Tradycja wraca do gry. Browary rzemieślnicze rosną w siłę

2 godzin temu

Tomasz Popławski rozmawia z Andrejem Chovancem, prezesem zarządu Browaru Pilsvar Sp. z o.o.

Historia wielu browarów zaczyna się od pasji i lokalnej tradycji. Jak wyglądały początki Browaru Pilsvar i jaka idea przyświecała jego powstaniu?

Na początku naszej przygody (mojej wraz z ojcem) z Browarem Grybów pojawiła się w 2005 roku informacja, iż browar z XIX wieku jest w upadłości i zostanie wystawiony na licytację. Po długich rozważaniach, burzy mózgów, odwiedzinach browaru w Siołkowej i ocenie jego fatalnego stanu technicznego podjęliśmy decyzję, iż podejmiemy to życiowe wyzwanie – szczególnie dla mnie, bo byłem wtedy młodym człowiekiem po studiach – i kupimy browar. Ojciec, jako prawdziwy Czech, miał przez całe życie styczność z piwem, handlował nim, a jego ojciec, mój dziadek, był technologiem w browarze w Czechach. Ja również dorastałem w otoczeniu, w którym piwo odgrywało istotną rolę. Stąd też decyzja – bo o piwie coś wiemy. Wiedzieliśmy także, iż w Czechach i na Słowacji – moja mama jest Słowaczką, mieszkam na Słowacji, jestem Czechosłowakiem – rozpoczął się już renesans małych, tradycyjnych, lokalnych browarów. Ludzie szukali alternatywy dla piw wielkich koncernów. Uznaliśmy, iż ten trend musi nadejść również do Polski.

Czy od początku wiedzieli państwo, w jakim kierunku będzie rozwijać się browar, czy raczej rynek i doświadczenie wyznaczały kolejne etapy rozwoju?

U nas kierunek był jasny. Najpierw zajęliśmy się podstawami, czyli remontem browaru i poprawą jego stanu technicznego. Równocześnie rozpoczęliśmy zmiany technologii produkcji piwa, aby doprowadzić jego jakość do perfekcji – i de facto robię to nieustannie do dziś. Musieliśmy też uciec od bardzo złej opinii, jaka ciążyła nad browarem i jego piwem. Krążyły o nim bardzo niekorzystne opinie, o których dowiedzieliśmy się dopiero później. Z tego powodu nikt nie chciał z nami współpracować. Początki były katastrofalne. Dlatego zdecydowaliśmy się na zmianę marki piwa na Pilsvar i budowanie nowego wizerunku browaru. Od zeszłego roku, na moje 20-lecie pracy w browarze, doszło również do zmiany nazwy spółki – z Pilsweizer S.A. na Browar Pilsvar sp. z o.o.

Jaką rolę w budowaniu marki odgrywa dziś lokalność i tradycja warzenia piwa?

Ogromną. Od początku mojego przyjścia do browaru chciałem nawiązywać do lokalności i tradycji warzenia piwa na ziemi grybowskiej. Zależało mi na przywróceniu browarowi dawnej świetności, jaką miał od momentu powstania w XIX wieku. Tym bardziej, iż założycielem browaru był Franciszek Paszek, również Czech, z czasów Austro-Węgier.

Rynek piwa w Polsce zmienia się bardzo dynamicznie – pojawiają się nowe style, nowe browary i nowe oczekiwania konsumentów. Jak Browar Pilsvar odnajduje się w tej zmieniającej się rzeczywistości?

Jak w każdej branży, trzeba nadążać za konkurencją, śledzić oczekiwania konsumentów oraz być elastycznym i kreatywnym. Nas wyróżnia klasyczny sposób produkcji piwa – tak, jak powinno się je warzyć. Od warzenia w miedzianych kotłach, przez fermentację w kadziach, aż po kilkutygodniowe dojrzewanie w tankach leżakowych. Bez żadnych skrótów, bez dodawania enzymów i chemii. Wszystkie surowce są najwyższej jakości, a podstawą jest woda z własnych studni głębinowych. W ostatnim czasie pojawił się nowy trend – piwa bezalkoholowe, na który to trend odpowiadamy.

Czy w ostatnich latach zauważają Państwo wyraźne zmiany w sposobie funkcjonowania branży piwowarskiej w Polsce?

Od czasu pandemii świat obrócił się o 180 stopni. Do tego doszła wojna u naszych sąsiadów, nie wspominając o innych konfliktach na świecie. Rzeczywistość stała się nieprzewidywalna, co miało konsekwencje również dla naszej branży. Ceny surowców i energii bardzo wzrosły. Ostatnia duża inwestycja, którą przeprowadziliśmy, to wymiana całej instalacji do chłodzenia piwa. Przeszedłem z amoniaku na glikol, co pomoże ograniczyć zużycie energii elektrycznej. W całej branży zanotowano spadki sprzedaży. Wielkie koncerny poszły w stronę ogromnych promocji, aż rozsądny człowiek zadaje sobie pytanie: za ile oni są w stanie wyprodukować to piwo? Trwa ogromna walka o klienta. Nas na taką wojnę cenową nie stać. My walczymy jakością i prawdziwością produktu.

Polskie przepisy ograniczają możliwości reklamy alkoholu. Jak w takich warunkach buduje się dziś rozpoznawalność marki i relacje z odbiorcami?

Nas nie stać na dużą reklamę, więc ograniczenia reklamy alkoholu w pewnym sensie działają na naszą korzyść. Zmniejszają różnicę pomiędzy nami a największymi graczami rynku. Rozpoznawalność marki budujemy poprzez wspieranie różnych wydarzeń sportowych i lokalnych inicjatyw w okolicy browaru.

Jakie największe wyzwania stoją dziś przed polskimi browarami – zarówno w kontekście rynku, jak i regulacji prawnych?

Największym wyzwaniem dla wszystkich producenta jest dziś utrzymanie rentownej produkcji przy rosnących kosztach działalności i silnej konkurencji rynkowej.

Jak wyobrażają sobie Państwo przyszłość polskiego rynku piwa w perspektywie najbliższych kilku lat?

Mój dziadek i ojciec mówili, iż piwo będzie się piło zawsze – zarówno w trudnych, jak i dobrych czasach. Ja dodaję, iż nie ma lepszego napoju na świecie. To najstarszy napój świata. W ostatnich latach spożycie piwa spadło, ale jestem optymistą i wierzę, iż znajdzie ono drogę do coraz większego grona ludzi – zarówno młodych, jak i starszych. Tego życzę całej naszej branży.

Jaką rolę Browar Pilsvar chciałby odegrać w tej przyszłości?

Chcielibyśmy na stałe zapisać się w świadomości ludzi jako browar, z którym trzeba się liczyć – przez kolejne setki lat.

Idź do oryginalnego materiału