Odkąd Valve wydało Steam Decka, a wraz z nim zadebiutował Proton, granie na linuksie zmieniło się nie do poznania. Nie należy jednak zapominać, jak istotną rolę w tym wszystkim odgrywa WINE, czyli inna aplikacja, umożliwająca uruchamianie systemu napisanego dla systemu Microsoftu na linuksie. To oprogramowanie otrzymało właśnie najnowszą wersję – już jedenastą – i wiele wskazuje na to, iż będzie to przełomowa aktualizacja, która może wiele zmienić.
Co to jest WINE i dlaczego ta aktualizacja jest taka ważna?
Słowem wstępu: nie jestem programistą, więc w moich wyjaśnieniach mogą znaleźć się pewne nieścisłości i drobne przekłamania wynikające z braku fachowej wiedzy. WINE (Wine Is Not an Emulator) to oprogramowanie, które pozwala aplikacjom Windowsa działanie w obcym, linuksowym, środowisku. Nie robi tego, emulując cały system (stąd nazwa), ale tłumaczy procesy w taki sposób, żeby były rozumiane przez inny system. Przez wiele lat, zanim powstał Proton, to WINE było najważniejszym narzędziem pozwalającym cieszyć się grami na systemie operacyjnym spod znaku pingwina.
Największą bolączką, dotychczas, było radzenie sobie ze sposobem, w jaki Windows obsługuje wielowątkowość procesów związanych z grami wideo. Najprościej ujmując, Linux nie posiada tego typu narzędzi, dlatego trzeba było to w jakiś sposób ominąć. Dotychczasowe rozwiązania, esync i fsync, choć działały, dalekie były od idealnych. Esync miał pewne ograniczenia, a Fsync wymagał odpowiedniej modyfikacji systemu. WINE 11 wprowadza z kolei NTSync (swoją drogą, technologia ta została opracowana przez Elizabeth Figurę, autorkę zarówno Esync, jak i Fsync), które dodaje nowe sterowniki do jądra systemu, pozwalając odtworzyć procesy zachodzące w Windowsie. To potrafi stanowić znaczącą różnicę.
WINE 11 w praktyce
Tak więc jak poprzednie wersje WINE zawierały zwykle poprawki i łatki, tak ta wprowadza ogromną zmianę. W grach, które cierpiały najmocniej na niedoskonałych metodach rekompensowania braku obsługi wielowątkowości w sposób, jaki robił to Windows, zmiany są gigantyczne. Według testów przykładowo DIRT 3 działa o niemal 700% sprawniej, osiągając niemal 860 klatek na sekundę, gdzie przy WINE 10 było ich 110. Resident Evil 2 skoczyło z 26 do 77 klatek, Call of Juarez z 100 do 225, a Tiny Tina’s Wonderlands to przeskok za 1340 FPS do 360. Co więcej, po raz pierwszy Call of Duty: Black Ops jest grywalne na Linuksie!
Oczywiście, podobne wyniki nie bedą osiągane przez wszystkie gry. Wiele tytułów będzie działało na podobnym poziomie, ale te, które opierały się najmocniej na wielowątkowych operacjach, zyskają najwięcej. To jednak nie wszystkie zmiany, które wprowadza nowa wersja WINE. Nareszcie ukończona została architektura WoW64, pozwalająca na uruchamianie 32-bitowych aplikacji na 64-bitowych systemach. Co więcej, wspiera to także 16-bitowe aplikacje, więc jeżeli posiadacie jakieś stare oprogramowanie, które wciąż dażycie uczuciem, powinno już bez problemu dać się je uruchomić na Linuksie. Aktualizacja zawiera jeszcze więcej poprawek i zmian, więc od dzisiaj Linux powinien o wiele lepiej radzić sobie z otwieraniem windowsowych aplikacji, niż wcześniej.
Jeżeli gracie na linuksie – albo planujecie – WINE 11 powinno usprawnić prawie wszystko. Wielu okrzyknęło już tę aktualizację najważniejszym wydarzeniem dla gamingu linuksowego od czasu wprowadzenia Protona. To doskonały znak, iż Linux nie jest już tylko nieistotnym marginesem. Pozostaje coraz mniej obszarów, w których ustępuje on innym systemom, a coraz częściej okazuje się też po prostu lepszy. I choć może mityczny „rok linuksa” jeszcze nie nadszedł, ale sam system staje się coraz istotniejszą alternatywą dla graczy.
Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.

23 godzin temu
















