Uruchomili cyfrowy bat na złodziei sztuki. Muzea trzęsą portkami

konto.spidersweb.pl 2 godzin temu

Bezgłowy cesarz po dekadach wrócił do domu, ale to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Turcja wytoczyła najcięższe działa przeciwko czarnemu rynkowi antyków, a w jej arsenale pojawiła się właśnie rewolucyjna broń.

Nowy system oparty na sztucznej inteligencji bezlitośnie skanuje internet, wyłapując skradzione dziedzictwo kulturowe. Dyrektorzy największych zachodnich muzeów mają powody do niepokoju, bo skończyły się czasy, gdy można było bezkarnie przymykać oko na podejrzane pochodzenie eksponatów.

Tureckie ministerstwo kultury nie zamierza dłużej polegać wyłącznie na żmudnych, wieloletnich śledztwach prowadzonych przez ludzi. Do gry weszła technologia. Uruchomiony w ubiegłym roku system TraceART to potężne narzędzie napędzane sztuczną inteligencją, które nieprzerwanie przeczesuje platformy sprzedażowe, portale aukcyjne i media społecznościowe.

Algorytm błyskawicznie analizuje obrazy i wychwytuje obiekty tureckiego pochodzenia, które mogły paść łupem przemytników. Każde takie trafienie trafia następnie na biurko ekspertów.

Skuteczność tego rozwiązania robi ogromne wrażenie, a opisuje je serwis France24. Tylko w 2025 roku Turcji udało się odzyskać 180 artefaktów. TraceART nie zwalnia tempa i zaledwie w tym miesiącu doprowadził do sprowadzenia z Wielkiej Brytanii dwóch cennych, szesnastowiecznych płytek z rzymskokatolickiego İzniku.

Zeynep Boz, dyrektorka tureckiego departamentu ds. zwalczania nielegalnego handlu dobrami kultury, przyznaje w rozmowie z AFP, iż moment, w którym komputer przetworzył dane i wypluł idealne dopasowanie, był dla jej zespołu niezwykle ekscytujący. To technologiczny przełom, który diametralnie zmienia układ sił w walce z historycznymi grabieżcami.

Cesarz, ołów i upadek amerykańskiego uporu

Choć sam TraceART jest nowością, determinacja Ankary trwa od dawna. Najlepszym dowodem jest sprawa naturalnej wielkości statui z brązu, przedstawiającej rzymskiego cesarza Marka Aureliusza.

Ten bezcenny zabytek z drugiego lub trzeciego wieku został wywieziony w latach 60. ubiegłego stulecia z okolic starożytnego miasta Bubon. Przez lata eksponat dumnie prezentował się w Cleveland Museum of Art w amerykańskim stanie Ohio.

Władze muzeum robiły wszystko, co w ich mocy, aby opóźnić zwrot rzeźby, zasłaniając się brakiem wystarczających dowodów na jej pochodzenie. Tureccy śledczy połączyli jednak siły z Departamentem Bezpieczeństwa Krajowego USA oraz biurem prokuratora okręgowego na Manhattanie. Szalę zwycięstwa na stronę Turcji przechyliła twarda nauka.

Ekspert w dziedzinie archeometrii, profesor Ernst Pernicka, przeprowadził rygorystyczne testy chemiczne. Próbki gleby i ołowiu nie pozostawiły złudzeń, definitywnie potwierdzając, iż cesarz pochodzi z imperialnej świątyni w Bubon. W obliczu takich danych Amerykanie musieli skapitulować, a rzeźba w lipcu ubiegłego roku bezpiecznie wylądowała na tureckiej ziemi.

Więcej na Spider’s Web:

Międzynarodowy szeryf i zuchwałe fałszerstwo w Luwrze

Turcja nie tylko aktywnie odzyskuje swoje dobra, ale przyjęła też rolę sprawiedliwego gracza na arenie międzynarodowej. Kraj regularnie zwraca skradzione artefakty ich prawowitym właścicielom. W ostatnim czasie oddano do Chin obiekty zagrabione z tamtejszych świątyń, a Egipt odzyskał klucz do świątyni Kaaba, który w niejasnych okolicznościach trafił na tureckie terytorium.

Taka postawa daje Ankarze potężny mandat moralny do wywierania nacisku na europejskie instytucje, które wciąż kurczowo trzymają się zrabowanych zbiorów.

Na celowniku są teraz potęgi takie jak Berlin, z którego Turcja chce odzyskać starożytny marmurowy tors, oraz paryski Luwr. Francuski przypadek brzmi zresztą jak scenariusz filmu kryminalnego. W połowie XIX wieku pewien Francuz, podający się za konserwatora, wywiózł z terenu dzisiejszej Turcji oryginalne płytki z İzniku, a na ich miejsce potajemnie wstawił fałszywki. Oszustwo wyszło na jaw dopiero w 2003 roku, kiedy jedna z podróbek odpadła od ściany, odsłaniając na odwrocie znak francuskiego producenta.

Dziś w ogrodzie Hagii Sophii wisi tabliczka informująca turystów, iż oglądają jedynie repliki. Prawdziwe skarby znajdują się w oddziale Luwru w Lens, a strona francuska uparcie twierdzi, iż nabyła je w 1895 roku całkowicie legalnie.

Zeynep Boz ucina te tłumaczenia krótko mówiąc, iż założenie, iż cokolwiek wywiezione w XVIII i XIX wieku zostało zdobyte zgodnie z prawem, jest po prostu błędne. Biorąc pod uwagę technologiczne zaplecze, z jakim Turcja właśnie wchodzi do gry, zachodnie muzea mogą niedługo zderzyć się ze ścianą dowodów, których nie da się już zamieść pod dywan.

Główna ilustracja: Rzeźba Dionizosa, syna boga Zeusa i księżniczki Semele ze zbiorów MüzeKart w Stambule. Fot. MüzeKart

BuyboxFast
Idź do oryginalnego materiału