
Przez ostatnie dwa tygodnie korzystałem z komputera wyłącznie na hotspocie mobilnym. Udostępniając internet mobilny z telefonu pracowałem, grałem, oglądałem seriale i filmy oraz załatwiałem bieżące sprawy.
Po przeprowadzce do nowego mieszkania nie miałem dostępu do internetu światłowodowego. Praktycznie od razu zamówiłem instalację, ale na faktyczne uruchomienie usługi trzeba było poczekać ponad dwa tygodnie. W międzyczasie jakoś jednak musiałem funkcjonować. Postawiłem więc na najprostszą metodę – internet z telefonu. Nie sądziłem, iż będzie to tak problematyczne.
Duża paczka internetu w telefonie załatwiła sprawę
Internet mobilny różni się od światłowodowego nie tylko zasadą działania i infrastrukturą, ale też ograniczeniami. W sieci domowej możemy liczyć na nielimitowany dostęp oraz stałe wartości pobierania i wysyłania niezależne od warunków lokalnych (takich jak obciążenie sieci) czy pogodowych.
W internecie mobilnym wciąż najczęściej stosuje się podejście zakładające miesięczny limit wykorzystanych danych. Wszystko zależy od posiadanego pakietu i co do zasady im droższy, tym lepszy – z większą paczką internetu. Nie jestem fanem przepłacania za drogie abonamenty, więc korzystam z subskrypcji komórkowej kosztującej 35 zł/mies., w której mogę liczyć na 120 GB internetu każdego miesiąca. Niewykorzystane dane się kumulują i przechodzą na następne miesiące.
Jako iż podczas typowego użytkowania poza domem zużywam maksymalnie kilka lub kilkanaście gigabajtów, nazbierało mi się jakieś 2 TB internetu w telefonie.
Duży zapas danych dał mi spokój ducha, iż mimo braku dostępu do światłowodu nie spotkam sytuacji, iż podczas udostępniania wyczerpię dane. choćby pomimo tego, iż korzystając z komputera do pracy, rozrywki i grania zużywam znacznie większe pokłady pamięci niż na telefonie. To była pierwsza sytuacja odkąd korzystam z oferty zapewniającej 120 GB internetu miesięcznie, gdzie tak duża paczka rzeczywiście mi się przydała.
Ile danych zużyłem przez dwa tygodnie na hotspocie?
Jak wynika z ustawień mojego telefonu, w ciągu nieco ponad dwóch tygodni udostępniania internetu hotspotem zużyłem ponad 560 GB danych komórkowych. Skąd tak ogromna wartość? Na ten wynik złożyło się kilka czynników. W dużej mierze była to praca zdalna. Codziennie odwiedzam dziesiątki stron internetowych, przeglądam media społecznościowe, korzystam z różnych usług, pobieram i wysyłam różne pliki.
Oczywiście nie prowadziłem dokładnych pomiarów zużycia przez poszczególne aplikacje, ale przeglądarka internetowa z pewnością miała duży wpływ na ogólną konsumpcję. Oprócz tego również sporo oglądałem treści w serwisach VOD takich jak YouTube, Disney+ czy Netflix w wysokiej rozdzielczości 4K (w której pracuje mój monitor).


Zdecydowanie największy wpływ na zużycie danych miały jednak usługi do grania w chmurze. Te do działania przy wyższych rozdzielczościach i liczbach klatek na sekundę wymagają do działania choćby ponad 20 GB na godzinę. Czyli 5-godzinna sesja spowodowała zużycie na poziomie 100 GB.
Odkąd udostępniono Wiedźmina 3 w odświeżonej wersji, w świecie gry spędziłem sporo godzin. Podejrzewam, iż ze zużytych 560 GB, 500 GB przeznaczono na uruchomienie Wiedźmina w chmurze.
Stabilność była sporą bolączką
Przez ponad dwa tygodnie korzystania z internetu z hotspotu nie obyło się bez problemów. Przede wszystkim dotyczyły one stabilności połączenia realizowanego przez sieć komórkową. Mimo iż w testach prędkości widywałem wartości przekraczające 300 Mb/s pobierania, czasami zdarzało się, iż strony internetowe potrafiły ładować się naprawdę długo.
W mojej pracy na Spider’s Web możliwość szybkiego przechodzenia między stronami np. w celu weryfikacji wiarygodności danego tematu jest kluczowa. Aby to dobrze robić, nierzadko trzeba uruchomić kilka lub kilkanaście różnych stron internetowych (takich jak media społecznościowe czy serwisy). Z internetem mobilnym, który niekiedy miał swoje humorki i kazał mi czekać kilkanaście lub kilkadziesiąt sekund, bywało to jednak problematyczne.
Przez większość czasu połączenie było całkowicie stabilne i wszystko działało niemalże tak jak na zwykłym światłowodzie. Czasami choćby zapominałem, iż korzystam z internetu udostępnionego z telefonu. Momentami spowolnienia jednak doprowadzały mnie do szału.
Aby nieco poprawić sytuację z połączeniem, w pewnym momencie zacząłem choćby korzystać z przewodowego hotspotu, podłączając swój telefon do kabla. To nieco poprawiło sytuację ze stabilnością, ale wciąż zdarzały się momenty spowolnień.
Najbardziej ucierpiała na tym bateria telefonu
Zdecydowanie największym problemem podczas wielogodzinnego udostępniania internetu z telefonu na komputer jest fakt, iż telefon musi działać na podwyższonych obrotach. Tak naprawdę zwykłe korzystanie z sieci komórkowej sprawia, iż telefon musi odbierać i wysyłać sygnały do pobliskich stacji bazowych. Modem zastosowany w środku w tym celu pobiera mnóstwo energii, a przesyłanie dużych pakietów danych również wymaga obsługi i obciążenia procesora. Podczas korzystania z hotspotu dane muszą dodatkowo zostać przesłane na drugie urządzenie.

W efekcie czego w ciągu dwóch tygodni telefon musiałem ładować choćby dwa razy dziennie. Normalnie, gdy mam dostęp do WiFi podłączam urządzenie do ładowania średnio co 1,5 dnia. Oznacza to, iż każdego dnia zużywałem dwa cykle ładowania akumulatora. W ciągu ponad dwóch tygodni telefon zarejestrował 30 cyklów akumulatora. Normalnie taką wartość uzyskałbym w ciągu 1,5 miesiąca.
W dłuższej perspektywie korzystania z hotspotu w telefonie mogłoby realnie wpłynąć na żywotność baterii. Nowoczesne telefony charakteryzują się akumulatorami, które mają utrzymać 80 proc. oryginalnej pojemności po 1000 cyklach. Na szczęście dwutygodniowe udostępnianie internetu przez długie godziny nie powinno mieć większego wpływu na urządzeniu.















