
To już hazard? Recenzja: Biddle
Jesień to oczywiście prime time planszówek. Nic dziwnego, iż sporo nowości wypływa na rynek. Np. Egmont nie próżnuje- mieliśmy Cheese Mastera, przerabialiśmy Ubongo De Lux Extreme- a dzisiaj przychodzimy z kolejnym tytułem (a za chwilę opublikujemy następny- RODOS już jest w połowie redagowania!). Zapraszamy do recenzji.Informacje/Pierwsze Wrażenia:

Biddle to mała gra kościana, której lekki charakter ma urozmaicić imprezy. Przeznaczona jest dla 2-5 osób, w wieku co najmniej 8 lat. Według pudełkowej charakterystyki partia powinna zająć około 30 minut. Jak wspomniałem w Polsce gra wydawana jest przez Egmont, oryginalnie tytuł wyszedł ze stajni Amigo, niemieckiej firmy odpowiedzialnej między innymi za 6 bierze!

W pudełku większym niż klasyczna karcianka znajdziemy: kości (które stanowią trzon rozgrywki), talię zadań, drewniane kosteczki znaczników (w kolorach graczy), ściągawkę oraz planszę licytacji. Jak na grę abstrakcyjną- bez tematu i fabuły- graficznie jest nieźle (choć zdecydowanie chciałoby się więcej!). Wszystko jest czytelne, a kostki rzucają się w oczy... ale czy to wystarczy, by wybić się na rynku?
Zasady:

Do gry wprowadza krótka instrukcja, z której poznacie szczegóły zabawy. Tutaj przedstawiamy tylko zarys rundy i ogólny zamysł. A jaki to jest cel gry? Oczywiście zdobycie największej liczby punktów, poprzez szacowanie prawdopodobieństwa realizowania zadań. Brzmi skomplikowanie, ale wcale takie nie jest. W każdej rundzie odsłanianie jest zadanie z talii. Gracze licytują się, w ilu rzutach kostkami je wykonają. Im mniej ich zadeklarujesz, tym trudniejsze się staje osiągnięcie zamierzonego wyniku (choć może los Ci sprzyja), ale i tym mniejsza konkurencja. Uwaga! Licytacja trwa do momentu, aż grająca ekipa podzieli się na dwie drużyny- tę, która spasowała (czyli uważa, iż rzucający nie wykonają zadania) i drugą, tych, którzy podejmą się wyzwania. W drugiej fazie rundy dochodzi do rzutów. jeżeli uda się zmieścić w oszacowanym limicie, dostajecie punkty i odrzucacie z planszy znaczniki graczy wątpiących. W przeciwnym wypadku to Wy jesteście wyeliminowani z punktowania. Ot, wszystko! Po 10 rundach sprawdzamy, komu poszło najlepiej!
Wrażenia:

Zawsze mnie zadziwia to, iż wydawnictwa wciąż decydują się na gry o niczym. Ot tak, pudełko sprzedawane dla samego grania. Biorąc pod uwagę np. Rzuć na Tacę, czyli sukces niesamowity, bądź 6 bierze!- klasykę, niby to logiczne. Ale ile siły przebicia ma ciemny tytuł z kostkami w dzisiejszym świecie kolorowego marketingu? Sama wiara w tytuł chyba nie wystarczy...

My z recenzenckiej ciekawości zagraliśmy i bawiliśmy się dobrze. Lubimy kusić los (push your luck to jedna z naszych ulubionych mechanik), cenimy gry, które wyzwalają emocje, są proste i można je rozegrać praktycznie z każdym, bez względu na wiek, czy zaangażowanie (od dzieci, po dziadków). Dynamika nam odpowiada, negocjacje i delikatne cwaniactwo ładnie ozdabiają gameplay. Powiem nawet, iż partie były wciągające i chciało się więcej. Ale ponawiam pytanie- czy to wystarczy? Wiem, iż nie ocenia się książki po okładce, wytrawny gracz da jej szansę... Ale! Czy ktokolwiek, będąc na zakupach, sięgnie po tego typu pudełko? Kostki są urocze- kolorystyka już nie bardzo. Wciąż mocno się zastanawiam nad żywotnością produktu. Abstrakcje powoli wychodzą z czarno białej otoczki i inne gry- np. Ale Numer!- dbają, by stanąć na półce przy kolorowych pudełkach. Ujmijmy to tak: dla nas to niewykorzystany potencjał. Kumam, iż brak tła to dobry temat dla starszego pokolenia. Im bardziej abstrakcyjna i nieodnosząca się do niczego gra, najlepiej z klasycznymi kartami, bądź kostkami, tym łatwiej zachęcić starszych.... Oj, dobrze (może nie dla Biddle), iż powyższe zdanie powoli przestaje być prawdziwe.

Z drugiej strony- mam mały problem ze zlokalizowaniem osób, do których tytuł jest skierowany. Nowe osoby- jeżeli w jakiś sposób na grę trafią, ktoś im pokaże- będą zachwycone. Ale czy powiedzą o niej innym? choćby jeśli, to użyją raczej zwrotu "że grali w fajne kości", co nie przysporzy Biddle popularności (tytuł za trudny). Dla geeków jest tu stanowczo za dużo losowości (można używać skomplikowanych obliczeń prawdopodobieństwa, ale nie o to chodzi), poza tym zaawansowani znajdą lepsze propozycje w swojej kolekcji. Rodziny? Niby świetny grunt, ale czy "nowocześni" rodzice nie przyczepią się, że mechanika opiera się o hazard? W tym wypadku lepiej wybrać obstawianie wyścigów (np. Przebiegłe Wielbłądy- bardziej kolorowe i hazardowo zamaskowane). Biddle według nas pozostanie ciekawostką. Bawił nas na spotkaniach, dodawał charakteru imprezom, sprawdził się z młodzieżą i starszyzną, ale... No właśnie: ale! Czegoś mi tu brakuje. Historii? Wyrazistości? Czegoś zapadającego w pamięć? Mimo wszystko- trzymamy za grę kciuki.
Plusy:
+ szybka rozgrywka
+ proste zasady
+ dobrze działa w każdym składzie
+ sporo emocji
+ push your luck
+ czytelne zadania
+ klasyczny vibe
+ ciekawostka
Minus:
- mało wyrazista (ciężko zapamiętać tytuł)
- brak tematu i 90% hazardu może nie przemówić do rodzin
T.
Przydatne linki:
znajdziecie nas na Instagramie
TUTAJ dołączycie do nas na Facebooku
TUTAJ poczytacie o grze w serwisie Planszeo
















