The Blood of Dawnwalker – recenzja gry. Między człowiekiem a potworem

1 godzina temu

The Blood of Dawnwalker od pierwszych chwil stawia przede wszystkim na klimat. Mroczne średniowiecze, wampiry, lokalne konflikty i bohater rozdarty pomiędzy dwiema naturami tworzą świat, który gwałtownie potrafi wciągnąć. Rebel Wolves nie ograniczyło się jednak wyłącznie do efektownej otoczki. Twórcy przygotowali rozbudowane RPG, w którym znaczenie mają podejmowane decyzje, sposób wykonywania zadań oraz upływający czas. Nie wszystko działa tutaj idealnie, ale już pierwsze godziny pokazują, iż mamy do czynienia z produkcją mającą własny charakter i sporo ciekawych pomysłów.

Fabuła skupia się na losach Coena, młodego mężczyzny dotkniętego klątwą, który na skutek zaistniałych na samym początku rozgrywki wydarzeń otrzymuje zaledwie trzydzieści dni na uratowanie swojej rodziny. Na jego drodze staje Brencis oraz podporządkowani mu możnowładcy, którzy przejęli kontrolę nad Kotliną Sangorską. Już sam punkt wyjścia gwałtownie nabiera jednak większego rozmachu, a osobista historia bohatera splata się z konfliktami mieszkańców, przeszłością regionu i tajemnicami kolejnych postaci. Całość utrzymano przy tym w odpowiednio mrocznym tonie, bez prostego podziału na dobro i zło. To właśnie historia, bohaterowie i budowanie świata należą do tych elementów, które wynoszą omawiany tytuł na wyżyny.

Niezwykle dużą zaletą opowieści jest sposób, w jaki reaguje ona na działania gracza. Zadania można rozwiązywać na różne sposoby, niektóre decyzje przynoszą konsekwencje dopiero znacznie później, a choćby pozornie poboczne historie potrafią mieć znaczenie dla głównego wątku. Szczególnie dobrze wypadają zadania poświęcone konkretnym postaciom, które pozwalają lepiej poznać ich motywacje oraz wydarzenia kształtujące świat gry. Dialogi również potrafią brzmieć naturalnie, a możliwość dopytywania rozmówców nie rozbija rytmu konwersacji. Nie każda decyzja prowadzi oczywiście do całkowicie odmiennego przebiegu historii, ale gra wystarczająco często przypomina, iż nasze działania rzeczywiście mają znaczenie.

Oprawa graficzna prezentuje się dobrze, choć trudno uznać ją za jeden z najmocniejszych elementów gry. Miejsce akcji potrafi zachwycić klimatem, szczególnie nocą, gdy odpowiednie oświetlenie, mgła i ponure krajobrazy dobrze podkreślają wampiryczny charakter całej przygody. Nieco gorzej wypadają jednak modele niektórych postaci, animacje twarzy oraz część otoczenia, którym momentami brakuje szczegółowości. The Blood of Dawnwalker z pewnością nie wygląda źle, ale na tle najładniejszych współczesnych produkcji nieco odstaje. Znacznie większe wrażenie robi tutaj kierunek artystyczny i atmosfera niż sama jakość technologiczna grafiki.

kadr z gry

Warstwa dźwiękowa również wypada bardzo dobrze. Muzyka odpowiednio podkreśla mroczny charakter świata, ale nie ogranicza się wyłącznie do ciężkich i ponurych brzmień. Słychać w niej inspiracje słowiańskie oraz bałkańskie, dzięki czemu dobrze współgra ze średniowiecznym otoczeniem. Na pochwałę zasługuje także polski dubbing. Aktorzy w większości dobrze oddają emocje swoich postaci, a szczególnie udanie wypadają Coen oraz kilku ważniejszych bohaterów drugoplanowych. Zdarzają się pojedyncze kwestie brzmiące nieco mniej naturalnie, jednak całościowo rodzima wersja językowa prezentuje wysoki poziom i dobrze pasuje do charakteru gry.

Jednym z najciekawszych elementów rozgrywki jest podział bohatera na dwie natury. Za dnia pozostaje on człowiekiem i korzysta przede wszystkim z bardziej tradycyjnych sposobów walki oraz poruszania się po świecie. Po zapadnięciu zmroku do głosu dochodzi jego wampirza strona, która zapewnia dostęp do odmiennych zdolności i pozwala inaczej podchodzić do części zadań. Różnice nie ograniczają się więc wyłącznie do wyglądu czy kilku nowych ataków. Pora dnia może wpływać na dostępne możliwości, zachowanie niektórych postaci oraz sposób rozwiązania konkretnych problemów. W praktyce sprawia to, iż nocna eksploracja często okazuje się ciekawsza i daje większe poczucie swobody, choć jednocześnie można odnieść wrażenie, iż ludzka strona Coena momentami pozostaje nieco w jej cieniu, choćby wtedy, gdy wspiera ją magia.

