
„Nie przenoście nam Geralta do stolicy” – mogą zanucić zaniepokojeni Łodzianie w obawie, iż ich wciąż młody symbol wyfrunie z gniazdka. Z żalu też się pięknie śpiewa, ale przy tej okazji za zmarnowaną szansę winić trzeba będzie nie tylko okrutny i niesprawiedliwy los.
To na razie tylko propozycja. W Warszawie jedna z ulic może zostać nazwana imieniem Geralta, postaci wykreowanej przez Andrzeja Sapkowskiego, która z czasem stała się też bohaterem gier, filmów i seriali. Komu dokładnie zawdzięcza światowy rozgłos, roztrząsać nie będziemy, by nikogo niepotrzebnie nie denerwować, tym bardziej iż to teraz mniej ważne. Istotne jest to, iż Geralt to symbol. Polski, jak i Łodzi.
To jednak w Warszawie może znaleźć się ulica Geralta. Położona będzie nieopodal siedziby CD Projekt RED, więc wszystko w teorii pięknie się układa. I choć ciągle jesteśmy na etapie propozycji, to w Łodzi na te plany można – i należy! – patrzeć z niepokojem. Stolica podbierała już piłkarzy, do Warszawy lgnęli ludzie za pracą, a jakby tego było mało, to może jeszcze się okazać, iż popkulturowi bohaterowie opuszczą ojcowiznę.
Związek Geralta z Łodzią jest naprawdę głęboki. To stąd pochodzi Andrzej Sapkowski, autor „Wiedźmina”. W jednym z wywiadów mówił, iż miasto ma „wyłącznie wady”, a samemu pisarzowi żyje się w nim „nie najfajniej, delikatnie mówiąc”. Nie chowano urazy, tym bardziej iż krytyczny stosunek jest całkiem naturalną cechą mieszkańców Łodzi, i w 2008 r. Sapkowskiemu nadano status honorowego obywatela miasta. W 2019 r. został absolwentem VIP Uniwersytetu Łódzkiego, a trzy lata później otrzymał medal „Universitatis Lodziensis Amico – Przyjaciel UŁ”. Podczas wręczania odznaczenia Rektor UŁ prof. Elżbieta Żądzińska stwierdziła, iż Sapkowski jest „bez dwóch zdań najbardziej znanym absolwentem Uniwersytetu Łódzkiego na świecie”.
I ten wirtualny Geralt z Łodzi pochodzi
Czerwień w nazwie CD Projekt RED to nawiązanie do charakterystycznej łódzkiej fabrycznej cegły. Pierwsze logo to zresztą fabryka. W Łodzi znajdowała się również pierwsza siedziba studia.
To wcale nie tak, iż Łódź o swoim bohaterze nie pamięta. Ścianę jednego z wieżowców na łódzkim Manhattanie od 2021 r. zdobi gigantyczny Geralt. To jeden z największych murali w całej Europie.
Sam ze zdziwieniem obserwuję, iż praca rzeczywiście jest atrakcją turystyczną i pielgrzymuje do niej wiele osób, z nieskrywanym podziwem robiąc zdjęcia. Dziwić może więc fakt, iż nie pokuszono się o pójście za ciosem i dostawienie kolejnych wiedźmińskich akcentów w okolicy. Mała figurka Geralta? Rzeźba Jaskiera?
Mural jest gigantyczny, cóż więcej dodawać – można by stwierdzić, patrząc na sprawę przychylniejszym okiem. Ale trudno nie mieć też wrażenia, iż tej wiedźmińskiej cytryny nie wyciska się tak mocno, jakby się dało.
Dobitnym przykładem jest skwer Wiedźmina, który taką nazwę uzyskał już w 2018 r.
Plany były naprawdę ambitne.
Będzie wciąż zielony, pojawią się nowe nasadzenia, chodniki, trzy kioski. W jednym znajdzie się kawiarnia, kolejny będzie dedykowany literaturze. Zmieni się również stylistyka tego miejsca. Ławki, mała architektura, kioski, plac zabaw będą nawiązywać do tematyki fantasy i twórczości Andrzeja Sapkowskiego. Myślę, iż o tym miejscu będzie głośno w całej Polsce – zapowiadał Krzysztof Piątkowski, ówczesny wiceprezydent Łodzi.
Jeszcze gorzej zestarzały się te słowa ówczesnego przewodniczącego Rady Miejskiej Tomasza Kacprzaka:
Wiemy, iż Wiedźmin walczył z różnymi potworami, które atakowały ludzi. Dlatego liczymy, iż dzięki takiemu wyjątkowemu skwerowi w centrum miasta, Wiedźmin będzie nas chronił.
