
Starfield nigdy nie był większy, ładniejszy i lepszy. Grę Bethesdy na PS5 Pro cechuje jakość, której brakowało podczas premiery na Xboksie. Zdrada w ramionach Sony wszystkim wyszła na dobre, z graczami na czele.
Pamiętacie jak Bethesda upierała się, iż Starfield w zaledwie 30 klatkach na Xboksie to artystyczna wizja? Jak wciskali nam, iż tak powinno być? Nawijali makaron na uszy o filmowym doświadczeniu, podczas gdy oczekiwana gra okazała się najzwyczajniej w świecie niedopieczona. Brakowało rozwiązań fundamentalnych, jak:
- map powierzchni, zwłaszcza dla kluczowych miast
- trybu 60 fps na konsolach Xbox
- pojazdów planetarnych do swobodnej eksploracji
- swobodnych lotów między planetami
- meblowania posiadanych statków kosmicznych
- autopilota dla statków kosmicznych
- opcji jedzenia bez wkładania posiłku do ekwipunku
- wsparcia DLSS na PC
Do teraz uważam, iż Starfield stanowił największy marketingowy sukces Xboksa Series. To pierwsza gra, której posiadaczom PlayStation po prostu brakowało. Sony znalazło się w niezręcznej sytuacji, ale sytuację Japończyków uratowała sama Bethesda. gwałtownie okazało się bowiem, iż Starfield nie jest hitem na miarę Skyrim czy Morrowinda. Za dużo było w niej braków, skrótów i archaizmów. Sony odetchnęło z ulgą, przepalając miliony na projekty multiplayer.
Starfield właśnie wylądował na PS5 i naprawia wstydliwe braki. Gra w końcu jest kompletna oraz dopracowana.


Wszystkie niedopatrzenia wymieniane wyżej zniknęły. Część na przestrzeni ostatnich dwóch lat, część właśnie teraz, wraz z bezpłatną aktualizacją Free Lanes. Starfield w końcu doczekał się map 3D wielkich aglomeracji, pojazdów kołowych którymi suniemy po powierzchniach planet, autopilota pozwalającego swobodnie eksplorować pokład statku czy możliwości pożarcia jedzenia widocznego na ekranie, odzyskując w ten sposób punkty życia.
Zmian Quality of Life jest znacznie więcej. Starfield umożliwia szybką podróż między kluczowymi miejscami na powierzchni planety, o ile je wcześniej odkryliśmy. Dokując w stacji kosmicznej, wybieramy, czy chcemy wznowić rozgrywkę w fotelu pilota, na pokładzie swojego statku, czy od razu w zewnętrznej placówce. No i konsolowy szybki zapis faktycznie stał się szybki. To wszystko elementy, których brak zamieniał Starfielda w horror interfejsowy.
Pierwszy raz od premiery Starfield nie przytłacza. Nie jest przekombinowany ani zbyt grubo ciosany. Rozgrywka utrzymuje naturalne tempo, a eksploracja kosmosu nie jest już wyłącznie serią szybkich skoków po płaskiej mapie wszechświata. Odległość między planetami nabrała realnego znaczenia, podczas gdy na powierzchni wszystko stało się prostsze i wygodniejsze. Gra nareszcie złapała rytm, którego bardzo wcześniej brakowało.
Największy zwycięzca nowej, wielkiej aktualizacji to sam kosmos. Podróż między gwiazdami w końcu jest realna!
To była największa ironia losu; chociaż głównym motywem Starfielda jest eksploracja kosmosu, latanie między gwiazdami stanowiło wyłącznie ułudę. Planety były niczym innym jak pokojami szybkiej podróży. Serią instancji, do których można dotrzeć wyłącznie z mapy świata. Lecąc w kierunku Ziemi czy Marsa nie działo się nic. Nie dało się wejść w atmosferę planety, a swobodna podróż między np. Wenus i Jupiterem – choćby bez lądowań – nie wchodziła w grę.


