
Microsoft robi wszystko, by zniechęcić do płacenia za abonament Xbox Game Pass. Nowa szefowa zapowiedziała obniżkę ceny, przemycając przy okazji inne, fatalne z perspektywy graczy wieści.
Xbox Game Pass to jeden z niewielu powodów, by w 2026 r. decydować się na konsolę od Microsoftu. Xbox Series S jest kulą u nogi branży, a Xbox Series X kosztuje krocie. Do tego mimo miliardowych inwestycji korporacji w studia deweloperskie nie mamy już teraz gier na wyłączność. Swoje największe hity firma z Redmond publikuje nie tylko na pecetach, ale i na konkurencyjne PlayStation 5.
Sprzedaż sprzętu szoruje po dnie, ale koniem pociągowym ekosystemu przez lata był abonament, który dawał nam na konsolach Xbox i pecetach dostęp do przepastnego katalogu produkcji od firm trzecich, a także gier samego Microsoftu i to od razu na premierę. Jego opłacalność stanęła jednak pod znakiem zapytania po ostatniej drakońskiej podwyżce, która sprawiła, iż stał się mało opłacalny.
Game Pass tanieje, ale jest haczyk
Phil Spencer opuścił Microsoft, a stery nad marką Xbox przekazał kolejnej osobie. Szefową działu została Asha Sharma i na start mówiła sporo rzeczy, które gracze chcieli usłyszeć. Teraz zaś ogłasza z pompą, iż Game Pass, który uznała za zbyt drogi, stanieje do poziomu 84,99 zł/mies. i to oczywiście dobra wiadomość, ale… tylko dla osób, które nie były wiernymi klientami Microsoftu.
Sęk w tym, iż zeszłoroczne podwyżki dotyczyły tylko tych osób, które w chwili ich wejścia w życie nie byli abonentami subskrypcji Game Pass. Klienci wierni marce przez cały czas płacą dotychczasową kwotę, czyli w przypadku wariantu Ultimate jest to 62,99 zł/mies. Z ich perspektywy ta obniżka kilka zmienia – no może poza faktem, iż łatwiej im teraz będzie zrezygnować. Wszyscy jednak coś tracimy…
To koniec Call of Duty w Xbox Game Pass
Wyróżnikiem abonamentu Xbox Game Pass był fakt, iż w jego ramach mogliśmy liczyć nie tylko na katalog gier od firm trzecich, ale też tych najważniejszych tytułów od Microsoftu. Dzięki temu w ramach tej subskrypcji mogliśmy cieszyć się dostępem nie tylko do tych starszych, ale i najnowszych odsłon cyklu Call of Duty wydawanego przez firmę z Redmond, gdyż ta kupiła Activision Blizzard.
Wraz z obniżką cen subskrypcji to się zmienia. Za perłę w koronie na premierę gracze, którzy korzystają z konsoli Microsoftu, będą płacić pełną cenę – tak samo jak osoby, które kupiły PlayStation od Sony, na którym Call of Duty również jest wydawane. Czas pokaże, czy z czasem Xbox Game Pass nie straci również innych topowych serii i abonamentu nie zaczną omijać kolejne tytuły.
Od teraz nowe odsłony Call of Duty trafią abonamentu dopiero na kolejne święta po ich wydaniu, czyli po ok. roku od debiutu. Ten ruch Microsoftu przyjmuję ze smutkiem, gdyż trochę wbrew sobie nie zrezygnowałem z Xbox Game Passa choćby w ostatnich miesiącach, gdy nie miałem czasu odpalić konsoli – byle zachować niższą cenę abonamentu, w którym pojawiają się naprawdę fajne gry, w tym GOTY 2025.
Czytaj inne nasze teksty poświęcone konsolom Xbox:
- Twórca przyszłego Xboksa: „gadacie głupoty”. Ostro o hybrydzie PC
- Microsoft zaliczył wstydliwą wpadkę. Rozdaje prezenty poszkodowanym
- Xbox złapał mnie w pułapkę. Trzeba uciekać, a nie mam jak
W obecnej sytuacji trudno mi jednak usprawiedliwić przed samym sobą opłacanie tej subskrypcji. Zdecydowanie lepiej wyjdę na tym finansowo, jeżeli w okresie wakacyjnym, gdy przed telewizorem spędzam mniej czasu, ją anuluję, a potem wrócę w razie potrzeby na chwilę w tej nowej cenie. Microsoft tym samym zamiast mieć i zjeść ciastko, upuścił je na podłogę. Razem z przysłowiową piłeczką.














