Popularność anime rośnie z roku na rok, co bardzo odpowiada tamtejszym rządzącym. Problem jest taki, iż większość artystów przez cały czas żyje w stresie od pierwszego do pierwszego.
Japoński rząd od kilku lat coraz mocniej wspiera branżę rozrywkową, widząc w anime, mandze i grach jeden z filarów przyszłego wzrostu gospodarczego. W praktyce oznacza to różnego rodzaju programy pomocowe, od dopłat mających poprawiać warunki pracy, po wsparcie lokalizacji i publikacji treści za granicą. Problem w tym, iż najnowsze dane pokazują bardzo niepokojący rozdźwięk między oficjalnymi celami a tym, kto faktycznie dostaje pieniądze.
Dosłownie 0% wsparcia trafiło do rysowników i animatorów

Jak podaje MagMix, powołując się na materiały opublikowane wcześniej w tym roku przez japońskie Ministerstwo Gospodarki, Handlu i Przemysłu, krajowy przemysł rozrywkowy otrzymał w 2024 roku 6,8 miliarda jenów wsparcia, czyli około 157,3 milionów złotych. Na pierwszy rzut oka to duża kwota, ale jej podział pokazuje wyraźną nierównowagę. Aż 54,9% trafiło do sektora filmów aktorskich, podczas gdy anime otrzymało 12,6%, a gry 10,7%.
Jeszcze gorzej wygląda sytuacja po wejściu w szczegóły. W przypadku anime środki kierowano głównie na promocję i dystrybucję, a twórcy odpowiedzialni za samą produkcję nie otrzymali nic. Dosłownie 0% wsparcia trafiło do osób będących na pierwszej linii procesu tworzenia. W branży gier sytuacja była tylko nieznacznie lepsza, bo bezpośredni udział twórców wyniósł 1,4%. To pokazuje, iż publiczne pieniądze wspierają przede wszystkim otoczenie biznesowe, a nie ludzi, którzy realnie tworzą te dzieła.

Co ważne, METI ma być świadome problemu. Rozważane jest wprowadzenie bardziej bezpośredniego wsparcia dla twórców. Pytanie czy urzędnicy rzeczywiście dobrze rozumieją sposób działania tej branży i realia pracy animatorów, rysowników czy deweloperów? Dla wielu z nich codziennością jest walka o utrzymanie i napięte terminy, więc samo ubieganie się o granty bywa zwyczajnie poza ich zasięgiem. W efekcie przewagę zyskują duże firmy, które mają rozbudowane zaplecze administracyjne i łatwiej przechodzą przez formalne procedury.
To szczególnie istotne w momencie, gdy Japonia stawia sobie ambitny cel zwiększenia rocznych przychodów z zagranicy związanych z rodzimymi treściami do 20 bilionów jenów do 2033 roku. Anime już dziś notuje rekordowe wyniki finansowe i globalnie ma się świetnie, ale za kulisami sytuacja wygląda dużo mniej optymistycznie. Coraz częściej mówi się o zjawisku „boomu bez zysków”, w którym popularność rośnie, ale firmy produkcyjne nie potrafią przekuć tego w stabilne funkcjonowanie. Skutkiem są bankructwa i zamknięcia studiów.

1 godzina temu
