To nareszcie się zmieniło. Wraz z darmową aktualizacją Free Lanes, zmienia się podejście do eksploracji kosmosu. od dzisiaj konkretne układy – jak nasz słoneczny – są miejscami z realną odległością i przestrzenią. Oznacza to, iż startując z orbity Ziemi, możemy dolecieć do Marsa, Jowisza czy Saturna. manualnie, ale też na autopilocie, działając na pokładzie w trakcie lotu. To gigantyczna zmiana, dzięki której kosmos w końcu staje się miejscem z prawdziwego zdarzenia. Co prawda wyłącznie w obrębie poszczególnych układów, ale to duża zmiana na plus.
Wyobraźnie sobie: ustalacie kurs na Marsa, a odległość liczona w latach świetlnych powoli maleje. Odpalacie autopilota i schodzicie na pokład. Tam wytwarzacie amunicję przy stacji roboczej, rozwijacie technologie w oparciu o zdobyte surowce i przerzucacie niepotrzebne fanty do luk bagażowych. Wszystko w trakcie lotu, budując odpowiedni klimat, bez straty czasu. Dopiero alarm informujący o orbicie Marsa zachęca do ponownego przejęcia sterów. Aż człowiek się zastanawia, czemu nie było tego na premierę.
Konsolowy Starfield nigdy nie był piękniejszy. Gra na PS5 Pro to rarytas. Bethesda świetnie wykorzystuje dodatkową moc.
Starfield na zwykłym PS5 działa w takich samych trybach, jak na Xboksie Series X. Za to na PS5 Pro dzieje się prawdziwa magia. Dysponując najmocniejszą konsolą, odpalam specjalny tryb graficzny PS5 Pro Enhanced, w którym rozgrywka waha się między 40 i 60 fps. Płynność mogę zablokować na 45 klatkach, ale mając telewizor ze wsparciem VRR, wolę dynamiczne wahania w zakresie 40 – 60 fps.
Co daje tryb PS5 Pro Enhanced? Przede wszystkim wyższą rozdzielczość bazową, połączoną ze wsparciem upscalera PSSR. W rezultacie obraz jest klarowny oraz ostry jak brzytwa, tak jakbyśmy grali na wydajnym PC. Do tego oczy cieszą się najpełniejszym światłocieniem, jaki jest dostępny na konsolach, bez konieczności grania w 30 fps. Snopy latarki w ciemnych tunelach lodowych planet wyglądają absolutnie rewelacyjnie. Połowa horrorów ma to gorzej ogarnięte.


Ponadto czasy wczytywania – a loadingów jest masa – bywają na PS5 Pro dwukrotnie szybsze niż na Xboksie. Wszystkie skoki w nadświetlną, lądowania oraz wejścia do budynków realizowane są zaledwie moment. To dodatkowo potęguje efekt lepszego rytmu rozgrywki, o którym wspominam wcześniej. Grając na XSX, zdarzało mi się nie odwiedzać sprzedawcy, bo zwyczajnie nie chciało mi się czekać na załadowanie jego sklepu, stanowiącego odrębną instancję. Na PS5 Pro nie ma tego problemu.
Gdyby Starfield od razu był w takiej kondycji, mielibyśmy wielki hit. Przechodzę go trzeci raz i nigdy nie bawiłem się tak dobrze
Jeśli nie grałeś wcześniej w ten tytuł – ależ ci zazdroszczę. Zwłaszcza, jeżeli posiadasz PS5 Pro. Starfield został wygładzony i wypolerowany do stanu, w którym jest więcej niż zjadliwy. Część składowych wciąż woła o pomstę do nieba, jak toporny interfejs oraz niewygodne zarządzanie ekwipunkiem. Bohaterowie wciąż są drewniani, a kamera dalej potrafi szaleć podczas scen dialogowych. Mimo tego nowy – stary Starfield na PlayStation tym baaardzo solidny produkt.
Do tego gra dostała nowe, płatne fabularne DLC o tytule Terran Armada. Zaczynam się wgryzać i już wiem, iż fani droida HK-47 z kultowego KOTOR-a będą zachwyceni. Nowy mechaniczny towarzysz jest ciekawszy od większości NPC. Z kolei darmowe DLC Free Lanes wprowadza nie tylko realną eksplorację kosmosu, ale też lepszy tryb New Game+, nowe możliwości ulepszania statków oraz nowy typ łazika planetarnego. Jest więc po co wracać, choćby jeżeli odbiliście się od gry na Xboksie.
Crimson Desert poszedł w odstawkę. choćby Pokotopia na Switchu przegrała. Od dwóch tygodni katuję Starfielda i nie mogę się oderwać. Gra nareszcie złapała uzależniający loop, który trzymał mnie przy Morrowindzie, Falloucie 3 oraz Skyrim. Kosmiczna produkcja nabrała duszy, połysku oraz rytmu. Potrzeba było do tego mocy PS5 Pro. Trudno o lepszy dowód na to, iż Starfield wyszedł za wcześnie, do tego na niewłaściwą platformę. Zamiast wciskać go do budżetowego Xboksa Series S, PlayStation 5 od razu powinno być docelową orbitą.


Największe zalety:
- Tryb PS5 Pro Enhanced jest PRZEŚLICZNY. Oraz igła + VRR
- Błyskawiczne loadingi na PS5. Xbox zostaje w tyle
- Kosmos w końcu jest realną przestrzenią! Latasz z A do B
- Autopilot pozwala żyć na swoim statku
- Maaasa poprawek Quality of Life z dwóch lat
- Sensowne usprawnienie trybu New Game+
- Opcjonalne „cheaty” w ostawieniach. Można się bawić
- Nowy towarzysz Delta z płatnego DLC jest ekstra
- Bardzo dobra cena na premierę dla PS5: 219 zł
Największe wady:
- Wsparcie dla modów jest agresywnie monetyzowane
- Interfejs i zarządzanie ekwipunkiem to wciąż koszmar
- Dług technologiczny. Ten silnik powinien już umrzeć
- Eksploracja kosmosu wciąż w tyle za NMS oraz Elite
Ocena recenzenta (na PS5 Pro): 9/10
Starfield powinien być taki na premierę. Gra na PS5 Pro wygląda fenomenalnie, kosmos stał się realny, a pakiet poprawek nadaje grze odpowiedniego tempa.
Więcej recenzji gier na Spider’s Web:









