszej bohaterki. Na poszczególnych etapach będziemy znajdować tzw. „kłaczki”, za które możemy odblokowywać nowe rodzaje ataków i inne przydatne w walce zdolności. Nie mamy tutaj za wiele swobody, bo drzewko jest mocno liniowe – daje jednak jakieś poczucie rozwoju i zachęca do rozglądania się za „kłaczkami”.

Przepięknie wygląda i cudownie brzmi

W South of Midnight zastosowano interesujący efekt animacji poklatkowej, który w połączeniu z oprawą graficzną przypominającą trochę animacje Tima Burtona (a może bardziej ostatnie animowane filmy ze Spider-Manem) tworzy niepowtarzalne doświadczenie.

Modele postaci z główną bohaterką na czele są interesujące i szczegółowe. Jednak największe wrażenie robi cała otoczka, a więc fenomenalnie wykonany, wypełniony detalami świat gry. Twórcy poszli tutaj na całość, a dzięki zaawansowanym efektom świetlnym, pięknym teksturom i dobrze dobranym filtrom udało się stworzyć przepiękne doświadczenie.

Zresztą nie tylko na tym polu South of Midnight błyszczy. Udźwiękowienie też jest mocną stroną tej produkcji. Voice acting to mistrzostwo świata – szczególnie, iż zadbano o typowy południowo amerykański akcent i te wszystkie typowe dla regionu smaczki. No i muzyka – mam nadzieję, iż gwałtownie gdzieś pojawi się playlista z utworami z gry, bo są one fantastyczne. Doskonale budują klimat i nadają rytm zabawie, a przy tym wpadają w ucho.

To nie jest tylko „średniak z Game Passa”!

To bardzo udany rok dla Microsoftu, a South of Midnight temu dowodzi. Spodziewałem się przeciętnej zręcznościówki z potencjałem. W praktyce jednak otrzymałem bardzo solidną produkcję ze świetną historią, przyjemnym gameplayem i mistrzowską oprawą.

Oczywiście ideał to nie jest. Boli mnie, iż twórcy miejscami byli zbyt zachowawczy. Ucierpiała na tym walka, która jest do bólu wtórna i przeciętna. Brakuje też kilku dodatkowych bossów, którzy by stanowili tutaj większe urozmaicenie. Nie obraziłbym się też za nieco dłuższą zabawę – całość daje się bowiem przejść w 9-10 godzin. To też sprawia, iż trudno polecić grę w pełnej cenie. Jest to jednak zdecydowanie jedna z perełek w abonamencie Microsoftu, którą zdecydowanie warto sprawdzić.

South of Midnight (Xbox)
plusy
  • Piękna, baśniowa opowieść
  • Rewelacyjnie wykreowany świat gry z ciekawymi postaciami
  • Zręcznościowa eksploracja pełną gębą
  • Przepiękna oprawa
  • Voice acting i muzyka!!!
minusy
  • Wtórne, płytkie walki
  • Mało bossów
  • Mogłaby być ciut dłuższa
Idź do oryginalnego materiału