Star Fox – recenzja. Nintendo bije starych graczy w kosmosie

konto.spidersweb.pl 2 godzin temu

Star Fox na Nintendo Switch 2 to świetny przykład kreatywnego podejścia do remake’ów. Jednocześnie archaiczna rozgrywka pamiętająca czasy 1997 roku nie wytrzymuje próby czasu. Dzisiaj za wykręcanie beczek jednym przyciskiem powinny być kary fizyczne.

Trzecia misja. Star Fox razem z drużyną pilotów musi zneutralizować obronę wrogiej bazy, aby pozyskać cenne dane wywiadowcze. Wszystko idzie jak po maśle, gdy w połowie zadania na niebie pojawia się eskadra wrogich asów. Rozpoczyna się potyczka 4v4, podczas której mój zespół zostaje przemielony na kawałki.

Cholera, jakim prawem?

Jeszcze misję temu gromiłem wrogów na dziesiątki, anihilując wszystko, co się rusza. Jednak wroga eskadra nie jest mięsem armatnim. To doświadczeni piloci dysponujący podobnym arsenałem środków, co ja. Robią uniki. Wykonują beczki. Siadają na ogonie. Zrzucają pościg. Jeden po drugim, towarzysze muszą się wycofywać. Zostałem sam na placu boju, fabuła odgórnie wymusza odwrót.

Star Fox na Nintendo Switch 2 to zaskakująco trudna gra. Nie dajcie się zwieść futerkowym bohaterom

Co ciekawe, po porażce w trzeciej misji gra nie zmusza do kolejnego podejścia. Przeciwnie, rozgałęzia narrację. Filmik przerywnikowy wysokiej jakości pokazuje, jak główni bohaterowie liżą rany po nieudanym zadaniu. Mimo porażki, mogę rozegrać czwartą misję, a późniejsza zawartość bierze pod uwagę wcześniejsze wydarzenia.

Nie mogłem jednak pozwolić na zniewagę. Wróciłem do wymagającej misji trzeciej. Tym razem bogatszy w doświadczenie oraz znajomość sztuczek przeciwników. Kolejne starcie zakończyło się wygraną. Wchodzę na pokład statku-matki w glorii i chwale, a otrzymany przerywnik znacząco się różni. Do tego statki moich towarzyszy nie wymają napraw. Co za tym idzie, będą mi towarzyszyć w kolejnym zadaniu.

Podoba mi się takie podejście. Remake Star Fox oferuje kampanię z kilkoma różnymi zakończeniami. Rozgałęzia narrację, do tego serwuje ładne filmiki przerywnikowe, na poziomie kilka gorszym od Super Mario Galaxy. W ten sposób gra nabiera charakteru oraz unikalności. Porażka nie oznacza GAME OVER, a wyniki misji mają długofalowe znaczenie. Produkcja ma drugie, a choćby trzecie dno, zachęcając do kilkukrotnego przejścia kampanii.

Szkoda tylko, iż z tak nowoczesną narracją dostajemy archaiczną rozgrywkę. Beczka pod konkretnym przyciskiem, serio?

Twórcy nowego Star Fox postanowili być wierni oryginałowi z 1997 roku w kwestii rozgrywki. Oznacza to, iż przez większość czasu nowa gra Nintendo jest strzelaniną na szynach. Lecimy wyłącznie przed siebie, omijamy przeciwników oraz pociski, strzelając do wszystkiego co się rusza. Takie House of the Dead, tylko w kosmicznym sosie Nintendo.

Wzorem oryginału, od czasu do czasu arena się otwiera, ewoluując w obszar 3D z prawdziwego zdarzenia. Możemy się po nim poruszać względnie swobodnie, a poza lotem do przodu zyskujemy też możliwość skręcania oraz zawracania. W 1997 roku musiał to być sztos. Za to współcześnie przejście między modułem na szynach oraz tym arenowym jest bolesne, odczuwalne i nienaturalne. Archaiczna rozgrywka ciągnie tytuł w dół.