Zestarzały się źle, bowiem pomocy zabrakło. Skwer kojarzony był głównie z miejscem zaniedbanym, dość nieprzyjemnym, opanowanym przez miłośników mocnych trunków. Jest to jakieś nawiązanie do awanturniczej powieści przygodowej, ale chyba nie tego oczekiwano. Skwer został przebudowany w 2024 r., a mimo to choćby po roku mieszkańcy narzekali.
Często tu przyjeżdżam i zostawiam auto na parkingu przed stacją benzynową, żeby załatwić urzędowe sprawy. I często wyłaniają się z tych zarośli panowie, którzy chcą „co łaska” za popilnowanie samochodu. Wolę zapłacić, niż żeby mi auto porysowali, albo opony przebili – skarżył się jeden z nich w rozmowie z lokalnym portalem tulodz.pl.
Na pomoc Wiedźmina nie ma więc co liczyć. Akcentów związanych z literaturą też brakuje. Za to w pawilonie, który powstał, zameldować mają się sprzedawcy kurczaka z rożna. Bywam w tamtych okolicach często, ale akurat skwer Wiedźmina omijam regularnie. Nie tyle co ze strachu – tam po prostu nic nie ma, choć po remoncie jest rzeczywiście nieco lepiej. Ot, kolejny zmarnowany potencjał. Szumna nazwa, ambitne plany, a efekt wciąż jest jaki jest. Czyli nie najfajniejszy, delikatnie mówiąc.
Łódź koło Geralta wciąż krąży
Rok 2026 to niby rok Wiedźmina w Łodzi. Czy to oznacza, iż postać stanęła na Piotrkowskiej, wita gości na dworcu czy – jeszcze lepiej – na lotnisku? Przyznaję, w tym roku na łódzkim lotnisku nie byłem, ale nie słyszałem o żadnych wiedźmińskich akcentach.
Owszem, pod koniec sierpnia zorganizowano wiedźmińskie babie lato, w trakcie którego odbył się seans i spotkanie z twórcami filmowego „Wiedźmina” czy „spotkania z twórcami wiedźmińskich komiksów, warsztaty rysunkowe i modelowania mieczy w programie Blender 3D, sesje RPG, gry planszowe oraz czytelnia komiksowa”. Podobne wydarzenia odbywały się również w trakcie Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi. Na początku września można było wziąć udział w spacerze-grze miejskiej „od słowiańskich wierzeń do popkultury”, nawiązującej właśnie do 40-lecia Wiedźmina.
Coś się dzieje, ale bez większej pompy, jak na tak istotną rocznicę przystało. Trudno uznać, iż miasto żyje światem wymyślonym przez Andrzeja Sapkowskiego, do którego swoją niemałą czerwoną fabryczną cegłę dołożyło CD Projekt RED.
A to wszystko w roku Wiedźmina, przypomnijmy, który jednak obchodzony jest bez specjalnej celebry. 2026 wprawdzie jeszcze się nie skończył, więc może finisz będzie spektakularny. Na razie na to nic się nie zanosi.
Nieskorzystanie z szansy, jaką daje Geralt w promocji miasta i regionu, może wydawać się łódzkim, lokalnym problemem. Nie będzie przecież pierwsza ani ostatnia zmarnowana okazja, zawsze to dodatkowy pretekst do dyskusji „co by było gdyby”, tak częstej w Łodzi.
Tyle iż to problem znacznie szerszy. W ostatnich miesiącach głośno dyskutuje się o tym, jak promować Polskę. Wizje są różne, prawie każda – niezadowalająca.
Nie wiem, czy figurka Geralta na dworcu Łódź Fabryczna sprawiłaby, iż liczba turystów zwiększy się o 100, 50 czy choćby 5 proc. Ale z drugiej strony obserwuję, ile osób robi sobie zdjęcia np. pomnikami ze słynnych polskich bajek, które powstawały w łódzkim studiu Se-ma-for i do których odnoszą się figurki. Można zaryzykować, iż o Wiedźminie jest dziś nieco głośniej niż o kocie Filemonie, więc warto byłoby z tego skorzystać.
Za chwilę okaże się, iż Warszawa będzie mieć ulicę Geralta. I może ktoś pójdzie za ciosem, by wokół tego budować nową markę, znak rozpoznawczy. Łódź będzie mogła mieć tylko pretensje do siebie, iż tego potencjału nie wykorzystała sama. Pozycja startowa była idealna.
Zdjęcie główne: Shutterstock + Gemini













