
SteelSeries Aerox 3 Wireless Gen 2 to nowa wersja bardzo popularnej, ale również niezbyt wytrzymałej myszy dla graczy – wymiataczy. Jest szybka jak diabli, ale musi też naprawić grzechy swojego poprzednika.
Pierwszy Aerox 3 Wireless debiutował w 2020 roku, łasząc się do graczy potrzebujących szybkiego, zrywanego gryzonia. Wśród nich byłem ja sam, zafascynowany Valorantem oraz Call of Duty: Warzone. Mysz SteelSeries została moją główną bronią na serwerach, wspólnie odnieśliśmy sporo zwycięstw. Podobała mi się jej lekkość, szybkość i responsywność. Sensor 1000 Hz z 400 IPS i akceleracją 40 G był aż za dobry na moje potrzeby (i umiejętności).
Wystarczyły jednak dwa lata, a gryzoń rozsypał się w dłoni. Nowy SteelSeries Aerox 3 Wireless Gen 2 musi odkupić te winy.
To było jak kaskada. Najpierw LPM zachorował na dwuklik. Zaraz potem poszła rolka. Jeszcze tworzywo mocno się przetarło. Co ciekawe, członek rodziny któremu poleciłem Aeroxa, także doczekał się problemów z myszką w podobnym okresie. Do teraz zresztą to wypomina. Przez te doświadczenia Aerox 3 trafił do mentalnej szuflady z napisem „dobry projekt, kiepskie wykonanie”. Mimo tego sprzedał się świetnie, co nie dziwi, bo powtarzam: to szybki, praktyczny gryzoń ze średniej półki.
Teraz SteelSeries debiutuje z nową generacją tego modelu. Z jednej strony zmienia się w niej dosyć niewiele. Z drugiej nowe możliwości pokrywają się z oczekiwaniami wąskiego procenta szybkich rewolerowców, w rękach Aerox zamienia się w śmiercionośne narzędzie. Co adekwatnie się zmieniło?


Główną nowością w drugiej generacji gryzonia jest ulepszony sensor, z absurdalnymi parametrami.
Pierwsza generacja myszy korzystała z sensora na bazie PixArta PAW3335. Bardzo dobrego, znacznie ponad potrzeby typowego gracza, ale w 2026 roku będącego daleko za konkurencją z segmentu ultra-szybkich gryzoni. Dlatego Aerox 3 Wireless Gen 2 korzysta z nowego sensora SteelSeries TrueMove 26K, z czułością podniesioną do 26 000 CPI.
- Czułość: 100 – 26 000 CPI
- Częstotliwość: do 4000 Hz
- Szybkość: 400 IPS
- Akceleracja: 40 G
W przypadku tego sensora największe wrażenie robi na mnie maksymalna częstotliwość raportowania, na poziomie 4000 Hz. W praktyce pozwala do odpytywać mysz co 0,25 milisekundy. Czyli kilkunastokrotnie częściej niż informacje pobierają profesjonalne serwery podczas ligowych rozgrywek. Pozwala to wypracować bufor przewagi, dzięki której najnowsze informacje z myszki „czekają” zaraz przed odświeżeniem po stronie serwera. W praktyce przekłada się to na ułamki sekundy przewagi.
Z kolei szybkość na poziomie 400 IPS sprawia, iż mysz zarejestruje ruch choćby w zakresie 10 metrów na sekundę. Gracze mają więc gigantyczny bufor podczas agresywnych, szybkich i zamaszystych ruchów. Te dziesięć metrów na sekundę to więcej niż jest w stanie fizycznie wykonać człowiek, nie odrywając dłoni od myszki. jeżeli więc czytacie, iż ktoś potrzebuje więcej IPS, to pisze bzdury.


Jak zawsze w przypadku myszy z absurdalnie dobrym sensorem, powstaje pytanie: po co komu 26 000 CPI?
Szczera odpowiedź brzmi: po nic. Profesjonalni gracze najczęściej ustawiają 400, 800, 1200 lub 1600 CPI, zachowując odpowiedni balans między szybkością i precyzją w tytułach FPS. Osoby ceniące wygodę lubią podbić czułość do wyższych poziomów, aby uzyskać efekt wysokiej responsywności niskim wysiłkiem nadgarstka. Jednak także w ich przypadku podbicie CPI powyżej 4000 punktów mija się z celem. Traci się bowiem precyzję, a gryzoń staje się nazbyt czuły.
Dlaczego więc producenci wciąż ścigają się na CPI? W głównej mierze dlatego, iż stale się na to nabieramy. Podskórnie wydaje się nam, iż więcej znaczy lepiej, co zwykle jest prawdą. jeżeli jednak ustawimy CPI na poziomie 26 000 punktów, SteelSeries Aerox 3 Wireless Gen 2 będzie rejestrował masę zmiennych, których nie chcemy. Jak pulsowanie dłoni na skutek krążenia krwi. Z kolei lekki ruch myszy sprawi, iż kursor wyląduje aż na sąsiednim osiedlu.
Jedyny scenariusz, w którym absurdalnie wysoka wartość CPI się broni, zakłada jednoczesną pracę na kilku ekranach w niezwykle wysokiej rozdzielczości (8K). Wtedy i tylko wtedy jestem w stanie zrozumieć czułość ustawioną na poziomie 6000 czy 8000 CPI. Ale podczas rozgrywki na 32-calowym monitorze QHD/4K jest to kompletny absurd. Nie wierzcie też w tak zwany „zapas wydajnościowy” – aby cieszyć się 1600 CPI bez szumów i sztucznego wygładzania, naprawdę nie potrzebujecie sensora 26 000 CPI.
Nie zmienia to faktu, iż sensor SteelSeries TrueMove 26K jest cholernie dobrym fundamentem pod ligowe rozgrywki
Głównie za sprawą próbkowania. Trzeba tylko mieć na uwadze, iż raportowanie w 4000 Hz pożera baterię niemal w oczach. Producent chwali się choćby 120 godzinami działania bezprzewodowego, ale w trybie 4000 Hz gryzoń nie wytrzymał choćby 40. Na szczęście szybkie ładowanie przez gniazdo USB-C sprawia, iż kilka minut zasilania przekłada się na kilka godzin rozgrywki. O ile mamy pod ręką kabelek, problemu nie ma.


Pozostając przy efektywności energetycznej, SteelSeries Aerox 3 Wireless Gen 2 odczuwalnie szybciej traci moc z włączonym podświetleniem. LED-y urywają przynajmniej 10 godzin z maksymalnego czasu działania. jeżeli wam na nich zależy, warto ustawić w aplikacji funkcję inteligentnego podświetlenia. Wtedy diody jarzą się wyłącznie, kiedy nie wykonujemy ruchów myszą. Takie rozwiązanie jest bardzo praktyczne. Cieszy oko, do tego nie przeszkadza w trakcie rozgrywki.
Bryła myszy to błogosławieństwo dla osób o małych i średnich dłoniach. Koszmar dla reszty.
Kształt myszy pożyczony od niezwykle popularnego Rivala został pomyślany tak, aby łączyć uniwersalność z efektywnością. Komfort to kwestia drugorzędna, przede wszystkim liczą się fragi. Z tego powodu SteelSeries Aerox 3 Wireless Gen 2 idealnie pasuje do chwytu typu claw i fingertip. Osoby o większych dłoniach niech choćby nie myślą o palm gripie, pozwalającym położyć całą dłoń na gryzoniu.
SteelSeries Aerox 3 Wireless Gen 2 to nie gryzoń, na którym dłoń ma odpoczywać. Przeciwnie, kształt premiuje czujność, zrywność i gotowość do akcji. Pomagają w tym absolutnie kapitalne teflonowe ślizgacze. Jedne z najlepszych, o ile nie najlepsze, w tym przedziale cenowym. Gen 2 ślizga się cudownie, także bez podkładki. Z kolei jego względnie mała masa to coś, co wykorzystają profesjonaliści podczas szybkich korekt precyzji. Na przykład w trakcie ostrzału.
Tu trzeba zaznaczyć, iż SteelSeries Aerox 3 Wireless Gen 2 wcale nie jest przesadnie lekki. Z masą na poziomie 68 gramów, to jeden z cięższych przedstawicieli wagi piórkowej. Współcześnie wielu producentów stara się schodzić poniżej 60 gramów łącznej masy, podczas gdy Aerox 3 nie odchudził się od 2020 roku choćby o gram. Jasne, w zamian oferuje lepszy sensor, ale trudno nie odnieść wrażenia, iż inżynierowie Stalowych spoczęli na laurach.


Ta niska – ale nie najniższa – masa jest w dużej mierze uzyskana charakterystycznymi dziurami
Wykrajanie plastrów miodu z obudów myszy to popularny, choć już nieco archaiczny sposób na ich odciążenie. Jednocześnie uzyskuje się charakterystyczny efekt wizualny, wciąż dzielący społeczność graczy. Dla jednych jest interesujący i nowoczesny, dla drugich psuje design. Osoby twardo stąpające po ziemi mogą od razu zapytać: co z higieną oraz wytrzymałością? Wszak kurz, pył i okruszki mają otwartą drogę prosto do złożonych komponentów.
SteelSeries, a także inni producenci, pokrywają komponenty warstwą ochronną opartą o różnego rodzaju lakiery. W przypadku modelu Aerox 3 mamy do czynienia z powłoką gwarantującą zakres ochrony IP54, a więc odpornością na pył oraz lekkie ochlapanie wodą z dowolnego kierunku. Oznacza to, iż gromadzący się w środku kurz to przede wszystkim problem natury estetycznej. Z perspektywy awaryjności jest większa szansa, iż wysiądzie nam rolka albo mechaniczny przycisk.
Podwójny tryb 2,4 GHz/Bluetooth to duża zaleta, ale cena myszki SteelSeries Aerox 3 Wireless Gen 2 wciąż jest zbyt wysoka
Podobnie jak poprzednia generacja, także ten gryzoń może działać w aż trzech trybach: przewodowym, 2,4 GHz oraz Bluetooth. Między dwoma standardami łączności bezprzewodowej przełączamy się fizycznym suwakiem na spodzie obudowy. W trybie Bluetooth mysz nie oferuje parametrów wymaganych przez profesjonalistów, za to wystarczy do klasycznej obsługi komputera, a choćby spokojnej rozgrywki w strategie i cRPG.
Dysponując dwoma trybami bezprzewodowymi, można sparować Aeroxa z dwoma odrębnymi urządzeniami. Na przykład wydajnym PC oraz domowym tabletem. Znacząco rozszerza to możliwości gryzonia i zwiększa jego uniwersalność.


Mimo tego uważam, iż premierowa cena na poziomie 449 zł to zbyt wiele. 399 zł na cenówce nieco lepiej odpowiadałoby wartości gryzonia. Przypominam, iż nie udało się go odchudzić, a pojemność akumulatora nie została zwiększona. Przez to Gen 2 wyróżnia się głównie świetnym sensorem. Trzeba tylko odpowiedzieć sobie na pytanie, czy 4000 Hz kastrujące czas działania o połowę to coś, co realnie wykorzystacie.
SteelSeries Aerox 3 Wireless Gen 2 to bezpieczne rozwinięcie lekkiej myszy, z imponującą częstotliwością raportowania.
Premierowa cena jest nieco za wysoka na tle peryferyjnych marek z zaskakująco solidnymi modelami w ofercie. Ponadto szkoda, iż twórcom nie udało się zmniejszyć masy urządzenia oraz zastosować szybszych przełączników optycznych zamiast klasycznych mechaników. Nie obraziłbym się także, gdyby przyciski były cichsze, bo podczas intensywnej nocnej rozgrywki domownicy będą zgrzytać zębami.
Liczę, iż druga generacja okaże się wytrzymalsza niż poprzednik, ale to okaże się po kilku(nastu) miesiącach. Pierwsze wrażenie jest natomiast solidne. Sztuczne materiały nie sprawiają wrażenia tandety (o co łatwo przy lekkich konstrukcjach), dziurawiony grzbiet nie wygina się pod naciskiem, a wyraziste kolory to świetna decyzja kosmetyczna. Jednolita i bezpieczna bryła bez agresywnego profilowania to zaleta, ale osoby o wielkich dłoniach nie powinny liczyć na wygodny palm grip.
SteelSeries Aerox 3 Wireless Gen 2 będzie naprawdę dobrym piórkowym gryzoniem. Jak tylko stanieje o 50 zł.
Inne testy myszek na Spider’s Web:
