Największym grzechem Star Fox są jednak gotowe manewry pod przyciskiem. Przykładowo, d-pad w górę to beczka. Rozumiem takie podejście w 1997 roku, ale już w Ace Combat 2 z tego samego roku wykręcałem beczki na analogach pierwszego PlayStation. Współcześnie spłycanie elementów zręcznościowych nie przystoi. choćby biorąc pod uwagę wierność wobec oryginału. Rozgrywka staje się przez to sztuczna. Ułuda latania wyparowuje.

Star Fox ma kilka pomysłowych dodatków, gorzej z ich realizacją. Wygrały kompromisy

Dwie fundamentalne nowości to sieciowy tryb 4v4 oraz kampania w trybie kooperacji. Na papierze mamy wielkie, świetne moduły. W praktyce starcia 4v4 po kilku dniach zalatują rutyną. Liczba aren do swobodnego poruszania jest mała, a ich struktura zbyt płaska. Nie ma tu przestrzeni dla filmowych scenariuszy, jak pościg za innym graczem w kanionie, lawirując między skałami niczym w Top Gunie.

Kampania w trybie kooperacji to wielki kompromis. Zamiast latać jako Fox oraz któryś z jego pomocników, dwóch graczy dzieli się pracą jednego pilota. Osoba A pilotuje maszynę, osoba B celuje do przeciwników i strzela. Zdecydowanie nie jest to pełnoprawna przygoda co-op. Szkoda. Wspólna zabawa zawsze stanowi wartość dodaną, ale twórcy wybrali bezpieczne, mało finezyjne rozwiązanie.

Dodatkiem jest też tryb latania z użyciem Joy-Cona w trybie myszki komputerowej. Nie jest to jednak nic, co poprawiałoby rozgrywkę albo wynosiło ją na nowy poziom. Pod tym względem jedyną produkcją dobrze wykorzystującą tryb gryzonia pozostaje strategia Civilization.

Przyjemna dla oka grafika oraz wysoki poziom trudności sprawiają, iż Star Fox nie rozczarowuje

Star Fox powinien otrzymać nową produkcję z rozbudowanym systemem sterowania. Problem polega na tym, iż Nintendo wykłada się na standardach współczesnych gier AAA, co pokazał Metroid Prime 4. Dlatego nie dziwi mnie konserwatywne podejście Japończyków, polegające na przywracaniu sentymentalnych hitów sprzed dekad, ale w lepszej oprawie. Grafika remake’u jest bardzo przyjemna. Lokacje zostały nafaszerowane detalami, a latanie w 60 klatkach jest odpowiednio płynne.

Jednak to poziom trudności sprawia, iż Star Fox zaraża „jeszcze jednym podejściem”. Gra wydaje się idealnie skrojona na zabawę w trybie handhelda. Typowa misja trwa bowiem zaledwie kilka minut, a minimalistyczny interfejs pozwala skupić się na czystej rozgrywce. Taka struktura idealnie spisuje się, jeżeli chcemy zabić nieco czasu w pociągu. Porażka lub sukces, szybka sesja nie trwa więcej niż kilkaset sekund.

Największe zalety:

  • Nowy tryb multiplayer 4v4 wydłuża żywotność gry
  • Wysoki poziom trudności, bonusy dla asów
  • Porażka to nie game over. Kilka gałęzi fabularnych
  • Bardzo przyjemna oprawa, 60 klatek na sekundę
  • Filmiki przerywnikowe na bardzo wysokim poziomie
  • Niższa niż standardowa cena na premierę (219 zł)

Największe wady:

  • Nowy tryb kampanii w kooperacji to bolesny kompromis
  • Archaizmy 1997 roku w rozgrywce. Beczka pod przyciskiem
  • Star Fox potrzebuje nowej gry, nie klasyka na szynach

Ocena recenzenta: 7+/10

Star Fox pozostaje dosyć krótką produkcją na szynach. Nowe tryby tego nie zmieniają, stąd premierowa cena – 219 zł – jest bardzo zrozumiała. Dobrze, iż Nintendo rozsądnie podchodzi do polityki cenowej, mając umiar w graniu na sentymentach starszych graczy. Dla tych młodszych Star Fox będzie się jawił jako dziwny twór rozciągnięty między zbyt wiele epok.

Idź do oryginalnego materiału