Równie istotny jest system upływu czasu. Bohater ma trzydzieści dni na uratowanie swojej rodziny, jednak czas nie płynie bezustannie podczas zwykłej eksploracji. Poszczególne zadania i działania zużywają określoną jego ilość, dlatego trzeba przynajmniej częściowo zastanawiać się nad kolejnością wykonywanych aktywności. Początkowo rozwiązanie to potrafi wywoływać sporą presję, jednak z czasem okazuje się zdecydowanie mniej restrykcyjne, niż mogłoby się wydawać. przez cały czas dobrze motywuje do podejmowania decyzji i nadaje przygodzie odpowiednie tempo, choć szkoda, iż później poczucie nieuchronnie zbliżającego się końca nie jest już tak wyraźne. Całość uzupełnia rozwój umiejętności, ulepszanie ekwipunku oraz eksploracja. Nie wszystkie systemy są równie rozbudowane, ale razem tworzą spójną całość i pozwalają grze zachować własny charakter.

Tytuł nie jest jednak pozbawiony wad. Najbardziej odczuwalne problemy dotyczą stanu technicznego oraz optymalizacji. Gra potrafi działać nierówno, a spadki płynności zdarzają się również w momentach, w których na ekranie nie dzieje się szczególnie dużo. Do tego dochodzą drobniejsze błędy, problemy z animacjami, doczytywaniem elementów otoczenia oraz sporadyczne niedociągnięcia w zachowaniu postaci. Tym bardziej szkoda, iż pod względem wizualnym produkcja nie należy przecież do absolutnej czołówki współczesnych tytułów. Nie są to problemy, które uniemożliwiają zabawę, ale potrafią skutecznie wybić z immersji.

kadr z gry

Pewne zastrzeżenia można mieć również do walki. W pojedynkach jeden na jednego system sprawdza się dobrze, jednak przy większej liczbie przeciwników kamera potrafi zachowywać się chaotycznie, a zmiana celu nie zawsze działa tak sprawnie, jak powinna. Z czasem daje o sobie znać także stosunkowo niewielka różnorodność przeciwników. Kolejne starcia coraz częściej wyglądają podobnie, przez co choćby dobrze zaprojektowane mechaniki walki nie zawsze mają okazję w pełni rozwinąć skrzydła. Większa liczba typów wrogów oraz bardziej zróżnicowane zachowania poszczególnych grup zdecydowanie poprawiłyby tempo rozgrywki.

Nie wszystkie elementy otwartego świata prezentują też równie wysoki poziom. Kotlina Sangorska ma świetny klimat i oferuje wiele ciekawych historii, ale pomiędzy najlepszymi zadaniami trafiają się bardziej schematyczne aktywności. Pewien niedosyt pozostawia również system trzydziestodniowego limitu. Początkowo wydaje się jednym z najważniejszych elementów całej gry i skutecznie buduje presję, jednak wraz z postępami jego znaczenie wyraźnie maleje. Szkoda, bo przy bardziej zdecydowanym wykorzystaniu tego rozwiązania mogłoby ono jeszcze mocniej wyróżniać tytuł na tle innych przedstawicieli gatunku.

The Blood of Dawnwalker to bardzo udany debiut Rebel Wolves i jedna z ciekawszych gier RPG ostatnich lat. Wyróżnia się przede wszystkim świetnym klimatem, interesującą fabułą oraz pomysłowym połączeniem dwóch natur głównego bohatera. Dobrze wypadają także zadania, podejmowane decyzje oraz system czasu, który nadaje całej przygodzie własny charakter. Nie wszystkie elementy zostały jednak dopracowane w równym stopniu. Problemy techniczne, przeciętna optymalizacja oraz niewielka różnorodność przeciwników potrafią momentami dać się we znaki. Mimo tych niedociągnięć tytuł pozostaje produkcją, przy której można przyjemnie spędzić wiele godzin i która pokazuje, iż twórcy mają sporo ciekawych pomysłów na przyszłość.


Fot. główna: Materiały promocyjne

Idź do oryginalnego materiału